RSS
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Takie tam ...

Jakies dwa tygodnie temuo kazalo sie, ze zablokowano mi poczte na bloxie. Ot, tak poprostu, bez uprzedzenia, no chcialam sprawdzic czy ktos tam do mnie czegos nie naskrobal, a tu dupa … A dokladnie komunikat, ze jakies tam dzilania … ze maja taka polityke i moga tak … No dobra, ale ja nie bardzo rozumiem, no jakie tam dzialania nie takie z mojej strony, jak ja tylko grzecznie czasem maila do kogos, a potem ten ktos ewentualnie jakas odpowiedz. Wypelnilam ja ten ich formularz, czy jak sie to tam facowo nazywa i kliknelam i poszlo … Dostalam Ci ja opowiedz, a jakze, ze sprawdza, ze przepraszaja ble ble … A potem dostalam maila na gmaila, ze juz jest OK. Dobra jak OK to ja klik klik zeby sprawdzic, a tam taka sama dupa jak wczesniej. Tam na samym dole tego ichniego formularza czy czegos tam, bylo zapytanie: “czy nasz artykol byl pomocny” no jak dla mnie nie byl, wiec im to napisalam, a potem ten artykol to pokazal mi sie juz po angielsku, a poczty nadal nie ma …   

A drugiugie to, ze mi “H” nie dziala na klawiaturze, no jest to dosc upierdliwe tak se kopiowac to niedzialajace … a potem wklejac ...

niedziela, 22 listopada 2015
Sajgon na osiedlu

Caly ten cholerny, niebieski sajgon, zaczal sie w zeszlym roku. Dokladnie nie pamietam, ale jakos tak chyba w pazdzierniku, zaczeli zwozic sprzet i materialy. Jest to duzy project British Gas. I tu nasuwa sie pytanie: co do naszego osiedla, gdzie wiekszosc mieszkan jest z council’u (mieszkania z council'u to tak jak u nas komunalne), ma British Gas? A jak nie wiadomo o co chodzi, to prawie zawsze chodzi o kase i w tym przypadku tez. British Gas chcial wiecej kasy za swoje uslugi, ale zostal zablokowany przez panstwo, ktore jednoczesnie nakazalo wymiane okien i ocieplenie budynkow i dopiero jak to zrobia, beda mogli kasowac wiecej. Przy okazji council robil tez jakies wlasne remonty, nie orientuje sie dokladnie co i jak, ale widzialam jak zwozili jakies pralki i inne sprzety AGD. Nas to nie dotyczylo, bo nasze mieszkanie jest prywatna wlasnoscia. I tak sie tu szwendali Ci robotnicy po osiedlu, az do swiat bozego narodzenia, a potem nie wiedziec dlaczemu po nowym roku roboty nie ruszyly … Dopiero jakos w lutym wszystko ruszylo od nowa i stanelo rusztowanie wokol pierwszego budynku, a potem powoli ten sam los spotykal nastepne. Jednego dnia dostalismy rozpiske, na ktorej stalo czarno na bialym, ze nasz budynek maja skonczyc w maju, lal ale maja poslizg, dzieki bogu juz listopad zbliza sie do konca, ale na kolejnej rozpisce stoi, ze roboty maja byc zakonczone tuz przed swietami, tymi najblizszymi, czyli bozego najedzenia … Pozyjemy zobaczymy. I tak jezdil i jezdzi nam nadal ten ciezki sprzet pod oknami, blocka pelno na drodze i ciezko przejsc, bo to to sliskie jest i trzeba uwazac co by se maseczki blotnej nie zaliczyc, co prawda podobno zdrowa jest, ale ja jednak podziekuje, szczegolnie jak do roboty lece.

