RSS
czwartek, 28 kwietnia 2016
Przede mna wielki dzien

 

Czekalam dlugo i moja cierpliwosc nareszcie zostala wynagrodzona. Wczoraj dostalam maila od Barbary, w ktorym mi napisala, ze udalo sie jej nareszcie porozmawiac z manager’em w sprawie mojego interview. Podala mi tez kilka terminow do wyboru, mi najbardziej odpowiadala sroda rano. Co prawda jeszcze nie wiem dokladnie o ktorej godzinie to ma byc, bo czekam na maila z potwierdzeniem, ale w srode przede mna wielki dzien, bede miec interview z zastepca dyrektora King’s College.

Trzymanie kciukow mile widziane :-)

 I to nie wazne, ze moj angielski nie jest The best, mam to gdzies, musi byc dobrze!

Ale mam pietra, jak jasna cholera i jak tylko o tym pomysle to od razu mi na pecherz cisnie, wiem nie jestem normalna, ale dam rade. Magia miejsca cigle i niezmienie na mnie dziala i caly czas czuje jak mnie przyciaga, wiec do odwaznych swiat nalezy, a jak wyjde z gabinetu pana Will'a to poszukam toalety. 


niedziela, 10 kwietnia 2016
Nie ma juz Alicji ...

W wielki piatek jak zwykle musialam isc do pracy. Tym razem pojechalam wczesnie rano, wyszlam z domu kilka minut po 7-mej. Wykombinowalam sobie, ze pierwsze posprzatam biuro, a potem dom i tym sposobem bede miala wolne popoludnie. Moglam sobie na to pozwolic, bo biuro w wielki piatek zawsze jest zamkniete.

Moi klienci jak zwykle w ten dzien byli w domu, ale nie dlugo, bo zaraz zabrali rowery i pojechali sobie gdzies, co bardzo mnie ucieszylo.

Gdy weszlam do domu to widzialam Alicje wychodzaca na zewnatrz, przez kocia klapke. Wyszla i usiadla przed drzwiami, zwijajac sie w ciasna kulke. Potem juz jej nie widzialam, az do chwili kiedy skonczylam prace. Ubieralam kurtke gdy wrocila do domu, podeszla do miski, usiadla przed nia i zwinela sie tak samo jak wczesniej w ciasna kulke. To jak ciasno sie zwinela uderzylo mnie i cos mnie tknelo w jej wygladzie i w tym, ze pomimo tego, ze miska byla pelna mokrego, bo ona za chrupkami nie pzepadala, to ona nawet tego nie powachala … Zapielam kurtke i podeszlam do niej, poglaskalam ja i sie wystraszylam, pod palcami wyczulam wszystkie kosci. Kotka wstala i przeszla kilka krokow, wygladala tragicznie, z wychudzonego cialka sterczaly kosci lopatek i miednicy. Alicja przeszla kawalek i usiadla tak samo zwijajac sie w ciasna kulke. Pomimo chwilowej rozterki, jak to moze zostac przyjete, napisalam kartke do Helmi. Z emocji wyleciala mi wiekszosc potrzebnych slowek, ale jakos sklecilam to co chcialam jej przekazac.

Troche mialam mieszane uczucia, bo jak Helmi mogla nie zauwazyc co sie dzieje, ale powiedzialam sobie STOP, ty tez nie zauwazylas wczesniej jak Miniek chorowal na ucho, a sparawa rypla sie dopiero jak ropien pekl. Poza tym dwa tygodnie wczesniej przeciez glaskalam Alicje i wygladala normalnie i zdrowo. Prawda klaki z niej lecialy strasznie, ale jest wiosna i z moich juz tez leca.

On byla kotem malym i drobnym, tak na oko nie wazyla wiecej jak trzy kilo, a moze nawet mniej, wiec niewiele jej trzeba bylo zeby wygladac az tak zle. I jeszcze jedno, to nie byl kot bardzo wylewny w stosunkach z czlowiekiem. Pim tak, on domagal sie glaskania, ale ona nie, gdy czasami John albo Helmi wracali wczesniej do domu, to Pim ocieral sie o nogi, a Alicja nie, przynajmniej ja nigdy nie zaobserwowalam u niej takiego zachowania. Ja sobie ja oswoilam i nie uciekala przede mna, pozwalala sie tez glaskac, ale sie tego nie domagala tak jak Pim, jezeli ja zachecilam, a ona miala ochote, to podeszla do mnie i pozwolila na piszczote. Smutno mi sie zrobilo, patrzac na nia nie mialam nadziei, ze jeszcze ja zobacze.

