RSS
sobota, 09 kwietnia 2016
Niedzielny spacer

 W ostatnia niedziele byla ladna sloneczna pogoda, wiec postanowilam ruszyc leniwe dupsko z fotela i wybrac sie na spacer. W pierwotnym planie mialam zakupy w Tesco na New Molden, bo jestem w potrzebie nowych leginsow i stanika, a najlepiej dwoch albo trzech zeby nie latac co chwile. Potem zmienilam plan i zrobilismy szybkie zakupy na Brixton, co zabiera nam zazwyczaj okolo godziny, razem z dojazdem. Obiadu tez nie gotowalam, bo mialam rolady wolowe z kasza. Po obiedzie ubralam sie i wyszlam. Dobrze zrobilam zmieniajac plany, bo na zakupy jak zwykle wybralismy sie okolo 13, wiec moj spacer rozpoczal sie pod wieczor.

Poszlam przed siebie, bez zadnego specjalnego planu, chcialam tylko dojsc do Tamizy, ale jakas inna droga niz zazwyczaj, a potem pojsc wzdluz niej w strone Tower Bridge i gdzies tam po drodze poprostu odrocic sie na piecie i wrocic do domu i tak wlasnie mniej wiecej uczynilam.

 

Tutaj zaczelam, nie jest to nasza Cedars Road, tylko rownolegla do niej Victoria Rise.

 

 A potem jakimis wczesniej nie znanymi mi sciezkami  doszlam do tego miejsca jest to Battersea Dogs & Cats Home, czyli schronisko dla zwierzat. Z tej strony wyglda niepozornie, ale mialam kiedys okazje widziec go z gory, jadac pociagiem i z tad wiem, ze jest to duze schronisko. Nie jest ono daleko od mojego domu, bo niespelna 40 minut spacerkiem.

 

 A tu juz jestem na Vauxhall, gdzie po lewej stronie jest juz rzeka.

 

A z drugiej, tam w glebi na zdjeciu, jest miejsce przez ktore przechodzilam prawie przez dwa lata, chodzac do biblioteki w Lilian Baylis.

 

Lubie te budynki, chociaz tak do konca nie wiem co autor maial na mysli projektujac je, bo ich szczyty mzna odbierac jako otwarte ksiazki, albo jak stare samoloty, dla mnie to samoloty.

 

  A to Lambeth Bridge i tutaj przeszlam na druga strone i zawrocilam w droge powrotna. Zeby spacer nie byl nudny, wracalam po polnocnej stronie Tamizy.

 

Powoli zaczelo sie sciemniac i jakby komus bylo za duzo slonca to zaczelo padac.

 Ha i nie tylko sie rozpadalo, bo nagle pociemnialo i rozpetala sie okropna burza z piorunami i grzmotami. Burza byla straszna, pierwsze w gorze przetoczyl sie grozny grzmot, a zaraz po nim rozblysla blyskawica przecinajac niebo z jednej strony na rduga, dlugim fantastycznym, bialym szlakiem i po chwili nastapila powtorka z rozrywki …  Szczesliwie przezylam ta straszna nawalnice, chociaz jak zwykle mialam niedosyt, bo na tych dwoch wyladowaniach niestety nastapil koniec. Wlasnie tak wygladaja tutaj burze i bywaja tak rzadko, ze chyba powinnam to odnotowywac w jakims pamietniku.

 

I jeszcze raz rzut oka na moje ulubione budynki i Vauxhall Bridge.


A tu Chelsea Bridge i wracam na poludniowego Londynu, a z tad mam troche ponad pol godzinki do domu. Caly spacerek zajal mi dokladnie 3 godziny. A gdy przeszlam przez most to przestalo padac.