Praktycznie cale wakacje nabijalysmy sie z Mira, z takiego jednego goscia, ktory mial bardzo powazna funkcje na tej budowie. Gosciu bigal przed podnosnikiem czy inna ciezka maszyna, biegal przed albo za … Sam gosciu wyglad mial bardzo komiczny: czarny, wysoki, patykowatej budowy, wlosy sterczaly mu na glowie na sztorc, prawie jak jkies krzaki, chociaz czasem mial na lbie kask. Smieszny byl caly, bo przy swojej budowie jeszcze tak smiesznie sie poruszal, prawei jak drewniany pajacyk. Ubaw mialysmy na cztery fajerki i jak jedna go widziala to wolala druga, a potem razem chichralysmy sie przy oknie. Gosciu do dzisiaj tak biega, chociaz jak go widuje, to mam takie dziwne wrazenie ze to juz nie ten zapal co latem.

Przed naszym wyjazdem do Polski, koncem sierpnia, zrobilam kilka fotek

Widok z okna w lewo


A tu w prawo


A to nasz piekny trawnik, kiedys byl to trawnik ...

 A po powrocie z Polski, po 10 dniach, zastalismy taki widok


Rustowanie w calej okazalosci, chociaz jeszcze bez siatki, ktora lezala i czekala na zalozenie


Jak kto odwazny kaskader, to mogl by se pobiegac, my jednak nie bylismy i nie jestesmy chetni.


A tu Minio, jeszcze w swoim normalnym srebrnym umaszczeniu, z jezykiem na wierzchu, bo zostal zlapany w trakcie mycia sie


I nawet Rufusowi udalo mi sie wtedy pstryknac poczciwe zdjecie. Jemu dosc trudno zrobic dobra fotke, bo on zawsze w ostatnij chwili musi sie poruszyc.

Jeszcze wtedy moje chlopaki normalnie wychodzily na pole, a teraz doslownie uciekaja z pod drzwi. Od dnia kiedy wymieniali nam te nieszczesne okna, oba maja straszna trume, wychodza tylko rano. One siedza w domu, a ja ganiam z woreczkami i lopatka i czyszcze kuwety. Biedne sa strasznie te moje futrzaki, nie tylko z powodu sajgonu na osiedlu, ale rowniez z powodu cholernych milosnikow fajerwerkow, ktorzy napierdalaja prawie od polowy pazdzeirnika, w tym roku to doslownie jaky sie szaleju nazarli i nie przestaja ani na jeden wieczor. Mogla bym zabrac dzieci wieczorem na spacerek, ale wole nie ryzykowac, bo w kazdej chwili moze jakis nawiedzony milosnik fajerwerkow, wypasc z za wegla i pierdolnac swoja zabaka, wiec siedzimy w domu i czekamy na lepsze czasy ... Cieszymy sie tez nowymi oknami, ktore tak pieknie otwieraja sie na zewnatrz ... No, Mino to sie cieszy, bo zyskal cos na ksztalt parapetu i juz nawet wyprobowal jak sie po tym chodzi. Nie wiem jak to bedzie pozniej, ale jak narazie to gdy otwieram okno, jego wystawiam z sypialni i zamykam drzwi, jakos nie jestem ciekawa jak fajnie biegalo by mu sie za oknem, po podescie rusztowania.

sobota, 21 listopada 2015
Wszystko niebieskie ...

To juz jakies dwa miesiace, przez nasze okna ogladamy swiat na niebiesko. Rano gdy sie budzimy jest szaro niebiesko, w poludnie czasami jak slonko laskawie wytoczy sie na niebo, jest tylko niebiesko, a wieczorem to juz nawet nie wspmne ... 

Mialam porobic sobie zdjecia serwetek, ale nic mi z tego nie wyszlo. Moja probna sesja zdjeciowa wyszla niebieska, jak ta posciel i koty na zdjeciu. 

Nasze nowe okna narazie wygladaja tak, czyli brudno niebiesko ... I juz sama nie wiem czy bardziej brudno, czy bardziej niebiesko ...