Tydzien pozniej w piatek, gdy przyszlam tam jak zwykle, Pim przywital mnie stojac na schodach, gdy przechodzilam korytarzem. Alicji nie wypatrzylam na dole, chociaz sie bacznie rozgladalam. Potem gdy wyciagalam swoje zabawki, ze schowka pod schodami, zobaczylam tam lezaca na polce, jedna z kocich misek. Nie zaskoczylam od razu, tylko przez mysl mi przebieglo: “co ta miska tu robi, nigdy wczesniej jej tu nie bylo”. I chociaz nigdy nie ide na gore na poczatku pracy, to tym razem to zrobilam i sprawdzilam czy moze spi tam gdzies, moze w gabinecie u Johna, albo u Helmi, ale nie znalazlam jej i juz wiedzialam …

Po 17-stej, niezwykle szybko jak na niego, John wrocil do domu. Przywital sie ze mna i powiedzial mi, ze uspili Alicje. Nic sie nie dalo zrobic, nerki calkowicie przestaly pracowac. Tak sobie pomyslalam potem, ze albo choroba rozwinela sie bardzo szybko, albo kotka dlugo ja ukrywala.

I tak za teczowy most odeszla Alicja, mala filigranowa, czarna koteczka. Niech Ci tam bedzie dobrze kiciu.

sobota, 09 kwietnia 2016
Niedzielny spacer

 W ostatnia niedziele byla ladna sloneczna pogoda, wiec postanowilam ruszyc leniwe dupsko z fotela i wybrac sie na spacer. W pierwotnym planie mialam zakupy w Tesco na New Molden, bo jestem w potrzebie nowych leginsow i stanika, a najlepiej dwoch albo trzech zeby nie latac co chwile. Potem zmienilam plan i zrobilismy szybkie zakupy na Brixton, co zabiera nam zazwyczaj okolo godziny, razem z dojazdem. Obiadu tez nie gotowalam, bo mialam rolady wolowe z kasza. Po obiedzie ubralam sie i wyszlam. Dobrze zrobilam zmieniajac plany, bo na zakupy jak zwykle wybralismy sie okolo 13, wiec moj spacer rozpoczal sie pod wieczor.

Poszlam przed siebie, bez zadnego specjalnego planu, chcialam tylko dojsc do Tamizy, ale jakas inna droga niz zazwyczaj, a potem pojsc wzdluz niej w strone Tower Bridge i gdzies tam po drodze poprostu odrocic sie na piecie i wrocic do domu i tak wlasnie mniej wiecej uczynilam.

 

Tutaj zaczelam, nie jest to nasza Cedars Road, tylko rownolegla do niej Victoria Rise.

 

 A potem jakimis wczesniej nie znanymi mi sciezkami  doszlam do tego miejsca jest to Battersea Dogs & Cats Home, czyli schronisko dla zwierzat. Z tej strony wyglda niepozornie, ale mialam kiedys okazje widziec go z gory, jadac pociagiem i z tad wiem, ze jest to duze schronisko. Nie jest ono daleko od mojego domu, bo niespelna 40 minut spacerkiem.

 

 A tu juz jestem na Vauxhall, gdzie po lewej stronie jest juz rzeka.

 

A z drugiej, tam w glebi na zdjeciu, jest miejsce przez ktore przechodzilam prawie przez dwa lata, chodzac do biblioteki w Lilian Baylis.

 

Lubie te budynki, chociaz tak do konca nie wiem co autor maial na mysli projektujac je, bo ich szczyty mzna odbierac jako otwarte ksiazki, albo jak stare samoloty, dla mnie to samoloty.

 

  A to Lambeth Bridge i tutaj przeszlam na druga strone i zawrocilam w droge powrotna. Zeby spacer nie byl nudny, wracalam po polnocnej stronie Tamizy.

 

Powoli zaczelo sie sciemniac i jakby komus bylo za duzo slonca to zaczelo padac.

 Ha i nie tylko sie rozpadalo, bo nagle pociemnialo i rozpetala sie okropna burza z piorunami i grzmotami. Burza byla straszna, pierwsze w gorze przetoczyl sie grozny grzmot, a zaraz po nim rozblysla blyskawica przecinajac niebo z jednej strony na rduga, dlugim fantastycznym, bialym szlakiem i po chwili nastapila powtorka z rozrywki …  Szczesliwie przezylam ta straszna nawalnice, chociaz jak zwykle mialam niedosyt, bo na tych dwoch wyladowaniach niestety nastapil koniec. Wlasnie tak wygladaja tutaj burze i bywaja tak rzadko, ze chyba powinnam to odnotowywac w jakims pamietniku.

 

I jeszcze raz rzut oka na moje ulubione budynki i Vauxhall Bridge.


A tu Chelsea Bridge i wracam na poludniowego Londynu, a z tad mam troche ponad pol godzinki do domu. Caly spacerek zajal mi dokladnie 3 godziny. A gdy przeszlam przez most to przestalo padac.

