RSS
czwartek, 13 sierpnia 2015
Mama w hospicjum

Dostalam Dzisiaj od Brata. Po prawej Sylwia, dziewczyna mojego brata, a po lewej moja parzyjaciolka - Lucyna. Zdjecie z komorki, ale to nic.

wtorek, 11 sierpnia 2015
Jak przejazdzka na gorskiej kolejce - IV

Esemesowalam z moja przyjaciolka - Lucyna, ktora pomaga nam w opiece nad mama.

07.08 Lucyna - Wiem jestem swinia ale musze wzywalam lekarza ze Stefcia musi sie byc non stop i mamy dziekowac bogu za kazdy nastepny dzien ktory z nami jest najgorsze ze jak nie zrobia stomi to juz wiesz ze ona nie chce jesc ani pic a tu podaja rekordy ciepla jest zle kurwa mac

Ja - Wiem ze jest coraz gorzej … a nas pogada nie rozpieszcza … skonczylam chalupe i jade do biura

Lucyna - Jest zle Gocha tak mi przykro ja sie boje zeby nie cierpiala Ulka robi co moze ale ta morfina juz nie dziala dobrze ze jutro przyjdzie lekarka pojde tam rano to Ci napisze

Ja - Ok dzieki, jak ostatnio bylam to widzialam ze przez 3 tygodnie choroba zrobila duze postepy , a teraz nie bylo mnie dluzej … wiem ze Urszula robi co moze ale wiek i inne dolegliwosci tez swoje dokladaja zal mi mamy strasznieze ze na starosc musi sie tak meczyc, czesto mysleze ze lepiej bylo by gdyby zasnels i …

Lucyna - Najwieksza parodia jest ze po tym udarze wyszla lepiej niz by mogla dobila mnie ta rozmowa z lekarzem tym bardziej ze we wtrek pochowalismy Jozka

Ja - Wiesz ja sobie az do bolu zdaje sprawe z tego ze moja mama umiera i najgorsze jest dla mnie ze trwa to tak dlugo i ona tak sie meczy … to oczekiwanie i swiadomosc jej cierpienia jast dla mnie najgorsza…

09.08 Lucyna - Cos na poprawe nastroju – mialam puste konto po czym przychodzi SMS ze mam 40zl na koncie dDrek jest swiadkiem bo wydazylo sie to przy nim u Stefci teraz

Ja - Cud jakis czy cus?

Lucyna - Noo chyba zaczne chodzic do kosciola D. mowi ze ktos musial sie pomylic a ja skorzystalam to dlatego ze mowilam ze Sftefcia nie chce rosolu ona sama tez nie chciala a jak przynioslam to wypila z apetytem jutro tez dostanie ona jest taka trusia cichutka teraz spi lubie jak sie usmiecha na moj widok tak jak Joziu teraz wiem ze Zoska to sekutnica zal mi Magdy tzn jej synowej

10.08 Lucyna - Jemy sobie sniadanie Stefcia dzis lepiej przynioslam kompoti rosol wypila jak ja piwo oka lepiej sie czuje po morfinie regularnie podawanej bo nie boli Darek stoi na wysokosci zadania upaly daja w dupe Ulka zalatwia to hospicjum moze jutro tam pojedzie

Ja - To znaczy ze co ? ze juz od jutra mama by byla w hospicjum , czy ze Ulka tam pojedzie pozalatwiac sprawy .. ja pije kawe a potem jade z Mira po baterie do moich “uszu” a tak ogolnie to mamy tutaj sajgon chyba dzisiaj beda stawiac rusztowanie na naszym budynku wolala bym zeby oni te okana wymieniali po naszym powroie bedzie trzeba isc tam do tego biura .. ucaluj mame ode mnie

Lucyna - Darek mi przekazal ze jutro jest duze prawdopodobienstwo ze bedzie miejsce

Ja - W tej sytuacji to bylo by dla niej najlepsze , przynajmniej byla by bezpieczna i mialaby ciagla opike medyczna a Urszula mogla by sie spokojnie wyspac , a na Ciebie licze do konca … pgadamy na wizji

Lucyna - Wiam juz jej mowilam ze nie damy sie jej nudzic w szpitalu ze bede jej nosic kompot i rosol nawet gdybym nie chciala to musze z nia byc ona tak sie cieszy jak przychodze powiedziala ze lubi na mnie patrzec zawsze mi poprawi humor dobrym slowem mysle ze to ona mnie trzymie przy zyciu

Ja - Dziwnie sie zycie plecie i nigdy nie wiaomo co nam jutro przyniesie … i nigdy nie wiaomo kto komu jest bardziej potrzebny .. wszystko jest ze soba polaczone, taki “atlas chmur”

Lucyna - Slicznie to napisalas – aleczlowiek wciaz zapominamy o tak prostych i oczywistych rzeczach komplikujemy sobie zycie na sile

Ja - Ja od jakiegos czasu staram sie olewac rzeczy niewazne , nie tracic energi na glipich ludzi i idiotyczne sytuacje, sluchanie audiobook’ow skutecznie zaglusza niepotrzebny potok mysli , staram sie skupiac na tych ktorzy sa dla mnie wazni i dla ktorych ja cos znacze

A “atlas chmur” ogladalam i dwa razy wysluchalam , niesamowita ksiazka i chciala bym ja miec w wersji papierowej, niesamowicie daje do myslenia

Lucyna - To poszukamy jej na necie jak bedziesz moze uda sie kupic liczymy dni do waszego przyjazdu

Dzisiaj, lucyna - Jedziemy do szpitala

Ja - Na tk czy cos sie dzieje?

Lucyna - Nie poprostu jest miejsce S jakby ozyla przez te 3 dni

Ja - To znaczy miejsce w hospicjum?

Lucyna - Tak wiem glupio napisalam

Lucyna - Czy  mozesz zadwonic do mojej mamy jak wroce ze szpitala?

Zadzwonilam. Teraz jestem juz spokojniejsza. mame do hospicjum odwiozla Urszula razem z Lucyna. Troche sie jej polepszylo, pila rosol i kompot ktory przyniosla jej Lucyna. Ma pokoj z dwoma innymi pacjentkami, a jedna z nich oglada ten sam serial. Jak przyjedziemy do Bielska to zatrzymamay sie w mieszkaniu u mamy (a moze u mnie? w koncu mieszkanie jest moje …). A potem spokojnie pojedziemy do Przeworska, na slub Magdy i Wacka.

Ps. Musialam podzielic wpis na czesci, bo okazalo sie ze tekst jest za duzy ...

Jak przejazdzka na gorskiej kolejce - III

21.07 Magda - no, a ja sprawdzam co piszesz dzis ostatni dzien, tak sie ciesze bo idzie zwariowac. Waclaw nawet 5 dni nie wytrzymal i uciekl, a jak porownuje jego babcie i moja, gdzie jego babcia jest 5 lat starsza i po dwuch udarach to jest niebo a ziemia. Waclaw moj mowi, po co dajesz jej leki jak ona ich nie chce, widocznie chce byc meczennica. Wczoraj dalam jej caly sevredol, bo pielegniarka przywiozla, to spala caly dzien, hehe, ale jest obrzydliwa, ze jesc z nia sie nie da, dlubie w buzi cos wyciaga, smieci rzuca syfi, sika sra przy otwartych drzwiach, no i rzadzic chce, ale dzis juz przyjedzie ciotka z wujkiem i mnie zawiezie Czesiek do domu. Mam ten dystans, ze jest juz chora bardzo i dlatego daje jeszcze rade

Ja - tam to jeszcze jak jesz mozesz gdzies odejsc, a ja jak bylam u niej to chyba moglam z zarciem schowac sie do kibla, bralam gazete i czytalam i jadlam, albo gapilam sie w talerz jak sroka w kosc, a najczesciej to siadalam bokiem do niej i zaslanialam sie ta gazeta, dobrz ze se ja kupilam i byly w niej ciekawe artykuly