I kochani, macie jedyna, niepowtarzalna okazje zobaczyc, cud angielskiej techniki okiennej, jedyne w swoim rodzaju okna otwierane na zewnatrz. Niech ten cud szlak trafi, jak to tylko uchylisz, to moze byc tak uchylone do wieczora i tak sie nie wywietrzy, trzeba otworzyc na oscierz. Ma ten cud techniki jeszcze jedna niesamowita zalete, zeby to umyc od zewnatrz, czyli od pola trzeba umiec latac, albo miec odpowiednia drabine. Ja niestety nie potrafie latac, a na drabine na wysokosc pierwszego pietra nie wyleze, za cholere ... bo ja najwyzej to jedynie na wysokosc taboretu, no w sytuacjach wyzszej koniecznosci na wysokosc drabinki pokojowej i to trzymajac sie mebli ... A na dodatek, to otwieralne sa tylko te dwa skrzydla po bokach, srodek niestety jest niotwieralny. A wczesniej mielismy takie normalne okna, takie jak w polandi, otwierane do srodka i uchylne do srodka, ech. 

A gdy otworze okno, to na dodatek swiat przyslania mi jeszcze siatka, zielona siatka. 

Niebieski Rufus, nasluchuje czegos za niebieskim oknem. Ciekawe czy dziweki zza tego okna tez sa niebieskie ... 

Niebieski Minio, ktory poszedl sobie gdy ja pojawilam sie z aparatem, wrocil wlasnie zeby sprawdzic co my tu robimy, na niebiesko.

wtorek, 17 listopada 2015
Takie tam ... bo szlak mnie trafia

Zamiescilam sobie wczoraj na fejsie, zdjecia mamy z hospicjum, ostatnie jej zdjecia. Chcialam rowniez zamiescic je tutaj, ale nie wiem dlaczemu nie moglam ich zmniejszyc. A zamiescilam je tam dlatego, bo dowiedzialam sie z pewnej konwersacji na fejsie, ze nie bylo mnie w hospicjum jak mama tam juz sie znalazla, ot tak ...  A moja szanowna siostra poswiecila swoj czas, zajmujac sie kobieta ktora nie byla dla niej jakas tam "super" mama, ciekawe czyzby z tego wynikalo, ze dla mnie byla ... Teraz czekam, bo pewnie niedlugo dowiem sie, ze wogole nie zajmowalam sie mama, a tylko zabralam mieszkanie i wszystko co w nim bylo, zreszta to juz i tak zostalo powiedziane. Zreszta juz mi zarzucono na ten przyklad, ze zgarnelam szkice i rysunki mamy (kto ma ochote to klika i oglada), nic nie mowiac siostrze. A prawda jest taka, ze praktycznie wszystkie oryginaly tych szkicow ma moja siostra, a ja mam tylko kilka, jakie tez mozna wysnuc spostrzezenia tylko z tego faktu, ze ja zamiescilam sobie skany tych rysonkow na Google+... Co tez, ta moja szanowna siostra, opowiada swoim corkom na moj temat ...


piątek, 13 listopada 2015
Sisi - szwaczka

Calkiem niedawno, moja corka przygarnela kolejna kocia bide. Kocie zostalo wepchniete mojej wnuczce, przez stara babe, na ulicy. Baba owa twierdzila, ze kotka starcila pokarm i one biedna nie ma co teraz zrobic. Wnuczka przytargala podrzutka do domu i powiedziala, ze baba pewnie miala jeszcze jakies, bo slyszala piski wydobywajace sie z niej. Kocie bylo malenkie, pewnie dopiero co otworzylo oczy, bo jakos tydzien po tym wydazeniu, corka napisala mi na fejsie, ze kicia skonczyla 3 tygodnie. Corka wyrazila opinie, ze pewnie kocie pochodzi z jakiejs nielegalej hodowli i albo bylo tak jak owo babsko gadalo, albo ta kotka padla ... nie bedziemy wnikac w szczegoly. Ja osobiscie zadaje sobie tylko pytanie, czy rodzenstwo malej rowniez mialo tyle szczescia co ona? I szlak mnie trafia jak slucham wszystkich obroncow kocich macic i jader, bo to nienaturalnie pozbawiac bedne zwierzatka tych organow. A tak na marginesie to ja nie tylko jestem za kastracja psow i kotow, ale co poniektorych ludzi rowniez bym wykastrowala ...