A kto chcial by zobaczyc wszystkie zdjecia z mojego spaceru to zapraszam tutaj Widac na nich rowniez, ze Londyn to jeden wielki plac budowy. Wydawalo by sie, ze tutaj juz nie ma miejsca na nic nowego, ze to miasto ze swoimi waskimi ulicami i uliczkami jest totalnie zapchane, niec bardziej blednego. Tutaj buduje sie w kazdej dzielnicy, wszedzie gdzie wyburza sie cos starego, ale nie zabytkowego, nie nadajacego sie do remontu, to zaraz na to miejsce powstaje cos nowego.

czwartek, 07 kwietnia 2016
Sen w snie

Jestem w Bielsku, w swoim mieszkaniu. Budze sie. Jest rano, ale nie wiem ktora jest godzina. Jest tak jakos szaro, albo jakby zaczelo sie dopiero przejasniac, albo jak by byl bardzo pochmurny dzien. Wokol panuje cisza, taka cicha cisza, jak w nocy. Wstaje, wszystko w mieszkaniu wyglada inaczej, wcale mnie to nie dziwi, mamy juz nie ma, a teraz mieszka tu Lucyna, ale nie wiem gdzie jest. W polmroku nie widze zadnego zegara, wiec nadal nie wiem czy to ranek, czy wieczor. Czuje sie jakos dziwnie, ten polmrok jest rowniez dziwny.  Postanawiam pojsc do brata. Wychodze z bloku, na zewnatrz jest tak samo szaro, mrocznie jak w mieszkaniu i ta cisza. Wkolo nie widze zywego ducha. Ide do drugiego bloku, gdzie mieszka Darek i mysle sobie, ze moze spotkam po drodze Lucyne idaca do kosciola. W rece mam klucze, wiec otwieram sobie drzwi te na klatke schodowa i potem te do mieszkania. Tam rowniez jest taki gesty polmrok. Jest cicho, zadnego ruchu, wszyscy spaia. Cicho krece sie po duzym pokoju, ale nie wchodze do malego.

Budze sie. Jest rano i jasny sloneczny dzien. Jestem wyspana i mam dobry humor, wstaje. Ide do brata. Dzwonie na domofon, ktos otwiera mi drzwi. Kiedy znalalam sie w mieszkaniu przypominam sobie to co bylo wczesniej i opowiadam bratu i Sylwi, ze bylam u nich wczesniej i krecilam sie po duzym pokoju. Brat mowi mi, ze nie moglam tak lazic tam wczesniej, bo na podklodze, na materacu spal ich kolega. Faktycznie dopiero teraz spostrzegam, ze nie sa sami, maja goscia. To moze jednak sie nie krecilam, a moze lunatykowalam, bo to wszystko bylo takie jakies dziwne, nierzeczywiste, mowie bratu.

Rano budze sie, jest poniedzialek i przypominam sobie ten sen … Smieszy mnie to, ze chcialam spotkac w nim Lucyne idaca do kosciola, kiedy ona tak jak ja tam nie chodzi. A poza tym to przeciez ona teraz mieszka u mnie.

sobota, 02 kwietnia 2016
Dla usmiechu

Najlepsze Prima Aprilisowe żarty na świecie

piątek, 01 kwietnia 2016r.

Prima Aprilis jest świętem znanym i obchodzonym na całym świecie. Polega na robieniu psikusów, celowym wprowadzaniu w błąd, kłamaniu, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. Tego dnia w wielu mediach pojawiają się różne nieprawdziwe informacje. Pochodzenie święta nie jest jeszcze wyjaśnione. Mówi się że jego początki mogą sięgać czasów rzymskich.

Oczywiście można sobie robić kawały wsypując sól do herbaty zamiast cukru, czy strasząc plastikowym pająkiem, ale w historii bylo kilka niesamowitych żartów które warte sa przypomnienia. Oto 10 najlepszych:

10. W 1980 roku, BBC poinformowalo ze Big Ben aby sprostać oczekiwaniom techhnologicznym,  zostanie zastąpiony zegarem z odczytem elektronicznym. Informacja zaszokowała sluchaczy, którzy wydzwaniając do redakcji glośno wyrażali swój sprzeciw i niezadowolenie. Dodatkowo japonski oddział BBC oglosił, że zdemontowane z Big Bena wskazówki,  zostaną sprzedane pierwszym czterem słuchaczom którym uda się dodzwonić do rozgłośni. Jedną z pierwszych osób która zadzwoniła w sprawie zakupu wskazówek, byl japoński marynarz przebywajacy na statku na Atlantyku.