Magda - no jest okropna, najsmieszniejsze jest to, jak narzeka jaka to byla ciezka opieka nad jej mama, a ona jest teraz taka sama

Ja - i ma nowe bardzo frapujace zajecie, darcie papieru toaletowego na kawalki i rozdzielanie warstw, tylko raz zapytalam po co to tak robi, potem dalam sobie spokoj, stwierdzilam ze ma zajecie to niech sobie rozdziela

Magda - i rzuca to na podloge

Ja - skojazyla mi sie z tym swistakiem co zawijal ... i potem jak na to patrzylam to ciagle mialam ten tekst na koncu jezyka "a swistak siedzi i zawija ... i modle sie w duchu abym ja taka nie byla na koniec …

 Nie jest latwo zajmowac sie osoba chora, tak ciezko chora, ktora do tego wszystkiego jeszcze przed udarem miala juz poczatki sklerozy …

Cdn

Jak przejazdzka na gorskiej kolejce - II

Moja siostra na poczatku lipca pojechala do Norwegi, na slub swojej corki, na dwa tygodnie. W tym czasie moja mama, opiekowala sie moja corka – Magda, obie mieszkaly u mojej siostry. Siostra ma dwa koty i trzy kury, wiec Magda rowniez i jej zywym inwentarzen sie opiekowala. W tym czasie czasem czatowalysmy na facebook’u.

Wiadomosci od corki:

11.07 Magda - drugi dzien z babcia sie konczy, ona juz spi. Pospisywalam wszystkie leki o jakiej porze i jakie dawki bierze, bo sie w tym gubi, wszystko zarzyte jak trzeba. Dwa prania zaliczone, bo sie obsikala i zwymiotowala na szlafrok i poduszki. Pielegniarka byla, podlaczyla kroplowke. Zdarzylam wczoraj zanim doktorka poszla na urlop, zalatwic jeszcze recepte na kropelki. Jest bardzo meczaca i niestety bardzo slaba. Mysle, ze sama sobie juz nie radzi, wstawilam jej w krzeslo wiadro i ma tam taka toalete przy lozku, bo ma problem dojsc do kibla

Ja - wiem o tym, ze babcia jest juz bardzo slaba ... Ja jak jestem u niej, to jestem z nia prawie caly czas, z niewielkimi przerwami. Jak bylam ostatnio to widzialam, ze roznica jest bardzo duza, miesic wczesniej byla silniejsza i miala wiecej energi, przez ten miesiac choroba zrobila swoje, niestety. Trzeba nazwac rzecz po imieniu, ona odchodzi ... Ona jeszcze ludzi sie nadzieja, ze moze wydazy sie cud, ale juz to czuje, slyszalam jak powiedziala to do Bronki, gdy rozmawiala z nia przez telefon.

Magda - ona jest zupelnie nie samodzielna. Leki sobie dawkuje jak sie jej podoba i jakies cuda z nimi wyprawia.  Ja, od kiedy ja tu mam, to ona je normalnie i pije, nie potrzebuje zadnych kroplowek, ale ani herbaty, ani nic do jedzenia sama sobie nie zrobi i sama juz nigdzie nie pojdzie. 

Ma przeslyszenia jakies, budzi mnie o 3 w nocy, ze ktos dzwonil do drzwi, chce te drzwi otwierac, tak sie wscieklam, bo sie balam potem, spac nie moglam, a 6 rano juz krzyczy ze jest glodna i wstawaj, o 7 rano wola spowrotem, ze jej zimno zeby w kominku palic, jak wracam spowrotem spac to o 8 krzyczy, ze jest jej smutno zeby z nia siedziec

Ja - tak ona teraz bierze te kropelki przeciw wymiotne to moze jesc, bo wczesniej jak tylko wziela cos do ust to dostawala slinotoku i bylo po jedzeniu

Magda - normalnie je, normalnie pije, ale nie moze byc sama, musi byc pod stala opieka, 24h na dobe, kupilam pampersy bo jeszcze robote z pieluchami mialam

Ja - no i dobrze a mama co na te pampersy?

Magda - nic, nosi je i wklada sobie tam pieluche jeszcze, bo musi pocudowac troche , no ale jak chce najwazniejsze, ze pizama sucha,         

ale jeszcze ci rozkazuje: pierz mi to , kot jest glodny, ja jestem glodna, no ciezko psyhicznie to ogarnac

Ja - wiem, bo ja jak tam jestem to prawie caly czas z nia siedze, z niewielkimi przerwami, a jak wracam do domu to potem caly dzien siedze i nie jestem w stanie nic robic, musze dojsc do siebie

Magda - ona nie moze byc sama w domu, bo jest zagrozeniem dla siebie.  A babcia chyba ta morfine wyrzucila.

Ja - to byly takie male rozowe tabletki i ona je trzymala w lodowce. Byc moze ze tak zrobila. Ona caly czas sie boi, ze jakies leki moga jej na serce zaszkodzic, Urszula sie na to wscieka i mowi: "nad gorbem stoi i jakby w tej sytuacji jeszcze cos jej moglo zaszkodzic"              Odpowiedzilam jej na to, ze przeciez ona dokladnie nie wie jak jest i caly czas czeka na operacje, a to my o tym wiemy, ze operacji nie bedzie, bo by sie nie obudzila. A jak ona wyzucila ta morfine to co ona bierze przeciw bolowego? Przecierz ja boli i kregoslup i zoladek

Magda - paracetamol, ale moze tylko 3 dni, wiesz i nogi i zeby ktorych nie ma i juz nie gada prawie nic i juz zjesc tyle nie moze, bo ja boli, ale jak wyrzucila to jakos nieswiadomie, ale plastra z morfina nie chce, bo sie podobno zle po nich czuje i nie przegadasz

Ja - pewnie tak, albo gdzies wsadzila i teraz znajdzie sie przypadkiem. 

Ciezki przypadek, ale ona zawsze byla uparta i robila po swojemu nawet jak na tym zle wychodzila .... i jak sobie cos wykombinowala to nie bylo zmiluj sie ... Zawsze taka byla i ten osli upor ... a do tego konskie klapki na oczach, to jest moja mama i kocham ja, ale pewnych spraw nie moge pojac

Magda - no niestety madra to ona nie jest, a jeszcze te leki metrocloprinadol ja oglupiaja, bo doktorka mi to powiedziala, a ona zamiast brac 2 razy dziennie to brala 3 i brala lek ktorego nie miala juz brac od kiedy miala udar, a biotropil miala brac dwa razy dziennie a ona brala 1/6 tabletki

Ja - acha, bo ona nie slucha dokladnie co sie do niej mowi, a poza tym teraz to sie w tym gubi, gubila sie juz przed udarem a potem to sie tylko poglebilo

Magda - masakra mysle, ze musi byc w jakim osrodku gdzie sie beda nia zajmowac

Ja - tez myslalalm juz o tym i moze bedzie trzeba oddac ja do hospicjum, tam beda pilnowac lekow i innych spraw

Magda - ciotka mowi to samo, ona w domu umrze z glodu

Ja - poza tym, ja jak tam bylam zauwazylam, ze ona ma problemy z poruszaniem sie a teraz jak widac to tez sie poglebilo

Magda - ale ja teraz dopiero to widze, jak jestem z nia sam na sam

Ja - tak ja tez widzilam to co umykalo Urszuli i przerazilam sie jak dwa razy zakrecalam kurek gazu

Magda - bo jak wpadala na 2 godz to co mogla zobaczyc

Ja - powiesz Urszuli to wszystko jak wroci i powiedz jej, ze my juz o tym gadalysmy i ja jestem za 

Magda - Spoko, mysle ze nie bedzie miala oporow

Ja - a Lucyna bedzie nadal przychodzic, bo to przeciez nie wazne gdzie, czy do domu czy do hospicjum