Dzisiaj rano corka wyslala mi na fejsie zdjecia. Zdjecia co prawda sa robione komorka i w nie najlepszym oswietleniu, ale wlasnie dlatego sa poprostu sliczne, pelne uroku.

Koteczka na poczatku byla bardzo smutna, placzaca i jakos wczale sie jej nie dziwie. Byla karmiona specjelnym mlekiem i specjalna butelka dla kociat. U mojej corki i pod jej opieka szybko odzyskala radosc zycia. Teraz jest normalnym kociakiem i ma kolezanke - przyjaciolke, ktora nie mogac sie dostac tam gdzie kot moze wylezc, a pies nie, glosno protestuje przeciwko tej jawnej niesprawiedliwosci.

Tu spia razem.

 Ps. Wiadomosc z ostatniej chwili, mala najprawdopodobniej zostanie tam gdzie jest. Corka powiedziala swojemu slybnemu, ze bedzie trzba mala oddac, w odpowiedzi uslyszala: "oddaj sobie psa, ja darze Sisi sympatia"

Ot jaka odmiana, jak dotychczas W. tylko tolerowl i to nie wszystkie koty mojej corki.

niedziela, 01 listopada 2015
Odczynianie urokow czesc II

Czytajac Wasze komentarze wyobrazilam sobie, siebie biegajaca po ladku z ta wsowka w jednej rece i mlotkiem w drugiej, w poszukiwaniu stosownego krzyza. Moja wyobraznia poszla tez dalej i na koncu tego obrazka zobaczylam, jak w asyscie policji jestem ubierana w kaftanik z przydlugimi rekawkami i laduje na oddziale bez klamek i obrazek ow bardzo mnie rozbawil. Brudnymi gaciami rowniez nacierac sie nie bede, plujac przez lewe ramie, tu wyobraznia rowniez ukazala mi zabawny, chociaz nie specjalnie estetyczny obrazek, splutych plecow, fe. Nie, nie bede tego robic, bo pomimo tego, ze temat urokow i czarownic, jak rowniez duchow itp, fascynuje mnie ogromnie, to jednak twardo stapam po ziemi.

A tak na marginesie, to ten sposob na odczynianie urokow ze spinka do wlosow, to moj slubny wymyslil na poczekaniu. A co do sposobu mojej corki, to moglo byc podobnie, niestety nie dopytalam ;-)

Wiem natomiast jak moj organizm reaguje na stress, bo przerabialam to juz niejednokrotnie. Jednego razu objawy nawet sugerowaly powazna chorobe serca, ktora wyleczyly tabletki o dzialaniu uspokajajacym i rozkurczowym. Doskonale zdaje sobie sprawe, ze moje zdrowie szwankuje wlasnie z tego powodu, zreszta napisalam o tym wyraznie w poprzednim poscie. Zreszta juz w poniedzialek poczulam sie na tyle dobrze, ze odgruzowalam swoj kuchenny smietnik, przywracajac mu pierwotne funkcje, a we wtorek to samo uczynilam z lazienka i kibelkiem. W srode dalam se spokoj, bo jednak bylo tego troche za duzo po takich sensacjach, a nie usmiechalo mi sie na powtorke z rozrywki.

Na dzien dzisiejszy czuje sie dobrze, po opuchliznie nie ma juz sladu, gryzc moge juz normalnie, chociaz jeszcze troszke pobolewa, a pod uchem jest jeszcze malutki guzek, ktory troche boli gdy go ucisnac. Bede zyc.

A najlepszym lekarstwem na to wszystko, bedzie wyjazd ktory sie nam szykuje w nastepny weekend. Pojedziemy gdzies do Francji, ogladac turnieje rycerskie. Zwykle ogladalam zdjecia z takich imprez, albo krotkie migawki w TV lub gdzies na youtube. A teraz pierwszy raz bede miala okazje zobaczyc cos takiego na zywo. Jedziemy w sobote, a wracamy w niedziele. A dla mnie bedzie to cos innego, cos nowego, a mysli moje podaza zupelnie innymi torami, a ze taka odmiana zawsze dobrze mi robila, to i teraz bedzie to najlepszym lekarstwem na postresowe sensacje.