 9. W 2007 roku, świat obiegło zdjęcie zmumifikowanego stwora, przypominającego postacie z bajek. Zdjęcie zostało zamieszczone na stronie internetowej Kola Magik Co. Z infoirmacji tam zawartych dowiedzieć się można byo że zmumifikowany obiekt zostal znaleziony przez spacerujacego  z psem meżczyznę,  na starej rzymskiej drodze wiejskiej w hrabstwie Derbyshire. W dniu 1 kwietnia stronę odwiedziło dziesiatki tysiecy osób, wyslano równiez setki maili z zapytaniem o znalezisko.   Pod koniec dnia, właściciel witryny - Dan Baines,  wyznał że całe wydarzenie było mistyfikacją i że to on sam stworzył pokazanego na zdjęciach stworka. Spora grupa ludzi nawet po przekazaniu tej informacji przez Bainesa,  w dalszym ciągu nie chiała uwierzyc że to był tylko żart.

8. 1 kwietnia 1978 roku na zatoce Port Jackson w Sydnej pojawiła się barka holująca gigantyczny kawał lodu. Lokalny biznesmen,  milioner i poszukiwacz przygód - Dick Smith, oznajmił światu swój nowy pomysł na biznes. Otóż sprowadzane z Antarktydy olbrzymie kawały lodu miały być rozdrabniane i sprzedawane jako swieże kostki lodu wprost z czystych wód Antarktyki,  które poprawić mają każdy smak wypijanego napoju.  Niestety,  padający deszcz szbko zmył białą pianę do golenia z "góry lodowej" i odkrył plastikową bryłę i odkrywając mistyfikację.

 7. W 1860 roku mieszkańcy Londynu otrzymali następujące zaproszenie: "Tower of London zaprasza odbiorcę tego zaproszenia wraz z osobami towarzyszącymi, na coroczną ceremonię mycia białych lwów. Ceremonia odbędzie się w dniu 1 kwietnia 1860 roku. Wstep wyłącznie przez "White Gate" - "Bialą Bramę" . W południe, wielki tłum zebrał się na zewnątrz twierdzy.  Zgromadzeni ludzie nie kryli rozczarowania ze nie dane im było zobaczyć jakichkolwiek lwów - nie wspominajac o białych.

 6. 1 kwietnia 1998 roku, amerykański Burger King opublikował na jednej całej stronie dziennika USA Today,  ogłoszenie reklamujące nowego hamburgera. "Przeznaczony dla 32 milionów amerykańskich leworęcznych klientów -  Left Handed Whopper - zawiera te same składniki co oryginalny Whopper, ale wszystkie dodatki są w nim obrócone o 180 stopni."Tysiace leworęcznych klientów przybyły do restauracji w całych Stanach, aby zamówić  specjalną kanapkę, a wielu pozostałych prosiło obslugę o wersję praworęczną.

 5. W dni 1 kwietnia 1972r, nagłówki gazet na świecie ogłosiły odnalezienie martwego ciala potwora z Loch Ness. Zespól zoologów z Flamingo Park w Yorkshire, którzy będąc w Loch Ness poszukiwali dowodów na istnienie potwora,  dzień wczesniej odkryli jakieś pywające w jeziorze zwłoki. Wstępny raport podawał iz znalezisko waży  póltorej  tony i mierzy 4 metry i 72 cm dlugosci. Po dokladnej inspekcji potwór z Loch Ness okazał się martwym słoniem morskim który kilka dni wczesniej zdechł we Flamingo Park.  John Shields pracownik dydaktyczny parku,  przyznał ze był odpowiedzialny za umieszczenie ciala martwego zwierzęcia w jeziorze. Słoń morski padł tydzien wczesniej - zanim wrzucono go do jeziora ogolono mu wasy, w jego policzki wsadzono kamienie i przez tydzieą przechowywano w zamraźarce.

 4. W 1977 roku dziennik The Guardian, opublikował siedmiostronicowy "Raport Specjalny" O San Serriffe - małym kraju połozonym na kilku wyspach Oceanu Indyjskiego. Dwie glówne  wyspy Górna i Dolna Caisse  miały kształt średnika. Raport tworzyła seria artykulów na temat historii, geografii i codziennego życia na idyllicznych wyspach.  Telefony zainteresowanych wyjazdem na wakacje na San Serriffe dzwonily cały dzien. Czytelnicy chcieli się jak najwięcej dowiedzieć na temat tego wspaniałego kurortu.  Ta mistyfikacja rozpoczeła tradcję publikowania w prasie spreparowanch informacji w Prima Aprilis.

 3. Podczas wywiadu w studiu radiowym BBC2, 1 kwietnia 1976 roku we wczesnych  godzinach porannych,  astronom Patric Moore oglosił, że o godzinie  09:47 spodziewane jest zdarzajace sie tylko raz na kilkadziesiąt lat wydarzenie astronomiczne. O tej porze Planeta Pluton miala przesunąć się za Jowiszem, powodując w momencie ich zrównania  zmniejszenie grawitacji wlasnej Ziemi. Patric Moore powiedział słuchaczom, że jeśli o wskazanej porze podskoczą to odczują wrażenie nieważkosci, będzie im się wydawało że "pływają w powietrzu". Radio BBC otrzymało setki telefonów od słuchaczy twierdzących ze doznali opisywanego przez astronautę uczucia.