Magda - kto sie nia zajmie, jak ona chodzi do pracy, Darek jest tuz obok, ale sie nie wysila, ale wiesz co , babcia mnie zadziwia ona mi mowi, ze Lucyna sie jej nie podoba

Ja - mama ja bardzo lubi, Lucyna umie z nia rozmawiac wiec to bedzie dla niej wazne, ze ktos znajomy i serdeczny nadal bedzie sie nia zajmowal

Magda - bo ona tego nie robi z dobroci serca tylko za kase i szybko szybko i juz leci i tak sie wkurzylam, mowie co ty gadasz, to przyjdzie pogada zrobi a, ze za kase to sie nie dziwie

Ja - e tam, przeciez ja nie wzielam ja na wolontariat

Magda - syn Ci tyle nie zrobi, no ale ja opiekowalam za darmo stare babki

Ja - ja widze, ze Lucyna ma do niej serce, poza tym znam ja nie od wczoraj i wiem jaka jest, a bace to sie juz w glowie miesza

Magda - mi odpowiada, no i mysle super zaniedbalas swoja rodzine kosztem starych bab i to jeszcze za darmo

Ja - dokladnie

Magda - no to juz jest otepienie zupelne

Ja - ja sie nie przejmuje takim gadaniem, Lucyna czy ktokolwiek inny za free nie bedzie jej pomagal, bo kazdy za cos musi zyc

Magda - nasprzedawala dzialki i rozwalila kase, to kazde dziecko moglo miec swoj dom, no pewnie i teraz dupe truje zeby obraz sprzedac co jest dla ciebie. A ja jej mowie, co ty glupia jestes kase mozna sobie zarobic a obraz to pamiatka

Ja - nie zgadzam sie na to, bo kilka rzy powtarzala, ze on jes dla mnie, Jak przyjade to go zabiore, ostatecznie to mam tych obrazow niewiele, a gdyby ona sprzedala go to ja i tak tej kasy nie dostane, a zdrugiej strony to ja wole obraz. A ona jeszcze w ostatnich dniach malowala obraz dla Urszuli

Magda - a wiesz te reprodukcje to nie sa nic warte, ale te strare chalpy to jest cos, nie badz glupia obraz to obraz

 Cdn

Jak przejazdzka na gorskiej kolejce

W sobote jedziemy do Polski.

Jedziemy aby: pobyc z mama, doznac kolejnego szoku na widok jekie postepy poczynila choroba, spotkac sie z bratem i siostra, oraz z przyjaciolka, pogadac z nimi o mamie … to ja.

Odwiezc wnuczke do domu. Spotac sie z corka, jej juz prawie mezem i moja ciocia. Na wlasne oczy zobaczyc to co corka przez ten rok zrbila, razem z Wackiem w swoim mieszkaniu.  Cieszyc sie z corka jej szczesciem i bawic sie razem z nia i jej, wtedy juz mezem, oraz jego rodzicami na przyjeciu slubnym. Przeprowadzic bardzo wazne rozmowy z moim kuzynem, ktorego jeszcze nie mialam okazji poznac, a jezeli nie z nim to z jego zona, ktora poznalam rok temu … to razem.

Moje zycie od stycznia jest jak jazda na kolejce gorskiej, raz dol, raz gora, z naglymi spadami w dol az do utraty tchu … na owe kolejki nawet patrzec nie lubie … Moje mysli bigna od corki ktora ma duze problemy z Mira i remontuje mieszkanie, do mamy z ktorej z dnia na dzien zycie uchodzi, z ktora jednego dnia troche lepiej, a nastepnego gorzej … Od tego, ze mam zadzwonic do kuzyna i nie moge sie zmobilizowac aby to zrobic, nie cierpie rozmawiac przez telefon, do tego, ze mama ma juz zalozony staly port do kroplowek i siostra nie musi sie juz meczyc z zakladaniem kolejnego wenflonu. Od tego co bedziemy robily z wnuczka na obiad, do tego, ze siostra zalatwila juz mamie termin na zalozenie cewnika do odzywiania dojelitowego …  I gdy na chwilke, jedna mala, malutka chwileczke, te  moje mysli sie uspokoja, to nagle spadam w dol jak w przepasc …

 

 


 

piątek, 24 kwietnia 2015
Na szybko kilka zdjec

Wczoraj wrocilam bardzo pozno, a zaraz jade do pracy, wiec tak na szybko wrzuce sobie tutaj tylko kilka zdjec ...

Artystka przy pracy. korzystajac z dobrego swiatla, bo dzien sloneczny 

Pomimo ciezkiej choroby moja mama maluje, maluje bo to kocha i mowi: "ja maluje, bo nie moga myslec caly czas o chorobie"


Nie wiem co bedzie dalej, byc moze sa to ostatnie zdjecia ...


Z wnuczka - Kasia i prawnuczka - Sonia


Sonia z mama i tata


Dumna prababcia z najmlodszym czlonkiem rodziny


Mala z babcia i prabacia


I na koniec znowu z wnuczka i prawnuczka.

niedziela, 12 kwietnia 2015
Mysle, patrzac na slonko za oknem i slucham a potem ...

Dzisiaj swieci slonko, jest sliczna wiosenna pogoda. Wygladam za okno i widok za nim daje mi chwile ulgi, wytchnienia od mysli, od ktorych serce sie sciska. Trodno mi i ciezko na duszy … ale coz samo zycie. To nie pierwszy raz jestem w podobnej sytuacji, tylko podobnej, bo za kazdym razem pomimo podobienstw ona byla zupelnie inna, dotyczyla innych osob, stworzen …  

To juz jutro, polece do mamy, poswiecic jej troche swojego czasu, kilka dni zaledwie …

Czeka mnie prawie caly dzien w podrozy, cholera i ni jak sie ma to do tego, ze samolot z Londynu do Katowic leci tylko dwie godziny. Lot mam o 11:20 i licze sobie o ktorej musze wyjsc z domu, a wyglada to tak:

-       - bramki zamykaja o 10:50

-       - ja musze byc na loltnisku godzine wczesniej, czyli wychodzi 9:50

-       -  autobus na lotnisko jedzie 1.5 godz, a to daje 8:20

-      a pierwsze musze dostac sie na Victorie, to z domu powinnam wyjsc okolo 7:30

-       -  w Pyrzowicach wyladuje o 14:35

-       -  z Pyrzowic do Katowic jest autobus, ale on jezdzi jakos co godzine i okolo 45 – 50 minut zabiera mu droga na dworzec kolejowy w Katowicach

-       - potem jeszcze pociag do Bielska

-       - wychodzi na to, ze na miejscu bede dopiero wieczorem, ale dokladnie nie wiem kiedy, bo nie wiem o ktorej bede miala pociag …

Teraz, dzisiaj czeka mnie jeszcze ogarniecie kuchni i lazienki, oraz pakowanie. Dobrze, ze wczoraj zrobilismy zakupy, wiec to i krojenie miecha dla kotow mam juz za soba. Slubnemu juz wczesniej nagotowalam i zamrozilam co nie co, aby nie musial sobie tym glowy zaprzatac. I nie jest tak, ze on nie potrafi, bo potrafi sobie ugotowac, ale ja narazie pracuje malo, a on pracuje ciezko i dlugo …

A tam na miejscu, hum … no mysle, ze na pewno spotkam sie z Lucyna, pewnie nie raz, bo ona teraz mieszka prawie na starych smieciach. Moze jeszcze z kims, jak okolicznosci pozwola … Na pewno bede sie starac chociaz wyjsc na spacer, bo inaczej zwariuje, no moze nie az tak, ale napewno gdy nie bede miec jekiejs odskoczni to depresja mnie zezre, a tego nie chce. Wezme moj apparat dla jajoglowych i pojde, na Bulwary, wiosny szukac i mysle, ze tam ja zlapie, bo tutaj przemyka tak jakos obok mnie, bo mysli moje sa tam i nawet moje ulubione miniatorowe narcyzy przekwitly beze mnie …

No to biore ksiazke na uszy i zabieram sie do dziela, dzisiaj bede sluchac “Zmorojewo” – Jakuba Zulczyka. A na droge musze sobie koniecznie, wrzucic na telefon cos do sluchania, dziala to u mnie jak zagluszacz niepotrzebnego rozmyslania. i zabiore tez ze soba cos do sluchania po angielsku, bede sluchac na spacerach.