Po za tym, teraz gdy juz nie musze jezdzic do Polski co  miesiac, moge nareszcie zajac sie spokojnie leczenim swojego uzebienia. Mam na pewno dwa zeby do leczenia, a moze jeszcze jakis o ktorym nie wiem … i ostatnia osemke do wyrwania. Cala ta historia z zapaleniem wezlow chlonnych mogla wynikac tez od tch dziurawych klow, albo od zatok. Chociaz, to jezeli chodzi o zatoki, to od ostatniej punkcji ktora mialam cale lata swietlne temu, nic nie wskazywalo aby cos zlego sie tam dzialo, ale kto tam wie, bo jak sie ma katar cale zycie to mozna nie zauwazyc jezeli objawy nie sa ostre, ale dosc o chorobach.

A co do siostry, to przykre ale my nigdy nie bylysmy ze saba blisko i nie sadze aby to mialo sie zmienic na lepsze, poprostu ona tego nie chce. Zreszta ona zerwala kontakt rowniez z naszym bratem, a o moim synu to juz wogole nie wspomne. Jeszcze utrzymuje kontakty z moja corka, ale byl juz taki czas, ze sie do niej nie odzywala, zwyzywawszy wczesniej od idiotek i debilek i to byly te najdelikatniejsze inwektywy.

Tak wiec, na psa urok, odpukac w niemalowane i trzy razy splunac przez lewe ramie ;-)

wtorek, 27 października 2015
Odczynianie urokow.

W srode znowu sie rozchorowalam. Za uchem twardy walek sie uczynil, pol geby napuchlo czerwona bania, bolalo to to jak cholera. Zrec nie moglam, bo kazde poruszenie szczeki powodowalo zaciskanie sie imadla w owym czyms za uchem, wywolujac jednoczesnie rozblyski gwiazd i kurwy siarczyste. Najbezpieczniejsza byla dieta plynna, wiec nie pozostalo mi nic innego jak herbatki i ewntualna zupka, ale bez niczego w niej, abo zupka krem, no to ja, jak bym miala lykac papinki dla niemowlat, to juz wole nic. Niestety dysponowalam tylko ogorkowa i to z duza iloscia ich startych w niej, a do tego ryz. Lykalam ja ta moja zupke, na srodowe sniadanko, powoli, z ogromnym trudem, lyzka za lyzka, prawie jak ta kaczka chleb na stawiku. Zreszta i tak starcilam apetyt i w czwartek to juz praktycznie przy herbatkach pozostalam. Mialam ci ja juz kiedys to paskudztwo, zreszta nie raz, paskudztwo owo zwie sie - zapalenie wezlow chlonnych i nikomu nie zycze.

Wieczorem gdy slubny wrocil, przywitalam ci ja go ta napuchnieta morda i poskarzylam sie ze, od kad wrocilam z Polski po pogrzebie mamy, to ciagle mnie cos dopada i gdy tylko jedno swinstwo odpuszcza, to zaraz nastepne bierze ci mnie w swoje posiadanie. Na co moj slubny bradzo powaznie wyglosil mi taka oto mowe:

“Musisz wziac wlos Gangreny i owinac go na wsowke do wlosow, a potem przybic do krzyza na rozstajnych drogach i jak wiatr zabierze ten wlos to klatwa Cie opusci. A jak znowu sie z nia spotkasz, to musisz miec zawiazana na nadgarstku czerwona wstazeczke, od urokow.”

Tu male wyjasnienie, Gangrena to przezwisko mojej siostry, ktore przylgnelo do niej za jej nastoletnich czasow i opisuje ja tak dobrze, ze nic dodac ani ujac.

Nosz, a ja durna, podniecajaca sie tematem czarownic nie wpadlam na to, ze to sprawa urokow.