 2. Jednym z najbardziej znanych Prima Aprilisowych żartów jest ten z 1957 roku. To wyemitowany na kanale TV Panorama, trzyminutowy materiał o rekordowych zbiorach spagetti na poludniu Szwajcarii. Według zawartego w materiale filmowym komentarza, "tak bogate zbiory,  zawdzięczamy wyjatkowo łagodnej w tym roku zimie,  oraz braku zagrożenia za strony owada - wołka spagetti". Na pokazanym filmie widać,  jak szwajcarska rodzina zbiera z drzew makaron spagetti i umieszcza go w koszach. Komentarz na zakonczenie filmu brzmiał "Dla tych którzy kochaja to danie -  nie ma to jak prawdziwe, rodzime spagetti" I znowu dziesiątki osób wydzwanialy do telewizji aby dowiedzieć się jak mogą  wyhodowac własne drzewo spagetti. .  BBC odpowiadalo jednakowo wszystkim zainteresowanym - "zanurz nitkę makaronu spagetti w sosie pomidorowym z puszki i czekaj mając nadzieję ze wyrośnie"

 1. W Szwecji w 1962 roku był tylko jeden kanał telewizyjny na dodatek  emitowany w kolorze czarno-białym. Stacja oglosiła ze ich ekspert techniczny Kjell Stensson, ma dla telewidzów bardzo ciekawą informację. Otóż odkrył on,  że pokrycie kineskopu odbiornika telewizyjnego parą rajstop,  powoduje lekkie załamanie światła w taki sposób, iż wydaje się jakby obraz był kolorowy. Następnie Stensson poinstruował widzów,  jak mają rozciąć pończochę i przykleić ją na ekranie swojego telewizora.Tysiace widzów dało się nabrćc na ten świetny żart. Wielu Szwedów do dziś wspomina, jak ich ojcowie i dziadkowie miotali się po domu w poszukiwaniu odpowiedniej pary pończoch. Jednak regularne transmisje telewizji kolorowej,  rozpoczęly sie w Szwecji dopiero 1 kwietnia 1970 roku.

Anna Frach, TheFad.pl

Arykul z THE END, mial sie tu pojawic wczoraj, ale czasu zabraklo. A kto by chcial oryginal, ze zdjeciami to jest tutaj.

sobota, 26 marca 2016
>> >>

Milo spedzonego wielkanocnego czasu

Wielkiej Nocy czas nadchodzi.

caly dzien sie kazdy glodzi,

by moc jutro o poranku,

siasc za stolem przy sniadanku,

Zjesc kosz caly z jajeczkami,

zajacami i kaczkami.

A juz nastepnego ranka,

wiadrem wody zlac baranka.

 

 

środa, 16 marca 2016
Poniedzialkowe wrazenia, wrozba i cos wiecej ... Oby nowa przygoda

Bylam tam w poniedzialek, zobaczylam i nadal pozostaje pod ogromnym wrazeniem. Dziwne, ale czuje sie jakby to miejsce mnie przyciagalo … Ciagle, rano, wieczor i w poludnie jak migawki,  w mojej glowie pojawiaja sie obrazy z tamtad. Mysl o tym miejscu nagle przerywa mi tok moich codziennych mysli … .Tych madrych i tych glupich, wdziera sie bez ostrzezenia pomiedzy sol a pieprz sypany do barszczu … I tak ciagle, nieprzerwanie od poniedzialkowego popoludnia, kiedy stojac przy recepcji pozegnalam sie z Barbara, a potem wyszlam z tego, tak magicznego dla mnie miejsca.

Jadac tam w mojej glowie pojawila sie mysl, ze jak od przystanku na ktorym mam wysiasc, trafie tam bez problemow, to w sprawie ktora dreczy mnie ostatno i sen z powiek spedza, nastapi przelom i wszystko bedzie dobrze.

Moze to brzmi glupio, ale ja tak mam, takie nagle mysli, ktore gdzies tam nagle, zupelnie bez zwiaku z sytuacja, pojawiaja sie w mojej glowie, mysli ktore nazywam wrozbami, a potem te wrozby mi sie spelniaja.

O dziwo, trafilam bez problemow, co w moim przypadku wcale nie jest takie oczywiste. Nie mam jeszcze zainstalowanych map w telefonie, wiec musialam polegac na tym co sobie odpisalam z opisu na necie, a to niestety ni jak mialo sie do rzeczywistosci. Poza tym w moim przypadku dojscie w dane miejsce nigdy nie jest takie oczywiste, bo kiedy ja udaje sie gdzies pierwszy raz to zazwyczaj bladze i gubie sie w zeznaniach. A tu o dziwo, skrecilam w lewo jak mi opis nakazywal i zaraz sie zorientowalam, ze cos jest nie tak, wiec cofnelam sie i poszlam dalej prosto. Zastanawialam sie potem, po kiego licha, od przystanku do wejscia glownego, mialam tyle razy skrecac i kluczac bez potrzeby. Kiedy od przystanku wystarczylo przejsc na druga strone ulicy, a potem kawaleczek isc prosto i skrecic w pierwsza w prawo i dalej isc juz prosto i po lewej jest glowne wejscie do college.