A teraz zostawie Wam moja dzisiejsza muzyke:


A potem za 10 dni, czeka mnie droga powrotna, a ze moj samolot wyladuje na Stansted o 22:35 to nawet nie chce mi sie myslec o ktorej bede w domu … A zaraz w piatek do pracy dobrze, ze nie musze tam leciec zaraz z rana. 

Ps. Dziekuje za cieple slowa pod poprzednim postem.

piątek, 10 kwietnia 2015
I jaki tu tytul ...

Wlaczyla sie mi jakas blokada i nie moge pisac. Mysli klebia sie chaotycznie w mojej glowie … Wiem, to z powodu tego, co dzieje sie z moja mama. Wiem tez, ze do puki nie zapanuje nad chaosem w mojej glowie, bede sie krecic bez sensu wokol tego wszystkiego , a to bedzie napedzalo tylko depresyjne nastroje …

Dlatego postanowilam, chociaz bez specjalnej ochoty, a wiec na przekor sobie, sprobowac jednak jakos to sobie poukladac. Wyrzucic z siebie to co mnie gryzie i przelac to tutaj, na ten wirtualny papier.  Mam nadzieje, ze mi to pomoze. Spokoj ducha jest mi teraz bardzo potrzebny, tym bardziej, ze w poniedzialek lece do Polski, do mamy, drugi raz w tym roku.

Bede potrzebowala duzo sily i spokojnosci ducha, bo nie jest dobrze …

Pierwszy raz bylam u mamy koncem stycznia, od czwartku 22-go do nastepnego czwartku 29-go.

Koncem roku, tuz przed swietami, mama spedzila kilka dni w szpitalu, na badaniach. W pierwszych dniach stycznia lekarze zadecydowali, ze bedzie miala chemie w tabletkach, poniewaz z racji na wiek i rozne dolegliwosci ktore ma, nie kwalifikuje sie na intensywne leczenie w kroplowkach.

Zaraz po przyjezdzie, w piatek 23-go, zalapalam sie nia na wizyte w szpitalu onkologicznym, po kolejna porcje tabletek. Po tym wszystkim co wczesniej slyszalam przez telefon, milo bylo mi widziec, ze mama odzyskuje apetyt i nawet ma jakies zachcianki. Cieszyla sie tez jak dziecko mikserem ktory jej przywiozlam i wszystkim na prawo i lewo sie chwalila, a nawet jak miala okazje to demonstrowala prostote obslugi. W sobote zabralam ja do miasta, gdzie udalam sie w poszukiwaniu kantoru i w celu odwiedzenia sklepu z wluczkami. Na szczescie czynny kantor znalazlam, a sklep tez byl otwarty, wiec w pierwszym przybytku wymienilam funty na zoltowki, a w drugim kupilam kilka szydelek i kilka motkow bawelny, takiej na serwetki. Mama korzystajac z okazji poprosila zebysmy podeszly do zielarni, ale niestety tam pocalowalysmy klamke. W niedziele poswiecilam sie i poszlam z nia do kosciola, mama bardzo byla zadowolona i po powrocie do domu dziekowala mi, co mnie troche speszylo. Dla mnie bylo oczywiste, ze bede musiala udac sie z nia do tego przybytku, chociazby po to, zeby poprostu sprawic jej przyjemnosc, pomimo tego, ze tego nie lubie i jest to dla mnie strasznie nudne, ale jakos to przezylam.  W poniedzialek bylysmy placic raty kredytow, ktorych moja mama nabawila sie w swojej naiwnosci, zakupujac rozne dziwne rzeczy, na roznych dziwnych prezentacjach. Jakos chyba od dwoch lat, pomagam jej wybranac z tego.

Duzo rozmawialaysmy o jej chorobie. Mowila mi o tym jak ciezko jej polykac te tabletki, a potem zanim one sie rozpuszcza, to czuje jak ja gniota w zoladku. Opowiadala mi, ze wczesniej byla juz bardzo slaba, ale teraz gdy zaczela jesc, to czuje jak powolutku sily jaj wracaja. Z zalem stwierdzila, ze do kosciola idzie tylko wtedy gdy pogoda i sily jej na to pozwala, bo jak snieg albo slisko to sie boi, ze upadnie, a gdyby sobie cos zlamala to byl by juz koniec, ze wzgledu na jej osteoporoze. Pomimo tego, ze mama moja byla wtedy pelna optymizmu i cieszyla ja ta niewielka poprawa, to te rozmowy byly bardzo przykre, smutne … i zal serce mi sciskal …

Z przyjemniejszych rzeczy to spotkalam sie z Lucyna. Przyjechala po mnie ze swoim facetem, w poniedzialek, jakos tak kolo 15-stej i pojechalismy do Koz. Tam oni zrobili obiad i Potrek pojechal do pracy, a my zostalysmy same. Bylo super, pilysmy piwo, gadalysmy i gadalysmy i pily piwo … Lucyna opowiedziala mi o swojej chorobie i innych zyciowych perypetiach, a zycie ma poplatane. Mialysmy sobie duzo do poopowiadania i na cale szczescie duzo wiecej czasu niz ostatnio. Z zalem i jak zwykle z uczuciem niedosytu, rozstawalaysmy sie kolo 17-stej, nastepnego dnia. Mialam farta, bo kuzynka Lucyny, akurat do niej zadzwonila i okazalo sie, ze jest niedaleko i moze mnie podwiezc do domu, tylko pierwsze musi odstawic pacjenta do szpitala. Tym sposobem nie musialam sie tluc autobusem i jeszcze z Goska sie spotkalam. Odwiedzilam tez moja znajoma –Elwire i wysluchalam niesamowitej histori milosnej jej mlodszej corki.

Zagladalam do mojego brata, ktory mieszka w bloku obok. Spotkalam sie tez z moja corka i wnuczka, bo one akurat przyjechaly na kilka dni do Bielska, babcie i ciotke odwiedzic.  Magda z Mira spaly u mojej siostry. Widzialam sie tez z moja siostrzenica – Martyna, akurat przyleciala na kilka dni z Norwegi, gdzie mieszka razem ze soja starsza siostra.

W czwartkowy wiecor, zaraz po moim przyjezdzie wszystkie: Magda z Mira i Urszula (moja siostra) z Martryna, przyszly do mamy i Magda zrobila nam sesja zdjeciowa. Corcia porobila brdzo ladne zdjecia, a potem razem z moja siostra poszly do fotografa i zrobily tradycyjne odbitki, komplet dla kazdej z nas. Szkoda tylko, ze nie ma na tych zdjeciach rowniez mojego brata, ale niestety moja siostra jest z nim sklucona, zreszta ze mna rowniez i z nami nie rozmawia. Niestety nie miala wyjscia i musiala sie ze mna spotkac, bo raczej nie mogla mnie wyprosic z mojego mieszkania, ale bez awantury sie nie obeszlo, ale to juz inna historia.