A kto chcial by zobaczyc wszystkie zdjecia z mojego spaceru to zapraszam tutaj Widac na nich rowniez, ze Londyn to jeden wielki plac budowy. Wydawalo by sie, ze tutaj juz nie ma miejsca na nic nowego, ze to miasto ze swoimi waskimi ulicami i uliczkami jest totalnie zapchane, niec bardziej blednego. Tutaj buduje sie w kazdej dzielnicy, wszedzie gdzie wyburza sie cos starego, ale nie zabytkowego, nie nadajacego sie do remontu, to zaraz na to miejsce powstaje cos nowego.

czwartek, 07 kwietnia 2016
Sen w snie

Jestem w Bielsku, w swoim mieszkaniu. Budze sie. Jest rano, ale nie wiem ktora jest godzina. Jest tak jakos szaro, albo jakby zaczelo sie dopiero przejasniac, albo jak by byl bardzo pochmurny dzien. Wokol panuje cisza, taka cicha cisza, jak w nocy. Wstaje, wszystko w mieszkaniu wyglada inaczej, wcale mnie to nie dziwi, mamy juz nie ma, a teraz mieszka tu Lucyna, ale nie wiem gdzie jest. W polmroku nie widze zadnego zegara, wiec nadal nie wiem czy to ranek, czy wieczor. Czuje sie jakos dziwnie, ten polmrok jest rowniez dziwny.  Postanawiam pojsc do brata. Wychodze z bloku, na zewnatrz jest tak samo szaro, mrocznie jak w mieszkaniu i ta cisza. Wkolo nie widze zywego ducha. Ide do drugiego bloku, gdzie mieszka Darek i mysle sobie, ze moze spotkam po drodze Lucyne idaca do kosciola. W rece mam klucze, wiec otwieram sobie drzwi te na klatke schodowa i potem te do mieszkania. Tam rowniez jest taki gesty polmrok. Jest cicho, zadnego ruchu, wszyscy spaia. Cicho krece sie po duzym pokoju, ale nie wchodze do malego.

Budze sie. Jest rano i jasny sloneczny dzien. Jestem wyspana i mam dobry humor, wstaje. Ide do brata. Dzwonie na domofon, ktos otwiera mi drzwi. Kiedy znalalam sie w mieszkaniu przypominam sobie to co bylo wczesniej i opowiadam bratu i Sylwi, ze bylam u nich wczesniej i krecilam sie po duzym pokoju. Brat mowi mi, ze nie moglam tak lazic tam wczesniej, bo na podklodze, na materacu spal ich kolega. Faktycznie dopiero teraz spostrzegam, ze nie sa sami, maja goscia. To moze jednak sie nie krecilam, a moze lunatykowalam, bo to wszystko bylo takie jakies dziwne, nierzeczywiste, mowie bratu.

Rano budze sie, jest poniedzialek i przypominam sobie ten sen … Smieszy mnie to, ze chcialam spotkac w nim Lucyne idaca do kosciola, kiedy ona tak jak ja tam nie chodzi. A poza tym to przeciez ona teraz mieszka u mnie.

sobota, 02 kwietnia 2016
Dla usmiechu

Najlepsze Prima Aprilisowe żarty na świecie

piątek, 01 kwietnia 2016r.

Prima Aprilis jest świętem znanym i obchodzonym na całym świecie. Polega na robieniu psikusów, celowym wprowadzaniu w błąd, kłamaniu, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. Tego dnia w wielu mediach pojawiają się różne nieprawdziwe informacje. Pochodzenie święta nie jest jeszcze wyjaśnione. Mówi się że jego początki mogą sięgać czasów rzymskich.

Oczywiście można sobie robić kawały wsypując sól do herbaty zamiast cukru, czy strasząc plastikowym pająkiem, ale w historii bylo kilka niesamowitych żartów które warte sa przypomnienia. Oto 10 najlepszych:

10. W 1980 roku, BBC poinformowalo ze Big Ben aby sprostać oczekiwaniom techhnologicznym,  zostanie zastąpiony zegarem z odczytem elektronicznym. Informacja zaszokowała sluchaczy, którzy wydzwaniając do redakcji glośno wyrażali swój sprzeciw i niezadowolenie. Dodatkowo japonski oddział BBC oglosił, że zdemontowane z Big Bena wskazówki,  zostaną sprzedane pierwszym czterem słuchaczom którym uda się dodzwonić do rozgłośni. Jedną z pierwszych osób która zadzwoniła w sprawie zakupu wskazówek, byl japoński marynarz przebywajacy na statku na Atlantyku.