A gdzie bylam? Dobra po kolei: O tym, ze moj wolontariat w bibliotece sie skonczyl, wspominialam mimochodem przy okazji skradzionego prtfela. Ten wtorek kiedy mi go buchnieto, byl moim ostatnim dniem w bibliotece, w Lilian Baylis Technology School, byl to rowniez ostatni tydzien pracy Barbary w tym miejscu. Po feriach (od 22.II) Barbara zaczela prace w King’s College School. Odchodzila z tamtad na emeryture bibliotekarka, po 25 latach parcy. Pewnie nie bylo latwo, pewnie byli inni kandydaci, ale to wlasnie Barbara dostala ta prace, wloszka ktora jest tutaj w Londynie, niewiele dluzej ode mnie, a w Lilian Baylis pracowala od 2008.  Umowilysmy sie, ze jak juz troche sie zaaklimatyzuje w nowym miejscu, to dowie sie jak tam wygladaja sprawy z praca wolontariuszy. i da mi znac co i jak. W ubieglym tygodniu dostalam od niej maila i umowilysmy sie na spotkanie w szkole, na poniedzialek o 13:30. Byl to czas przerwy na lunch, ktory trwa tam 1.5 godz i praktycznie caly ten czas spedzilysmy razem. Barbara powiedziala mi, ze mowila o mnie swojej manager i ustalilysmy, ze umowi mnie na interview po wielkanocy. Pouczyla mnie jak mam sie ubrac i ze bede musiala opowiedziec na pewne pytania. Ja to wiem, ale ona sie martwi, bo rowniez chciala by abym nadal z nia pracowala. Ma asystentke, ale mowiac o tym, ze ja ma uniosla tylko znaczaco oczy w gore, nie skomentowalam tego, poza tym powiedziala jeszcze tylko to, ze teraz jej nie ma, bo jest chora.

Barbara jest dla mnie tutaj pierwsza osoba z ktora cos zaiskrzylo i sympatia idzie z obu stron i obie chcialybysmy utrzymac ta wspolprace i znajomosc.

Oczywiscie pokazala mi biblioteke dla seniorow, ta w ktorej mam nadzieje pracowac. Bibloteke dla junorow tez widzialam, ale pozniej. Kozystajac z tego, ze akurat nie ma zajec, oprowadzila mnie troche po College i pokazala mi jego niewielka czesc. Calosci kompleksu w tym czasie nie dalo by sie ogarnac, bo college jest ogromny. W trakcie naszej wycieczki zaszlysmy do jednej z najstarszchych czesci i tam unosil sie taki specyficzny zapach starego, zabytkowego budynku. Pod koniec naszego zwiedzania doszlysmy do czesci college przeznaczonej dla juniorow. Tam na recepcji Barbara powiedziala kim obie jestesmy i powiedziala, ze chcialysmy zobaczyc biblioteke. Pani byla bardzo mila i zaprowadzila nas tam, a przy okazji dowiadzialysmy sie, ze owa pani to rowniez Barbara, co nas rozbawilo. Bibloiteka dla dzieciakow jest tak przyjemnym i przytulnym miejscem, ze az chcialo mi sie poszukac jakiegos Kubusia Puchatka i usiasc z nim przy stoliku. Barbara byla zachwycona panujacym tam porzadkiem, krecila glowa jakby nie dowierzala temu co widzi i porownywala ten stan z tym co zostawila w Lilian Baylis, gdzie ciagle trzeba bylo ukladac ksiazki na poklach i czlowiek czul sie jak jakis Syzyf, tez to robilam to wiem, czesto rece opadaly i nie tylko. Po wyjsciu z tamtad wrocilysmy do, mysle ze naszej biblioteki, po moje rzeczy i Barbara odprowadzila mnie do recepcji. Tam oddalam identyfikator gloszacy, ze jestem gosciem i wpisalam w ksiazce czas wyjscia. Pozegnalysmy sie z Barbara dosc wylewnie, az pani z za biurka popatrzyla na nas z zaciekawieniem, wiec Barbara, nie po raz pierwszy tego dnia, wyjasnila w jaki sposob sie poznalysmy i ze obie liczymy na to, ze bede mogla tutaj pracowac jako wolontariusz.