Potem esemesowalam z Lucyna i smialam sie posykujac z bolu. Opisalam jej jaka to madrosc uslyszlam od mojego A, no co dostalam taka odpowiedz:

“kurwa gangrena cie urzekla trza egzorcyzmy zrobic”

Potem jeszcze ofiarowala sie, ze jak bedzie sprzatac u mnie, to poszuka tego wlosa i mi odesle w formie zrobionej z niego lalki. W obawie ze, moge nie znalezc u mnie szybko odpowiedniego krzyza, a to z powodu, ze tu mam ich duzo mniej niz w Polsce, nawet wyrazila chec zrobienia tego za mnie. Co slubny skwitowal, ze to tak nie dziala, bo gdy ona to zrobi to, to z niej urok spadnie. Glowkowalam ci ja tez gdzie mam ci ja jakowys najblizszy krzyz, gdzies widzialam ale za cholere nie pamietam gdzie i raczej nie stal ci on na rozstajnych drogach, no to faktycznie moge miec problem …

Smiechu mialam co nie miara, cholera dlaczemu takie zabawne sytuacje pojawiaja sie zawsze wtedy, kiedy czlowiek nie moze sie smiac. Gdy skonczylam wymiane esemesowa z Lucyna to pojawila sie corcia na fejsie. Jej rowniez opisalam sytuacje, na co ona odpowiedziala ze: “tata jest pelen niespodzianek”, no ma racje, cos w tym jest, bo nie spodziewalam sie po nim takiej madrosci ludowej. Ona rowniez wyrazila obawe o te krzyze i doradzila zebym sie natarla brudnymi majtkami, a potem plula przez lewe ramie. Ot i tu nasunelo mi sie pytanie, czy one majtki moga byc moje, czy raczej powinny byc tego co urok rzucil i czy moga byc takie jednodniowe, bo starszych ci u mnie nie bywa. Okazalo sie, ze maja byc moje i moga byc jednodniowe, ulzylo mi, bo to nie jest nic milego nosic gacie dwa dni o wiecej nawet nie wspomne, a juz calkiem obrzydliwe bylo by gdybym jednak musiala nacierac sie nie swoimi … Wykombinowalam sobie ze, najlepiej bylo by odczyniac ten urok w lazience i pluc stojac tylem do wanny, bo to pozwolilo by na unikniecie sprzatania. Mialam ci ja ubaw z tego odczyniania przez dwa dni.

Wierzyc nie wierzyc w te uroki, kto chce to wierzy kto nie to nie. Ja osobiscie nie wysmiewam sie z tego, bo uwazam ze cos w tym jest i wierze, ze zlym slowem czy spojrzeniem mozna czlowiekowi zaszkodzic.

A co do mojej obecnej sytuacji to prawda jest taka, ze od kad wrocilam z Polski ciagle jestem niezdrowa, ciagle cos mnie dopada, jak jedno odpuszcza to pjawia sie jakies nastepne cus. Ciagle jestem slaba, spie batdzo zle, pomimo branych tabletek, ktorych dzialanie na moja osobe tez pozostawia wiele do zyczenia, ale to tak na marginesie.

Juz wczesniej o tym myslalam, ale po tym co uslyszalam od slubnego zastanowilam sie nad tym glebiej. Fakt jest taki, ze nie rozstalam sie z siostra w przyjaznych stosunkach. Ona gdy przyszla do mnie, po jakies tam rzeczy, ktore miala jeszcze zabrac z mieszkania mamy, a wlasciwie mojego, tuz przed moim wyjadem, wyraznie usilowala sie ze mna poklucic. Malo tego usilowala sklucic mnie z moja przyjaciolka, mowiac pod jej adresem cos co nie mialo miejsca, a kiedy powiedzialam jej zeby tego nie robila, bo sie jej to nie uda, usilowala sklocic mnie z corka w ten sam sposob. Atmosfera miedzy nami az iskrzyla, byla ciezka i gesta, ze siekire mozna bylo by na niej zawiesic. Od razu wyczulam ta zla energie, ktora weszla do mieszkania wraz z moja siostra i narastala z kazda chwila jej pobytu. Powiedzialam jej, ze jak ma zamiar sie z kims poklucic to nie ze mna, bo ja nie mam na to ochoty ani czasu i ostatecznie prawie ja wyrzucilam, mowiac jej zeby zabrala co ma zabrac i poprostu wyszla, bo ja nie mam czasu. Czasu faktycznie nie mialam, poniewaz pakowalam ostatnie rzeczy do walizki ciagle zerkajac na zegarek, bo czekalam na znajomego ktory zaproponowal mi transport na lotnisko. Moja sznowna siostra oczywiscie przyszla w ostatniej chwili, chociaz umawiala sie ze mana na wczesniejsza pore, wiedziala tez o ktorej mam samolot. A moze, wiedzac ile czasu potrzeba na dojechanie do Pyrzowic, liczyla na to, ze mnie juz nie bedzie, przeliczyla by sie z lekka, bo ja zmienilam zamki. A gdy siedzialam juz w samolocie to dostalam od niej jeszcze durnego SMS-a.