 9. W 2007 roku, świat obiegło zdjęcie zmumifikowanego stwora, przypominającego postacie z bajek. Zdjęcie zostało zamieszczone na stronie internetowej Kola Magik Co. Z infoirmacji tam zawartych dowiedzieć się można byo że zmumifikowany obiekt zostal znaleziony przez spacerujacego  z psem meżczyznę,  na starej rzymskiej drodze wiejskiej w hrabstwie Derbyshire. W dniu 1 kwietnia stronę odwiedziło dziesiatki tysiecy osób, wyslano równiez setki maili z zapytaniem o znalezisko.   Pod koniec dnia, właściciel witryny - Dan Baines,  wyznał że całe wydarzenie było mistyfikacją i że to on sam stworzył pokazanego na zdjęciach stworka. Spora grupa ludzi nawet po przekazaniu tej informacji przez Bainesa,  w dalszym ciągu nie chiała uwierzyc że to był tylko żart.

8. 1 kwietnia 1978 roku na zatoce Port Jackson w Sydnej pojawiła się barka holująca gigantyczny kawał lodu. Lokalny biznesmen,  milioner i poszukiwacz przygód - Dick Smith, oznajmił światu swój nowy pomysł na biznes. Otóż sprowadzane z Antarktydy olbrzymie kawały lodu miały być rozdrabniane i sprzedawane jako swieże kostki lodu wprost z czystych wód Antarktyki,  które poprawić mają każdy smak wypijanego napoju.  Niestety,  padający deszcz szbko zmył białą pianę do golenia z "góry lodowej" i odkrył plastikową bryłę i odkrywając mistyfikację.

 7. W 1860 roku mieszkańcy Londynu otrzymali następujące zaproszenie: "Tower of London zaprasza odbiorcę tego zaproszenia wraz z osobami towarzyszącymi, na coroczną ceremonię mycia białych lwów. Ceremonia odbędzie się w dniu 1 kwietnia 1860 roku. Wstep wyłącznie przez "White Gate" - "Bialą Bramę" . W południe, wielki tłum zebrał się na zewnątrz twierdzy.  Zgromadzeni ludzie nie kryli rozczarowania ze nie dane im było zobaczyć jakichkolwiek lwów - nie wspominajac o białych.

 6. 1 kwietnia 1998 roku, amerykański Burger King opublikował na jednej całej stronie dziennika USA Today,  ogłoszenie reklamujące nowego hamburgera. "Przeznaczony dla 32 milionów amerykańskich leworęcznych klientów -  Left Handed Whopper - zawiera te same składniki co oryginalny Whopper, ale wszystkie dodatki są w nim obrócone o 180 stopni."Tysiace leworęcznych klientów przybyły do restauracji w całych Stanach, aby zamówić  specjalną kanapkę, a wielu pozostałych prosiło obslugę o wersję praworęczną.

 5. W dni 1 kwietnia 1972r, nagłówki gazet na świecie ogłosiły odnalezienie martwego ciala potwora z Loch Ness. Zespól zoologów z Flamingo Park w Yorkshire, którzy będąc w Loch Ness poszukiwali dowodów na istnienie potwora,  dzień wczesniej odkryli jakieś pywające w jeziorze zwłoki. Wstępny raport podawał iz znalezisko waży  póltorej  tony i mierzy 4 metry i 72 cm dlugosci. Po dokladnej inspekcji potwór z Loch Ness okazał się martwym słoniem morskim który kilka dni wczesniej zdechł we Flamingo Park.  John Shields pracownik dydaktyczny parku,  przyznał ze był odpowiedzialny za umieszczenie ciala martwego zwierzęcia w jeziorze. Słoń morski padł tydzien wczesniej - zanim wrzucono go do jeziora ogolono mu wasy, w jego policzki wsadzono kamienie i przez tydzieą przechowywano w zamraźarce.