W czwartek rano z zalem i z ulga wyjezdzalam. Z zalem, bo nie bylam pewna co bedzie dalej z mama. Pomimo tego, ze ona twierdzila usilnie, ze jest coraz lepiej ja nie mialam takiej pewnosci i ufnosci w lepsze jutro, caly czas cos mnie niepokoilo, cos podpowiadalo zebym nie cieszyla sie tak bardzo, cos ostrzegalo przed nadmiernym entuzjazmem, cos szeptalo zebym byla ostrozna w swoich nadziejach, bo potem bedzie bolalo duzo bardziej … Z ulga, bo jednak najlepiej spi sie w swoim lozku, na swojej poduszce … A w domu mozna pocieszyc sie wtulajac twarz w swojego futrzaka …  Mieszane uczucia targaly man wtedy i do dzisija to sie nie zmienilo …

A potem byly rozmowy przez telefon, mama pelna optymizmu opowiadala jak swietnie ma teraz z tym mikserem. Jak zwykle opowiadala o pogodzie, o jakichs swoich znajomych, ktorych ja nawet na oczy nie widzialam.

W czwartek 12 lutego, jak grom z jasnego nieba spadla na mnie wiadomosc, ze jest w szpitalu, miala wylew. Wiadomos ta dostalam od corki, wieczorem, na facebook’u. Przekazala mi rowniez, ze Darek (moj brat) bedzie u mamy przed poludniem w piatek, wyslalam do niego SMS-a z prozba zeby dal mi znac o ktorej godzinie tam bedzie. Rano dostalam SMS–a od niego, ze jest u mamy, zadzwonilam i powiedzilam mamie, ze mi bardzo przykro i ze ja kocham, ale ona mnie nie poznala, zdezorientowana i zagubiona pytala w kolko: kto to? kto to?”  W szpitalu spedzila 8 dni i w nastepny czwartek 19-go, zostala wypisana do domu.

W ten czwartek wieczorem, kiedy to sie stalo, gdy robilam sobie herbate w kuchni, w mojej glowie ukazal sie taki oto obrazek, taka jakby wizja, bardzo krotka, jak blysk, ale jednoczesnie bardzo wyrazna:

Przed jakas brama, przed jej progiem, stali: moj ojciec, moja babcia i dziadek (rodzice mamy), Janka (siostra mojej mamy), a za nimi jeszcze kilka bliskich jej osob, ktorych nie rozpoznalam, wszyscy byli tacy jacys mlodsi, spokojni i usmiechnieci i mialam takie uczucie, jakby przekazywali mi widomosc “my juz tutaj na nia czekamy”

Uderzylo to we mnie strasznie, bylam rozkojarzona i skolowana, czulam sie jakby moj umysl znalaz sie w gestej mgle. W piatek gdy jechalam do pracy w polowie drogi zorientowalam sie, ze nie zabralam kluczy do domu i biura. Gdy to zauwazylam, bylam tak otumaniona, ze nawet nie mialam sily wsciekac sie na sama siebie, z rezygnacja stwierdzilam fakt, ze musze sie wrocic, a co za tym idzie mam 1.5 godz w dupie …

Mama przez pierwszy dzien nie mogla wcale mowic i nikogo nie poznawala, nie widziala tez na jedno oko. W piatek poznala Darka i Magde, gdy ta do niej dzwonila, a nawet zaczela cos mowic. Teraz mowi, ale myli imiona, zaimki osobowe, nie moze sobie przypomniec jakichs slow czy nazw i miewa problem z gramatyka, ale na szczescie nie bardzo duzy.

Mowi do mnie np: “Magda przyjechal z tym drugim, ale on jest nie dobry i ma z nim klopot” – ten drugi to moja wnuczka, z ktora corka ma teraz spore problemy.

Gdy dzwonilam do niej zaraz po wyjsciu ze szpitala, uslyszalam opowiesc jak to sie stalo: Mama w ten dzien byla w miescie, zalatwiala jakies swoje sprawy i gdy juz wracala, to czula sie toche slabo, ale jakos tak inaczej niz zazwyczaj. Gdy weszla do domu to poczula sie bardzo dziwnie i chcialo sie jej pic, ale nie miala przegotowanej wody, wiec tak jak ja to robie gdy u niej jestem, napila sie wody z kranu. A ze nie wiedziala co sie z nia dzieje, to postanowila zadzwonic do Urszuli, wybrala numer, ale juz nie mogla mowic. Urszula zorientowala sie, ze dzieje sie cos zlego i szybko przyjechala. Gdy zobaczyla mame wezwala pogotowie. Po tej surowej wodzie mame natychmiastowo przeczyscilo, wiec moja siostra umyla ja. Szczescie w nieszczesci jest takie, ze mama zadzwonila do Urszuli i otrzymala bardzo szybko odpowiednia pomoc, dlatego przeszla to tak lagodnie. Moja siostra jest polozna, wiec wiedze madyczna posiada, a ze ma duzo znajomych lekarzy to rowniez jest bardzo dobre, bo na takiego pacjenta patrza w szpitalu inaczej niz na przecietnego Kowalskiego, niestety takie nasze polskie realia.

Niestety przez ten wylew mama miala przerwana chemie i trwalo to okolo miesiaca. Rak w tym czasie urosl i gdy wrocila do domu to nie mogla juz jesc ani pic. Poza tym, akurat w tym czasie moja siostre dopadlo jakies paskudne chorobsko i przez caly ten tydzien lezala w lozku, a co za tym idzie nie mogla odwiedzac mamy. Na dodatek pielegniarki olaly sprawe miksowania posilkow i przynosily mojej mamie, dnia jak dla wszystkich innych pacjentow, wiec mama byla glodna, bo jeszcze miala apetyt. Brat zrobil tam grande i przyniosl jej w pojemniku zmiksowana potrawke, poprosil aby grzaly tylko tyle co na jeden raz, ale niestety to chyba bylo za trudne i ktoras z pielegniarek zagrzala to w calosci, niestety pojemnik nie byl przystosowany do grzania w mikrofalowce i cala potrawa przeszla smakiem plastiku i nie nadawala sie do jedzenia.  

Teraz, od kiedy mama wyszla ze szpitala, Urszula jezdzi do niej prawie codziennie i robi jej kroplowki. Mama nie mogla nic jesc, ani pic, cokolwiek usilowala polknac zaraz sie jej wracalo … Chociaz ostatnio mowila mi, ze bardzo powoli i w mikroskopijnych ilosciach zaczyna jesc … Nie wiem jak dokladnie to wyglada, bo niestety siostra ze mna nie rozmawia, a moj brat rowniez wie tylko tyle ile dowie sie od mamy, albo troche wiecej jak siostra laskawie cos jednak mu powie. Dlatego ja wiem tyle tylko co od corki i od mamy, a z ta druga to gada sie troche rebusowo, wiec jak tam bede to zobacze na wlasne oczy. Niestety czuje, ze nie jest dobrze i mam spore obawy … Pomimo wszystko moja mama sie nie poddaje i stac ja jeszcze na takie numery, ktore wszystkim podnosza cisnienie, takie jak na przyklad ten ktory odstawila w dniu moich urodzin:

Wiadomosc od corki zna facebook’u

“sluchaj cos Ci powiem jeszcze,

wczoraj dzwoni do mnie Martyna bo Kaska dzwonila do babci i sie nie mogla dodzwonic zebym dzwonila

nic nie odbiera no to ciotka Urszula tam jedzie

martwimy sie to ja dzwonie do Darka czy tam dzis byli

tak, czula sie dobrze

ciotka przyjezdza a jej nie ma w domu,

ja dzwonie o 21 a ona mowi, no ale narobilam a ja poczulam ze musze isc do kosciola i poszlam

Oczywiscie nie zabrala ze soba komorki i z tad cale zamieszanie i wszyscy byli w strachu co sie z babka stalo.