Biorac to wszystko pod uwage, to ta zla energia mogla zadzialac jak urok, bo nie trzeba byc czarownica zeby zaszkodzic drugiej osobie, mozna to zrobic nieswiadomie. A my ze soba nigdy nie zylysmy w przyjazni, a nasze kontakty czasem bywaly poprawne a najczesciej to ona miala cos do mnie nie teges. A teraz od kiku lat byla do mnie wrogo nastawiona, obwiniajac mnie o cos czego nie zrobilam.  A kiedy mama zachorowala sila rzeczy musiala sie ze mna kontaktowac, co nie bardzo bylo po jej mysli, ale usilowala zachowywac sie poprawnie i nawet jakos sie jej to udawalo.  Doskonale zdawalam sobie sprawe z tego, ze gdy mama umrze to te pozory pekna jak banka mydlana i tak tez sie stalo.

A z drugiej strony, to z chwila kiedy mama zmarla i bylo juz po pogrzebie, stress mi odpuscil. Skonczyla sie trudna dla mnie sytuacja. Cale zmartwienie, starch i poczucie beznadziejnosci, jezdzenie do Polski co miesiac … poprostu sie skonczylo, jak za jednym przecieciem noza. Stres zwiazany z choroba mamy trzymal mnie w pionie, a z chwila jej smierci oklaplam jak przebity balon i dokladnie tak poczulo sie moje cialo, wiec nie ma sie co dziwic, ze zareagowalo tak a nie inaczej, uwalniajac sie od wszystkich niedoleczonych przeziebien i lapiac kolejne bakcyle, co wylazlo tym paskudnym zapaleniem. Dokladnie tak jak w piatek napisala mi Lucyna w SMS-sie: “twoja choroba moim zdaniem jest z tad kochana to wszystko po przebojach w PL glowa swoje dusza swoje” nic dodac, nic ujac.

Przemyslam sobie sprawe i postanowilam odczynic te uroki, na swoj wlasny sposob. Po pierwsze, musze sie zmierzyc z tematem, usiasc na kozetce wlasnego psychoanalityka i nareszcie wyrzucic z siebie wszystkie zle emocje zwiazane z choroba i smiercia mamy i zlymi relacjami z siostra. A po drugie, poczytalam sobie o zapaleniu wezlow chlonnych i teraz jestem troche madrzejasza. Dowiedzialam sie, ze takowe zapalenie jest konsekwencja innych chorob, czyli jednak wychodzi na moje, ze to te wszystkie niedoleczone przeziebienia, itp. Na szczescie bedac w Polsce kupilam sobie troche ziol, ktroe teraz bede pic zeby wyleczyc wszystkie te niewielkie, niezauwazalne stany zapalne, ktore gdzies tam gnebia moj organizm.

Ziola juz pije, kazdego dnia, rano i wieczorem ...

niedziela, 27 września 2015
Efekty wrzucania zdjec na google+

czwartek, 03 września 2015
A myslalam, ze jestem taka twarda ...

