RSS
sobota, 31 października 2009
Potwor.

Obudzil mnie jak zwykle cichutkim pisnieciem do ucha. Otworzylam jedno oko, cos bylo nie tak, bylo jeszcze ciemno, poprostu blady swit. Slyszalam jak grzebie w kuwecie, nie moge zrozumiec dlaczego jak rano chce siusiu musi mi o tym zawsze mowic, zwykle potem siada na komodzie i obserwuje swiat za oknem albo prosi zeby go wpuscic pod koldre. Niestety dzisiaj postanowil chyba zostac potworem. Stanal na poduszce za moja glowa i mialczal, kiedy chcialam go wciagnac pod koldre oburzony uciekl i wyraznie zniecierpliwiony domagal sie swoich praw. Za oknem sie przejasnialo. Dobrze wiedzialam o co mu chodzi, bo tak mialczy tylko wtedy kiedy ma bardzo pusty brzuszek, ale dlaczego tak wczesnie, pomyslalam ze chyba mu cos na glowe uderzylo. Nie dawal za wygrana i molestowal coraz bardziej natarczywie. Zwleklam sie z lozka, a ze ja tez mam swoje prawa to piewsze swoje kroki skierowalam do ubikacji, usiadl pod drzwiami i marudzil "ja jestem glodny, po co tam polazlas, pospiesz sie, nie widzisz ze umieran z glodu". Zeszlam na dol do kuchni i dalam mu dwa kawalki miesa, byly dosyc duze, niestety nie mialam ani sily, ani natchnienia aby je kroic, chociaz zwykle sa mniejsze nie przejal sie tym wcale i zabral sie do jedzenia. Powloklam sie na gore i wlazlam do cieplego lozka. Wiedzialam ze spac juz nie bede, Bestia postarala sie abym spala godzine krocej. Ale dlugo sie spokojem nie nacieszylam, bo jak kotek sie naje, to potem koniecznie musi wyjsc na pole, wiec przylazl na gore i znowu zaczal molestowac. Zeszlam na dol, a po drodze zlapalam grubego i obydwa koty ochoczo wybiegly na zewnatrz. Wrocilam do lozka, obudzil sie moj slubny, a jego budzik jak zwykle dzwonil co piec minut. Na polu padal deszczyk. Dlugo sie nie nacieszylam pozycja horyzontalna bo po chwili uslyszelismy przeciagle mialczenie. Znowu zeszlam na dol, stal na murku, a raczej juz zwisal, glowa w dol, gotowy aby z niego zeskoczyc i darl ryja, bo taki porzadny kotek jak on na deszczu nie bedzie siedzial bo mu futerko zmoknie. A cala ta wczesna awantura wynikala z tego ze kotki wczoraj dostaly za wczesnie kolacje, oj nie bede juz wiecej taka glupia i nie dam sie tak wrobic. Ale to tylko Minio sie awantorowal i to on dzisiaj wyjatkowo byl potworem.

czwartek, 29 października 2009
Nareszcie pisze.

Jak przed laty uslyszalam o idei blogow, to nie spodobal mi sie ten pomysl, no bo jak tak mozna na forum publicznym pisac swoj pamietnik. Jak przyjechalam do Londynu w zeszlym roku, do meza, nareszcie uzyskalam dostep do komputera i internetu i mialam czas na to aby zaczac sie uczyc nimi poslugiwac. Szukajac roznych interesujacych mnie rzeczy, trafilam na blogi ktore zaczelam przegladac, a niektore czytac. I tak wpisujac haslo "kot" znalazlam blog "Kot dziewczynka", przeczytalam caly i sledze nadal. A na zakladkach tegoz blogu byl inny "I coz ze ze Szwecji" i tu wpadlam, czytalam jak ksiazke i robie to do dzis, a z jego autorka nawiazalam internetowy kontakt i juz bylam pewna ze ja tez tak chce. No tak, ale jak zalozyc blog jak nie potrafi sie obslugiwac komputera i poslugiwac netem, nie pytajac o to madrzejszych od siebie, a ja nie chcialam aby moj slubny czytal moje pisanie, moze kiedys ale teraz nie. Ale troche mowilam o "mojej nowej pasji" i moj A. (moj maz Andrzej) powiedzial:"to pisz swojego bloga", tylko ze jemu chodzilo o to abym pisala go po angielsku, w celu nauki jezyka. Pomysl mi sie spodobal i przedstawilam go Sebastianowi (siostrzeniec mojego slubnego ktory jest w Angli rok dluzej od mojego meza), a on powiedzial:" ciocia to swietny pomysl, ja ci pomoge we wszystkim, ty bedziesz pisac, ja bede ci sprawdzal i poprawial bledy i pomoge ci zalozyc ten blog" i tak powstal moj pierwszy blog angielski. Piszac tamten blog, zamieszczajac kolejne wpisy nauczylam sie pewnych potrzebnych rzeczy i nareszcie zaczelam pisac  to o czym myslalam wczesniej.

Sen.

Rano dostalam SMS-a od corki, snil sie jej dziadek powiedzial jej ze nie umarl tylko spadlo mu cisnienie, a na jej stwierdzenie ze zostal skremowany odpowiedzial:" zycie jaest wieczne, umieramy i dalej istniejemy, teraz juz wiesz wszystko".

środa, 28 października 2009
Ostatnie pozegnanie.

Jest mi smutno. W ubieglym tygodniu bylam w Polsce. Zmarl moj ojciec, mial 75 lat i przez 55 lat swojego zycia palil papierosy. Dlugo chorowal, miedzy innymi mial astme spowodowana nalogiem. Kiedy przyjezdzalam w odwiedziny z przykroscia patrzylam jak sie dusi. Ostatni raz widzialam go w swieta wielkanocne. Brat wyslal mi wiadomosc SMS-em i chociaz bylam przygotowana na to ze moze to nastapic w kazdej chwili, to tresc wiadomosci mnie zaskoczyla. W kraju pozalatwialam z bratem najwazniejsze sprawy i wrocilam do Londynu. Dopiero jak zostalam sama w domu to dotarlo do mnie to calkowicie-ze nie mam juz ojca. Pomimo tego ze nie bylo tak jak byc powinno, ze nie zawsze moglam na niego liczyc, nie moglam mu powiedziec co czuje i bywalo ze plakalam przez niego- to byl moj ojciec i nic tego nie zmieni. Juz nigdy z nim nie porozmawiam, nie bedzie sie cieszyl ze moze mnie poczestowac tym co ugotowal .....Moj ojciec nauczyl mnie milosci do ksiazek i filmu. Jestem tak jak on bibliofilem, uwielbiam ksiazki czytac, kupowac i miec. Mam ich troche w roznych miejscach, ale nie wiem ile. Ojciec mial duza biblioteke zastanawialam sie zawsze ile tam jest pozycji i wedlug spisu ktory zrobil jest ich 2830. Od dziecka zabieral mnie do kina, pokazal mi nieme kino, filmy okresu miedzy wojennego i te krecone tuz po wojnie. Bylam z nim jako 11-sto latka na "Potopie" w ktorym sie zakochalam. Film kocham tak jak ksiazki, nie ma to jak dobry film i dobra ksiazka i to jest moj najcenniejszy spadek po ojcu.