Mialam tam jechac na swieta, ale jak zwykle w okresie swiatecznym bilety lotnicze sa bardzo drogie i slubny wybil mi to z glowy, siostra oczywiscie sie wsciekla, bo tak jak ona zagra wszyscy maja skakac, a ja caly czas sie stawiam ... Moja corka aby oblaskawic “lwa” pojechala tam z Mira i obiecala swojej ciotce, ze jej posprzata. Mam wspaniala corke i zawsze moge na nia liczyc. Przez caly okres swiateczny Urszula zabierala mame do siebie przed poludniem, a wieczorem odwozila ja do domu. Ja zwykle dzwonie do mamy w sobote, przed poludniem, ale nie udalo mi sie jej zlapac ani w sobote, ani w niedziele, dopiero w poniedzialak z nia rozmawialam, bo Urszula miala przyjechac po nia troche pozniej. Opowiadala mi, ze jest zadowolona, milo spedzila swieta, wszyscy o nia dbali, wszystko jej smakowalo, bo Czesiek (maz mojej siostry) bardzo dobrze gotuje, hum jakbym o tym nie wiedziala i wychwalala jaka to fantastyczna osoba jest moja Magda, bo nawet buty jej pomagala ubierac, a ma ostatnio z tym klopot bo jej nogi puchna.

A wczesniej, jeszcze przed swietami, jeszcze jak nie mialam kupionego biletu, gadalam z bratem na skype. Gadalismy wtedy we troje: ja, brat i mama. Brat poszedl wtedy do mamy zeby przypilnowac kroplowki i zabral ze soba laptopa. Powiedzial mi, ze powinnam przyjechac na stale i zajac sie mama. Nie wiedzialam, ze siostra jeszcze tam jest, ale gyd powiedzialam, ze to jest niemozliwe, to uslyszalam jak ze zloscia mowi: “no to ja nie wiem, robcie sobie co chcecie, ja juz ide” Ja doskonale rozumiem, ze ona jest zmeczona, bo to duze obciazenie codziennie przyjezdzac do matki, przed albo po pracy, wiec ma prawo byc zmeczona i osobiscie bardzo jestem jej wdzieczna za to co robi. Teraz czeka mnie przeprawa z nia, czytaj awantura, dowiem sie z pewnoscia, ze jastem wyrodna corka i nie chce sie zajac matka, a przeciez matka zapisala mi mieszkanie wiec mam obowiazek. Tylko jezeli rozpatrywac problem w tych kategoriach to siostra moja ma o kilka razy wiekszy obowiazek, a najmniejszy ma nasz brat, tylko niech jej ktos sprobuje o tym powiedziec.

A rokowania dla mojej mamy sa takie, ze gdy rak sie zmniejszy to bedzie miala operacje. Operacja bedzie polegala na usunieciu zoladka. Tylko czy ona do tego dotrwa, bo jest coraz slabsza, a gdy tam bylam w styczniu to wazyla 47 kilogramow, a teraz gdy zyje praktycznie na samych kroplowkach to juz pewnie tylko cien z niej zostal … I jakos nie jest dla mnie zadna pociecha to, ze badania wykazaly, ze nie ma zdnych przerzutow, czemu lekarze sie bardzo dziwili.

A ja mam od tego wszystkiego metlik w glowie. Wiem o tym, ze kazdy z nas predzej czy pozniej odejdzie na druga strone, ale nikomu nie zycze takiej smierci, smierci w chorobie, bolu i cierpieniu … Zyczyla bym mojej mamie aby zyla jeszcze, ale nie tak, nie czujac jak kazdego dnia uchodzi z niej zycie, jak wycieka powoli i nieuchronie z kazdym oddechem … Starosc jest niesprawiedliwa, starosc to kurwa podstepna i szczesliwy kazdy ten ktory w niezlym zdrowiu ja przezywa, aby potem spokojnie umrzec we snie, we wlasnym lozku …

sobota, 21 marca 2015
Do tego wszystkiego jeszcze sny mnie mecza ...

Nie dosc tego, ze mama chora i z wnuczka sa ogromne problemy, to jeszcze mam ostatnio meczace sny, koszmary prawie ...

Pierwsze nawiedzila mnie serie snow, w ktorych nagle wyjezdzalam, a zeby bylo ciekawiej, to nie ja podejmuje taka decyzje, tylko jest to robione za moimi plecami, a ja dowiaduje sie o tym w ostatniej chwili. 

SEN 1

Z dnia na dzien Andrzej postanowil, ze wyjezdzamy z Angli i wracamy do Polski. Gdy mi to powiedzial bylam zaszokowana, uderzylo to we mnie jak grom z jasnego nieba. Nie mogac zrozumiec jego decyzji, pytalam: dlaczego? Niestety nie uzyskalam zadnej sensownej odpowiedzi, poza burknieciem: „no bo tak i juz”. Decyzje ta podjal sam, nie rozmawiajac ze mna o tym wczesniej. Czulam sie taka rozzalona i bezsilna.

Zaczelismy pakowac swoje rzeczy. Ja mialam wyjechac pierwsza, tylko z walizka, mialam leciec samolotem. Andrzej mial jeszcze pozamykac jakies nasze sprawy i dojechac potem z czescia naszych rzeczy. Niestety czesc rzeczy miala zostac sprzedana i rozdana, niektorych z nich juz bylo mi zal.

Odwiozl mnie na lotnisko.

Znalazlam sie u Magdy w Przeworsku, ona przygotowala mi lozko do spania i dostalam jakis kacik w ktorym stala moja walizka. Czulam sie tam zle, zagubiona, rozzalona, nie u siebie ... Bylo mi przykro i smutno, czulam sie taka zagubiona, jakbym co najmniej znalazla sie na obcej planecie.

Nagle znalazlam sie na zewnatrz, szlam przed siebie bardzo zamyslona, zastanawiajac sie co ja tutaj robie i usilujac zrozumiec dlaczego Andrzej podjal tak nagle, taka dziwna decyzje. Rozmyslalam tez nad tym co  my tutaj bedziemy robic, gdzie bedziemy mieszkac i czy znajdziemy jakas prace.

Z mojego zamyslenia nagle wyrwal mnie widok nieznanego miejsca i swiadomosc tego, ze nie wiem gdzie jestem,  ze nie znam miejsca w ktorym sie znalazlam, bylam na jekims osiedlu miedzy blokami i szlam chodnikiem. Zawsze bylam przekonana, ze w tej pipidowie nie mozna sie zgubic, a mi sie to jednak przytrafilo i nie wiem gdzie jestem, a to miejsce widze pierwszy raz na oczy. Wykombinowalam sobie, ze przeciez jak bede szla przed siebie to w koncu musze dojde do miejsca ktore znam.

Nagle na przeciwko zobaczylam Magde, idaca w moim kierunku. Machala do mnie, usmiechajac sie szeroko.  Kiedy do mnie doszla to zaproponowala: „chodzmy do mnie” domyslilam sie, ze to tutaj musza mieszkac rodzice jej Wacka i ze wlasnie tam chce mnie zabrac. Popatrzylam na siebie i spostrzeglam, ze jestem w koszuli nocnej, szlafroku i kapciach. Powiedzialam jej, ze raczej w tym stroju to wole nie, ze lepiej bedzie innym razem. Popatrzyla na mnie i zgodzila sie ze mna i powiedziala: „no to chodz idziemy do domu”.

SEN 2

Mieszkalam z mama w Angli i nagle ona z dnia na dzien zdecydowala, ze wracamy do Polski. Pakowalysmy walizki, ale tylko tak jak do zwyklej podrozy, reszte rzeczy mialysmy zostawic i ja nie wiedzialam co mialo sie potem z nimi stac ...  Lecialysmy samolotem.