A potem, juz na zewnatrz poczulam sie jak we snie. Jechalam autobusem i nawet nie wlaczalam ksiazki do sluchania, bez czego zazwyczaj zyc nie moge, poprostu nie byla bym w stanie niczego sluchac. Napisalam tylko SMS-a do Lucyny. Bylam i nadal pozostaje pod ogromnym wrazeniem tego miejsca. Stara prywatna szkola z tradycjami, stare budynki, pieknie utrzymany teren i ta niesamowita atmosfera tam panujaca, nie potrafie tego ubrac w slowa … Nie pamietam juz, co ostatnio wywarlo na nnie tak ogromne wrazenie.

I ja chce, bardzo chce dostac ten wolontariat. Czuje jak to miejsce mnie przyciaga. Moze udalo by sie potem pracowac jako asystant bibliotekarza, takie marzenie pojawilo sie w mojej glowie. A czemu nie, ksiazki kocham od najwczesniejszych lat, zapamietanie nazwisk autorow, czy tytulow nie sprawia mi wiekszego klopotu, a w dobie internetu zawsze mozna odswierzyc pamiec. Trzeba by sie bylo tylko w tym temacie podszkolic. I trzeba bylo by, a to juz jest troche trudniejsze jak dla mnie, podszkolic sie w obsludze komputera i innych urzadzen skanujaco – kopiujacych itp, ale co mi tam i tak prawie kazdego dnia, ucze sie czegos nowego uzywajac kompa. Zdaje sobie z tego sprawe, ze nowoczesna biblioteka to teraz nie tylko ksiazki i czasopisma, ale rowniez filmy czy muzyka na CD czy DVD, ze to rowniez dostep do komputerow, internet itp itd … A moze zrobie jakis kurs w tym kierunku, musze sie zorientowac co i jak. 

Wszystko okaze sie po feriach swiatecznych. Trzymanie kciokow i przesylanie dobraj energi, mile widziane :-)

czwartek, 10 marca 2016
Juz wiem ...

Dostalam skan od brata i moje obawy moge wyrzucic do kosza, na szczescie. Okazalo sie, ze jest to oswiadczenie o odrzuceniu spadku. Od kilku lat siostra odgrazala sie mamie, ze to zrobi, bo nie ma ochoty splacac zadnych jej dlugow. A jako, ze grabie ciagnal tylko w jedna strone, to kase mozna tylko brac, a w duga storne to nie dziala … Z 50 razy sie mnie pytala, czy aby na pewno wszystko jest juz spalacone, a jednak nadl trzepala gaciami, zeby nie wyszlo cos o czym moglismy nie wiedziec.

A gdyby jednak, mama jeszcze cos tam miala o czym nikt z nas nie wiedzial i wyszlo by to za jakis czas, to miala bym ubaw po pachy. Tylko, ze to jest niemozliwe, bo siostra na pewno zanim zlozyla to oswiadczenie do sadu to wszystko dokladnie sprawdzila, jestem tego pewna na 100%, a nawet na 1000%.

Moge oddetchnac spokojnie, ale przekazy z Western Union jednak zachowam, przykro mi, ale nie ufam mojej siostrze.

A jednak ciesze sie, ze teorie spiskowe moga wyrzucic do kosza :-) I zycze sobie i bratu aby to juz byl koniec.

środa, 09 marca 2016
No nie wiem i szlak mnie trafia

A mialo byc o biblotece, i jeszcze o nie maniu rusztowania, i drapniu drapaka ….. Ale nie bedzie, bo mnie szlak trafil jak grom z jasnego nieba i musze to z siebie wyrzucic

Myslalam, no myslalam, ze to juz koniec, o ja naiwna …

Tak jakos dwa dni temu snilo mi sie, ze moja siostra upominala sie o wanne, twierdzac, ze ta co jest w mieszkaniu mamy jest jej, bo ona ja mamie dala i chce ja z powrotem, no rece mi opadly, ale dla swietego spokoju powiedzialam zeby se ja brala.

Niby glupi sen, bo przeciez wszyscy wiedza, ze ta wanna tam byla i jest stara chyba jak ten blok, ale od tego snu nie opuszczalo mnie uczucie niepokoju. Kiedy slubny wrocil z roboty opowiedzialam mu co mi sie snilo, wkurzyl sie i rzucil ze zloscia: “kurwa, jaka znowu wane”