Bylam przekonana, mocno przekonana, ze jestem przygotowana na odejscie mamy, ale wychodzi na to, ze jednak nie tak do konca. Kiedy wczoraj wyszlam z kapieli i A mi powiedzial zebym zadzwonila do Urszuli (siostry), bo mama umarla, to mnie to wcale nie zaskoczylo. Po tym co mi powiedziala Lucyna, poprostu wiedzialam, ze dni, a moze godziny mojej mamy sa juz policzone. Zreszta jak ja widzialam ostatni raz to cos mi mowilo, ze to jest naprawde ostatni raz, w jej oczach nie bylo juz zycia, byly matowe, jakby zamglone, nie potrafie opisac tego slowami, ale ja widzialam w nich koniec zycia, kres … nie bylo w nich nic dalej … Widzialam takie cos wczesniej trzy razy w oczach moich futrzastch przyjaciol i to bylo tak mocne, ze az bolalo, za kazdym razem bylo to zupelnie inne, ale ja zawsze wiedzialam az do bolu, ze przd tym nie da sie uciec … ze chocby robilo sie nie wiem co, to nie ma zadnych mozliwosci unikniecia tego co tam w glebi oczu sie czailo.

Po wczorajszej rozmowie z siostra bylam wsciekla. Nigdy nie zrozumiem tej kobiety, jak mozna sie tak zachowywac … szkoda slow … szkoda moich nerwow … i tak wogole … I w dupie mam to, ze ona byla w emocjach, bo to ona byla w hospicjum i ona zabierala z tamtad rzeczy mamy  ble, ble … Ale zeby w takiej chwili, w taki sposob,  no poprostu nawet culik mi opadl, o cyckach  nie wspominajac. O dziwo pomimo cisninia podniesionego na maxa zasnelam bez najmniejszych problemow i spalam prawie jak  niemowle, az do budzika wczesnym rankiem, chyba mama nade mna czuwala … Jeszcze zanim poszlam spac wyslalam SMS-a do Lucyny i do brata. Co prawda brat na miejcu tam jest, ale siostra odgrazala sie, ze ona juz nie bedzie wiecej do niego dzwonic i ja mam sobie TO z nim zalatwic, to zalatwilam. I na szczescie, ze wyslalam tego SMS-a do Lucyny, bo okazalo sie, ze moja sistra zawiadomila ja dopiero grubo po 11-stej, a do tego czasu ona juz by byla w hospicjum, bo wybierala sie do mojej mamy rano.

Tu male wyjasnienie, Lucyna, moja przyjaciolka, pomagala nam opiekowac sie mama. Poprosilam ja o to w kwietniu, oczywiscie nie za darmo, bo dziewczyna akurat ma duze problemy roznej masci i bylam bardzo zadowolona, ze sie zgodzila. Zreszta ona tez sie ucieszyla na ta propozycje, bo jak mi powiedziala: "i znowu mi dupe ratujesz", mniejsza o to koniec dygresji. 

A ja myslalam, ze jestem taka twarda, ze jestem przygotowana na ta smierc, a jednak okazalo sie, ze tak nie do konca. Nie, nie plakalam, ani wczoraj, ani dzisiaj, ale caly dzien jest nie moj … Krecilam sie jak mucha w smole, do niczego nie potreafilam sie zmobilizowac, w efekcie czego praktycznie nic nie zrobilam przez caly dzien. Praktycznie caly dzien przesiedzialam pierdzac w fotel i robiac NIC na lapku. No dobra poza ugotowaniam ryzu z warzywami na obiad i rozwieszeniu prania wieczorem, hum, z wielkim trudem. A potem zasiadlam znowu w fotelu tylko, ze z piwem … I wiecie co, mam to gdzies jezeli kogos to bulwersuje, ze w takiej chwili ona piwsko zlopie … a teraz pije drugie i potem pojde spac, a wlosy umyje rano, a w poludnie pojade do pracy, a moja mama juz sie nie meczy i nic juz ja nie boli i koniec i kropka.

I wypije jescze jedno, za lepsze mojej mamy ... A moze jednak nie wypije, nie wiem, ale na pewno jescze chwile posiedze sobie i popierdze w fotel ...

Bilety juz kupilam i w niedziele lece ... pogrzeb w oniedzialek.

Moja mama odeszla dzisiaj ...

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40