W nastepnym czesci snu, rano ide do szkoly z dwoma kolezankami. Na ulicy lezy snieg, ale jest juz taki poszarzaly. Jest zimno. Na chodniku jest snieg  ktory zostal tam zepchniety przez plug i jest tylko wydeptana waziutka sciezka, na ktorej lezy duzo zbrylonych kawalow sniegu, ktore utrudniaja nam droge. Dziewczyny jeszcze sobie jakos radza, ale ja ciagne sie za nimi jak slimak i ciagle sie potykam. W koncu sie przewracam i nie moge sie podniesc, wiec zczynam pelznac na czworakach, a potem sie juz tylko czolgam. Sytuacja coraz bardziej mnie wkurza, czuje sie taka bezsilna, a do tego nie moge sie podniesc, nie moge wstac. Zaczynam glosno narzekac na cala ta dziwaczna sytuacje i tak czolgajac sie w tym brudnym sniegu biadole: „dlaczego ona wymyslila, ze mamy tu wracac, przeciez tam bylo nam tak dobrze, a tutaj nie dosc, ze wszystko musimy zaczynac od nowa, to jeszcze jest tak zimno i ten cholerny snieg” i tak sie czolgam i czolgam biadlolac i nie mogac sie podniesc ...

 SEN 3

Chyba byl wieczor, bo bylo tak morczno i szaro. Cos robilam i bylam tym mocno pochlonieta, taka oderwana od rzeczywistosci, bylam tylko ja i to co robilam. Nagle moja mama brutalnie sprowadzila mnie na ziemie, oznajmiajac mi, ze praktycznie za chwile, bo za godzine wychodzimy z domu, bo wyjezdzamy, a ja nawet sie jeszcze nie spakowalam. Slyszac ta nagla dla mnie wiadomosc, doznalam prawie szoku, poniewaz nikt wczesniej nic mi nie mowil o tym, ze gdzies wyjezdzamy i ze wogole sa takie plany. "Ale jak to wyjezdzamy, do kad, po co?" dopytywalam oszolomiona. Mama beznamietnie, jak gdyby nigdy nic, poinformowala mnie, ze przeprowadzamy sie do Angli i powiedziala o ktorej godzine, mamy samolot. Szybko w pamieci obliczylam ile czsu zabierze nam droga na lotnisko, dodalam czas, o ile wczesnej msimy tam byc przed zamknieciem bramek i wyszlo na to, ze mama ma racjje i ze jak chcemy zdazyc, to za godzine musimy wyjechac. Wszyscy byli spakowani i gotowi do drogi, tylko ja nie. Nie bylam spakowana, nie bylam ubrana odpowiednio, bylam kompletnie nie przygotowana do podrozy w zaden sposob. Zapytalam mame jeszcze raz: „jak to wyjezdzamy, do kad i po co?”, w odpowiedzi uslyszalam: „no tak normalnie do Angli i wszyscy sa jz gotowi tylko Ty nie”. No dobrze, ale jak mialam byc gotowa skoro wczesniej nic nie wiedzialam i wlasnie w tej chwili dowiadzialam sie o wszytkim, o tym ze za godzine wychodzimy z domu i ze sie przeprowadzamy ... Bylam oszolomiona, czulam sie jakbym obuchem w leb dostala ... Mama mnie dobila, obojetnie stwierdzajac, ze wszyscy wiedzieli i dziwi sie slyszac to, ze ja wczesniej nic nie wiedzialam i pokazala mi bilety. Poczulam sie strasznie, no bo jak to tak mam zostawic wszystkie swoje rzeczy, swoje sprawy, swoje zycie tutaj, tak nagle, a jednoczesnie mialam swaidomosc tego, ze nic na to nie moge poradzic, bo nie moge tu zostac, tylko nie moglam zrozmiec dlaczego to wszystko zostalo zaplanowane za moimi plecami. Z szoku i rozzalenia nagle wpadam w szal i zaczynam krzyczec, ze tak sie nie postepje z ludzmi, ze to jest nie fer i dlaczego ja dowiaduje sie o takiej sprawie tuz przed wyjsciem z dom. Krzyczac coraz glosniej, miotalam sie jak szaleniec i zaczelam rzucac tym co wpadlo mi pod rece, cos sie potluklo z trzaskiem ... Nagle zobaczylam ich wszystkich stojacych spokojnie i patrzacych na mnie: mame, chyba Magde i Marka i jeszcze jakas osobe, a ktos trzymal psa na smyczy, wszyscy tak stali, patrzyli i czekali na mnie. Dopadla mnie rezygnacja, przestalam szalec, uspokoilam sie, wiedzialam, ze nie mam innego wyjscia. Mama dostawiajac jeszcze jakas walizke powiedziala do mnie: „Sendiego tez zabieramy ze soba”. Przez glowe przeleciala mi mysl: „przeciez Sendi juz dawno nie zyje”. Na co mama, jakby uslyszala ta moja mysl, odpowiada mi glosno: „to co, ale przeciez nie mozemy go tutaj zostawic samego". No tak mysle sobie, tez racja, zyje czy nie zyje, ale samego go tutaj nie mozemy zostawic, w koncu to przeciez byl moj ukochany pies. I juz niec  nie mowie, ze ten Sendi wyglada troche inaczej niz tamten, ze ten jest nizszy, dluzszy i ma krutsze lapy, a jego siersc jakos tak dziwnie sie fauje, tworzac takie jakby rozetki na bokach, podobne do tych jakie maja na siersci swinki morskie rozetkowe i ze tylko kolor ma podobny, ale przeciez nie moze tutaj zostac sam ...

SEN 4

 Jeszcze jeden dziwny sen,w ktorym prawie wszystko jest nie jasne:

Jestem w jakims mieszkaniu, moim, nie moim, nie wiem ... Jestem w pokoju ktory jest dosc sporych rozmiarow, sa w nim jakies meble, jakies graty i tobolki, ale nie wiem tego dokladnie, raczej mam tylko swiadomosc tego, ze te rzeczy sie tam znajduja. Jest tam ze mna ktos jeszcze, ale dokladnie nie wiem kto, moze to Magda a moze Lucyna (przyjaciolka), nie wiedze tej osoby, tylko mam swiadomosc tego, ze ona jest tam rowniez, chyba nawet cos do siebie mowimy, krzatamy sie jakby probujac cos uporzadkowac, albo przygotowac sie do snu ... Jest pozno i ja jestem zmeczona. W pokoju jest duzy tapczan, z czysta posciela, klade sie spac. Nagle budza mnie odglosy krzatania sie, swiatlo i dym palacego sie papierosa. Okazuje sie, ze to moja siostra nagle sie pojawila i wcale nie przejmujac sie tym, ze ja spie, pali sobie papierosa i krzata sie przygotowujac do snu, jakby byla zupelnie sama. Zwracam jej uwage na to, ze mnie obudzila i prosze aby zachowywala sie ciszej i zgasila papierosa. Niestety ona calkowicie mnie ignoruje. Po chwili do pokoju wchodzi Celina (nasza kuzynka) i rowniez pali papierosa, zaczynaja glosno rozmawiac. Juz calokowicie wyrwana ze snu, glosno protestuje na ich zachowanie, mowie im zeby zagasily te smierdzace pety i zamknely sie, bo ja tu usiluje spac. Moja siostra lekcewazaco mi odfukuje: „nie wiem o co ci Gosiu chodzi, ty to zawsze jestes taka nie uzyta, jak chcesz spac to spij nikt ci nie zabrania”,. Zaczynam kaszlec, duszac sie od dymu, a potem krzycze na nie usilujac sie bronic. Celina mowi cos do Urszuli, a ona odpowiada jej: „nie przejmuj sie nia, ona zawsze jest taka niezadowolona, taka nieuzyta”, Obie dalej gadaja, halasuja i pala, a potem obie laduja sie do tego samego lozka w ktorym spie ja i rozpychaja sie przepychajac mnie do tylu tak, ze znajduje sie za ich nogami. Leze tak jakis czas w niezbyt wygodnej pozycji i mam nadzieje ze jednak jakos uda mi sie zasnac, bo jestem bardzo zmeczona, ale nic z tego nie wychhodzi.