 4. W 1977 roku dziennik The Guardian, opublikował siedmiostronicowy "Raport Specjalny" O San Serriffe - małym kraju połozonym na kilku wyspach Oceanu Indyjskiego. Dwie glówne  wyspy Górna i Dolna Caisse  miały kształt średnika. Raport tworzyła seria artykulów na temat historii, geografii i codziennego życia na idyllicznych wyspach.  Telefony zainteresowanych wyjazdem na wakacje na San Serriffe dzwonily cały dzien. Czytelnicy chcieli się jak najwięcej dowiedzieć na temat tego wspaniałego kurortu.  Ta mistyfikacja rozpoczeła tradcję publikowania w prasie spreparowanch informacji w Prima Aprilis.

 3. Podczas wywiadu w studiu radiowym BBC2, 1 kwietnia 1976 roku we wczesnych  godzinach porannych,  astronom Patric Moore oglosił, że o godzinie  09:47 spodziewane jest zdarzajace sie tylko raz na kilkadziesiąt lat wydarzenie astronomiczne. O tej porze Planeta Pluton miala przesunąć się za Jowiszem, powodując w momencie ich zrównania  zmniejszenie grawitacji wlasnej Ziemi. Patric Moore powiedział słuchaczom, że jeśli o wskazanej porze podskoczą to odczują wrażenie nieważkosci, będzie im się wydawało że "pływają w powietrzu". Radio BBC otrzymało setki telefonów od słuchaczy twierdzących ze doznali opisywanego przez astronautę uczucia.

 2. Jednym z najbardziej znanych Prima Aprilisowych żartów jest ten z 1957 roku. To wyemitowany na kanale TV Panorama, trzyminutowy materiał o rekordowych zbiorach spagetti na poludniu Szwajcarii. Według zawartego w materiale filmowym komentarza, "tak bogate zbiory,  zawdzięczamy wyjatkowo łagodnej w tym roku zimie,  oraz braku zagrożenia za strony owada - wołka spagetti". Na pokazanym filmie widać,  jak szwajcarska rodzina zbiera z drzew makaron spagetti i umieszcza go w koszach. Komentarz na zakonczenie filmu brzmiał "Dla tych którzy kochaja to danie -  nie ma to jak prawdziwe, rodzime spagetti" I znowu dziesiątki osób wydzwanialy do telewizji aby dowiedzieć się jak mogą  wyhodowac własne drzewo spagetti. .  BBC odpowiadalo jednakowo wszystkim zainteresowanym - "zanurz nitkę makaronu spagetti w sosie pomidorowym z puszki i czekaj mając nadzieję ze wyrośnie"

 1. W Szwecji w 1962 roku był tylko jeden kanał telewizyjny na dodatek  emitowany w kolorze czarno-białym. Stacja oglosiła ze ich ekspert techniczny Kjell Stensson, ma dla telewidzów bardzo ciekawą informację. Otóż odkrył on,  że pokrycie kineskopu odbiornika telewizyjnego parą rajstop,  powoduje lekkie załamanie światła w taki sposób, iż wydaje się jakby obraz był kolorowy. Następnie Stensson poinstruował widzów,  jak mają rozciąć pończochę i przykleić ją na ekranie swojego telewizora.Tysiace widzów dało się nabrćc na ten świetny żart. Wielu Szwedów do dziś wspomina, jak ich ojcowie i dziadkowie miotali się po domu w poszukiwaniu odpowiedniej pary pończoch. Jednak regularne transmisje telewizji kolorowej,  rozpoczęly sie w Szwecji dopiero 1 kwietnia 1970 roku.

Anna Frach, TheFad.pl

Arykul z THE END, mial sie tu pojawic wczoraj, ale czasu zabraklo. A kto by chcial oryginal, ze zdjeciami to jest tutaj.

sobota, 26 marca 2016
>> >>

Milo spedzonego wielkanocnego czasu

Wielkiej Nocy czas nadchodzi.

caly dzien sie kazdy glodzi,

by moc jutro o poranku,

siasc za stolem przy sniadanku,

Zjesc kosz caly z jajeczkami,

zajacami i kaczkami.