A dzisiaj dostalam SMS-a od brata: “zadzwon do mnie na skype OK”. Odpisalam, ze jak wroce to zadzwonie, bo akurat bylam poza domem. A jakze, zadzwonilam i szlak mnie trafil, brat mi doniosl, ze dostal pismo z sadu w ktorym stoi, ze siostra wystapila o nabycie spadku po mamie. No to ja sie zapytuje, do cholery jasnej, jakiego spadku? No, bo chyba, ze ja o czyms nie wiem … No, moze nie wiem, bo moze tam zostal jeszcze jakis zapomniany kawalek ziemi ktorego moja mama nie zdazyla sprzedac i o nim zapomniala … Bo mysle, ze nie chodzi jej o mieszkanie, bo ono jest moje, tylko to dostalam od matki i mam notarialny akt wlasnosci, mama go wykupila i przepisala od razu na mnie juz 10 lat temu. Nie chodzi jej tez chyba o rzeczy ktore tam byly, bo przeciez wie, ze meble to byly te stare segmeny jeszcze po niej, ktore zostawila mamie laskawie jak sie od niej wyprowadzala. Zreszta wszystkie sprzety ktore sie tam znadowaly, byly co najmniej 20-sto letnie, no oprocz pralki ktora zabrala, kuchenki ktora ja splacalam i pieca lazienkowego ktory z calej reszty gratow byl najmodszy. Z tego co jeszcze sie znajdowalo w mieszkaniu to obrazy, ale kazdy byl podpisany imieniem tego dziecka, czy wnuka, dla ktorego byl przez mame przeznaczony.

No wiec co do cholery, bo nie wiem … ale znajac moja siostre moge sie spodziewac wszystkiego. Jeszcze jak mama zyla odgrazala sie, ze odbierze mi to mieszkanie, bo ja nie wypelniam obowiazkow wzgledem matki, a ona ma znajomych prawnikow … Jakby co, to ja na szczescie zachowalam wszystkie przekazy z Western Union, od kiedy wysylalam mamie kase aby pomoc jej splacic dlugi ktorych narobila.

Jutro brat mi zeskanuje to pismo i wysle mailem, to zobacze o co dokladnie chodzi, ale do jutra to sie chyba zadrapie, bo z nnerw jakiejs swedzawki dostalam. 

I prosze sie nie dziwic, ze moj brat sam nie wyczytal o co zacz stoi. Moj brat mysli wolniej niz inni, a jak to dostal to tyz sie w.... I kaz tu ciezkiemu przypadkowi dysleksji, w stanie silnego w... przeczytac urzedowe pismo ze zrozumieniem, a zeby bylo smieszniej to potem jeszcze kaz mu powiedziec drugiej osobie o co w tym chodzi ... Znajac mojego brata, tego sie nie da zrobic.

Sen mara, bog wiara, i jak tu w sny nie wierzyc. A ja musze czekac do jutra ....

czwartek, 03 marca 2016
Nareszcie za oknem mam tylko widok

Wczoraj pierwsze byl rumor, az mi koty z lozka pspadaly  i siedzialy potem zdygane w korytarzu, pod drzwiami do sypialni. A potem objawila sie jasnosc, ale sie ucieszylam, ze juz nie bede chociaz tej paskudnej zielonej siatki ogladac. Jak slubny wrocil z pracy zaraz zameldowalam mu co sie stalo.

A dzisiaj od rana nastal halas i rumor jeszcez wiekszy niz wczoraj, a do tego ruch jakis niezwykly. I okolo poludnia bylo juz po wszystkim. Pobieglam po moj aparat dla jajoglowych, ale cham odmowil wspolpracy, chyba zdechl byl na amen. Musialam sie telefonem posluzyc, a potem namotalam sie troche, ale ostatecznie wpadlam na to jak te zdjecia zmniejszyc.

Patrzcie i podziwiajcie, bo za moim oknem nareszcie jest widok, widok bez rur rusztowania i bez zielonej siatki. Przez pol roku ogladalam swiat poprzez rusztowanie stojace wokol budynku i od jakiegos czasu czulam sie jak w wiezniu.

Mozecie tez podziwiac moje, a raczej nie moje, bo ja nigdy bym sobie takiego glupiego okna nie pozwolila zalozyc. Nie moge wyjsc z podziwu, dla tutejszej mody okien otwieranych na zewnatrz.

A tu Rufus siedzi i oglada, co sie tam na zewnatrz wyprawia. Przy otwartym oknie nie chcial siedziec, bo to bylo zbyt straszne patrzec na to co dzieje sie na dole, ale z za szyby to juz mozna.

Tak teraz wygladaja budynki w naszej czesci osiedla. Chociaz gdyby mnie ktos o to pytal, to ja wprowadzila bym wiecej kolorow.

Niestety nasz trawnik jeszcze przez jakis czas bedzie skladem budowlanym i nadal bedzie wygladal tak koszmarnie jak na zalaczonym obrazku. 

Pochwalilam sie corce, pochwalilam przyjaciolce i synowi. A z okzaji wyzwolenia nas od koszmarnego rusztowania, wznosze toast piwem. Teraz nareszcie bede mogla uzytkowac znowu nasze male patio, bede mogla wystawic suszarke z praniem, wywietrzyc poduszke a nawet koldre jak pogoda pozwoli. Chlopaki tez sie uciesza, jak tylko odkryja to, ze juz nikt nie wlazi na ich prywatny teren i beda mogly sobie siedziec w krzaczorach jak wczesniej i fytra wietrzyc.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40