Potem wstaje, wychodze z tego pokoju i ide do ubikacji, a zeby sie do niej dostac musze przejsc przez jakies niezbyt duze i raczej waskie pomieszczenie, na koncu ktorego widac cieple zolte swiatlo i tam wlasnie jest lazienka. Wczodze do malutkiego pomieszczenia ktore ma byc ubikacja i dziwi mnie to co tam widze, bo jest to cos, co przypomina wnetrze drewnianych wychodkow na wsi. Kibel jest wlasnie taki, jakby byl przeniesony z takiego wsiowego przybytku i na dodatek nie widze otworu, ktory chyba jest pod lezacymi tam tekturami. Podnosze je, jedna po drugiej i nareszcie dokopuje sie do okraglego otworu,  siadam i z ulga robie siku. Siedzac tak na tym dziwacznym kibelku i mysle sobie, ze jak juz to wszystko bedzie moje, to ja tutaj wszystko zmienie, a w pierwszej kolejnosci zrobie tu normalny kibel, taki jakie maja cywilizowani ludzie i ze taie cudo to tylko moja mama mogla wymyslic, lacznie z tymi tektorami do zakrywania. Potem wstaje i skrzetnie zakrywam kibel tak jak to bylo wczesniej, zeby mamie nie robic przykrosci. Potem rozmawiam cicho z kims, chyba z Magda, ale nie jestem pewna, bo nie widze tej osoby, mam tylko swiadomosc tego, ze ktos tam jest. Mowie jej, zeby sie nie martwila, bo teraz jaszcze to narazie bedzie tutaj tak jak jest, ale potem wszystko tutaj zmienimy, a teraz tylko zaczniemy pozadki i dokladnie wszystko wysprzatamy, powoli bez pospiechu.  

 SEN 5

I ostatni moj dziwny sen, sen o dzicku ktore mam ze Zdiskiem, takim znajomym ktorego chyba przeszlo 20 lat  nie widzialam i chyba juz raczej go nie spotkam.

 Caly sen jest ciemny, taki morczny i jakby wszystkie jego czesci rozgrywaly sie wieczorem. Jestem w lozku ze Zdziskiem, kochamy sie, idziemy na calosc ...

Potem, po jakims dluzszym czasie,  chyba po trzech latach, spotykam go i rozmawiamy. Opowiadamy sobie na wzajem, co sie z nami dzialo w czasie kiedy stracilismy ze soba kontakt. Nagle ja opowiadam mu cos o moim najmlodszym dziecku i on jest zaszokowany, ze ja mam male dziecko, wlasnie w tym wieku. Na jego twarzy widze wyraz najwyzszego zdziwienia i jakby nagle do niego dotarlo cos o czym nie wiedzial i pada pytanie: „to moje?”. Tak, odpowiadam tak po prostu i pytam go rozbawiona: „a co nie wiedzialaes?, przeciez poszlismy wtedy na calosc”.  On speszony i zaskoczony tym czego wlasnie sie dowiedzial, zadaje mi pytanie: „no tak, a co z Andrzejem? on wie?” Odpowiedam mu: „pewnie ze wie, nie trudno bylo mu sie domyslic, jest to jedno rude dziecko w naszej rodzinie”. Widze, ze jest zmieszany i ze mu starsznie glupio i nie wie co ma powiedziec. Mowie mu: „nie przejmuj sie, Andrzej wie i wychowuje go jak swoje wlasne i do nikogo o nic nie ma pretensji".

Te sny o naglych wyjazdach, to prawie jak koszmary dla mnie. Najgorszy ten pierwszy kiedy Andrzej nagle podejmuje decyzje o naszym powrocie do Polski. A tak naprawde to nawet do glowy mam taka mysl nie pzrychodzi, bo co mielibysmy tam robic, ani gdzie mieszkac, ani pracy ... Koszmar prawie jak horror ... 

A ten czwarty sen, taki niejasny, taki meczacy i na dodatek ta moja siostra w nim, ale ona taka wlasnie jest i tak mowi o mnie.

No i ten ostatni, o dziecku ze Zdiskiem, calkowicie absurdalny, ja nawet nigdy z tym facetem nie bylam sam na sam. A dokladnie byl to kolega mojego brata, z pracy. A ja poznalam go wlasnie w jego pracy, jadac gdzies z bratem autobusem, bo Zdzichu byl kierowca. Zreszta wlasnie jadac gdzies czasem go spotykalam i mialam wtedy okazje legalnie jechac na gape. Taka to byla znajomosc.

Ciekawe jakie jeszcze senne mary mnie nawiedza ... 

poniedziałek, 16 marca 2015
Mokra bida.

Bylo to w sobote. Robilam cos w kuchni. Pierwsze uslyszalam, ze woda do wanny sie leje, a po chwili trzasniecie zmykanych drzwi lazienki. Pomyslalam sobie, ze to chyba moj slubny poszedl sie kapac. Stalam przy zlewie, wiec cala kuchnie mialam za plecami. Nagle z zamyslenia wyrwal mnie koci krzyk, krzyk skargi. To Rufus darl jape, ale takim tonem jakiego wczesniej z jego paszczy nigdy nie slyszalam. Zaskoczona tonem jego glosu odwrocilam sie i zobaczylam go siedzacego, wpatrzonego we mnie. Siedzial tak rozdziawiajac szeroko paszcze i drac sie w nieboglosy, a cale plecy mial mokre. Gdgy go zobaczylam w tej pozie, siedzacego z lekko wyciagnieta glowa do przodu i rozdziawiona paszcza, oraz ze sterczaca mokra sierscia na grzbiecie to, wybuchnelam smiechem, ,malo w majty nie popuszczajac. Moj wybuch smiechu zaskoczyl zwierza do tego stopnia, ze kolejny dzwiek uwiazl w jego paszczy, a widok stal sie jeszcze komiczniejszy, bo wygladal jak by mu szczeka opadla. Wstrzasnal mna kolejny wybuch nieopanowanego smiechu. Pozalowalam kotka mowiac: “oj jaki Ty jestes biedny, co Ci sie stalo? Kto Cie tak pomoczyl? Do wanny wpadles, czy co?” W odpowiedzi Rufi jeszcze raz rozdarl ryja, po czym podniusl zadek do gory i sie otrzepal. Poszlam po cos na gore i zapytalam slubnego: “co zrobiles biednemu kotku, ze taki mokry i placze?” A z za zamknietych drzwi lazienki dobiegla mnie odpowiedz: “nic, ja go tylko poglaskalem.”

W niedziele, gdy wychodzilismy do sklepu na zakupy, przypomnialam sobie Rufusa i wybychnelam smiechem. Bedac juz w samochodzie, slubny opoweidzial mi co sie wydarzylo:

Odkrecilem wode a on wlazl za mna do lazienki i mialczal i maialczal. Zapytalem go czy chce sie ze mna wykapac, a on w odpowiedzi zamialczal, wiec podnioslem go i wstawilem do wanny, a ze woda dopiero zaczela sie lac to pomoczyl sobie tylko konce lapek, ale sie mu nie podobalo, zaczal sie wyrywac to go puscilem i poszedl sobie obrazony. Wlazlem do wanny, a on wrocil pod drzwi i znowu darl ryja, wiec go wpuscilem, a on dalej sie wydzieral to go troche poglaskalem, wtedy postanowil, ze on juz nie chce tu byc i sobie pojdzie, to go wypuscilem.

A tak na marginesie, to od czasu kiedy trzasnely drzwi lazienki, do czasu gdy Rufi pojawil sie w kuchni to uplynelo jakies piec minut a moze wiecej, wiec zeszlo mu troche aby dojsc do tego co sie stalo i ze tzreba na skarge do panici poleciec :-) On zazwyczaj ma ciezki zaskokok, a od myslenia to sie mu czesto robia zmarszczki miedzy uszami.