A juz nastepnego ranka,

wiadrem wody zlac baranka.

 

 

środa, 16 marca 2016
Poniedzialkowe wrazenia, wrozba i cos wiecej ... Oby nowa przygoda

Bylam tam w poniedzialek, zobaczylam i nadal pozostaje pod ogromnym wrazeniem. Dziwne, ale czuje sie jakby to miejsce mnie przyciagalo … Ciagle, rano, wieczor i w poludnie jak migawki,  w mojej glowie pojawiaja sie obrazy z tamtad. Mysl o tym miejscu nagle przerywa mi tok moich codziennych mysli … .Tych madrych i tych glupich, wdziera sie bez ostrzezenia pomiedzy sol a pieprz sypany do barszczu … I tak ciagle, nieprzerwanie od poniedzialkowego popoludnia, kiedy stojac przy recepcji pozegnalam sie z Barbara, a potem wyszlam z tego, tak magicznego dla mnie miejsca.

Jadac tam w mojej glowie pojawila sie mysl, ze jak od przystanku na ktorym mam wysiasc, trafie tam bez problemow, to w sprawie ktora dreczy mnie ostatno i sen z powiek spedza, nastapi przelom i wszystko bedzie dobrze.

Moze to brzmi glupio, ale ja tak mam, takie nagle mysli, ktore gdzies tam nagle, zupelnie bez zwiaku z sytuacja, pojawiaja sie w mojej glowie, mysli ktore nazywam wrozbami, a potem te wrozby mi sie spelniaja.

O dziwo, trafilam bez problemow, co w moim przypadku wcale nie jest takie oczywiste. Nie mam jeszcze zainstalowanych map w telefonie, wiec musialam polegac na tym co sobie odpisalam z opisu na necie, a to niestety ni jak mialo sie do rzeczywistosci. Poza tym w moim przypadku dojscie w dane miejsce nigdy nie jest takie oczywiste, bo kiedy ja udaje sie gdzies pierwszy raz to zazwyczaj bladze i gubie sie w zeznaniach. A tu o dziwo, skrecilam w lewo jak mi opis nakazywal i zaraz sie zorientowalam, ze cos jest nie tak, wiec cofnelam sie i poszlam dalej prosto. Zastanawialam sie potem, po kiego licha, od przystanku do wejscia glownego, mialam tyle razy skrecac i kluczac bez potrzeby. Kiedy od przystanku wystarczylo przejsc na druga strone ulicy, a potem kawaleczek isc prosto i skrecic w pierwsza w prawo i dalej isc juz prosto i po lewej jest glowne wejscie do college.

A gdzie bylam? Dobra po kolei: O tym, ze moj wolontariat w bibliotece sie skonczyl, wspominialam mimochodem przy okazji skradzionego prtfela. Ten wtorek kiedy mi go buchnieto, byl moim ostatnim dniem w bibliotece, w Lilian Baylis Technology School, byl to rowniez ostatni tydzien pracy Barbary w tym miejscu. Po feriach (od 22.II) Barbara zaczela prace w King’s College School. Odchodzila z tamtad na emeryture bibliotekarka, po 25 latach parcy. Pewnie nie bylo latwo, pewnie byli inni kandydaci, ale to wlasnie Barbara dostala ta prace, wloszka ktora jest tutaj w Londynie, niewiele dluzej ode mnie, a w Lilian Baylis pracowala od 2008.  Umowilysmy sie, ze jak juz troche sie zaaklimatyzuje w nowym miejscu, to dowie sie jak tam wygladaja sprawy z praca wolontariuszy. i da mi znac co i jak. W ubieglym tygodniu dostalam od niej maila i umowilysmy sie na spotkanie w szkole, na poniedzialek o 13:30. Byl to czas przerwy na lunch, ktory trwa tam 1.5 godz i praktycznie caly ten czas spedzilysmy razem. Barbara powiedziala mi, ze mowila o mnie swojej manager i ustalilysmy, ze umowi mnie na interview po wielkanocy. Pouczyla mnie jak mam sie ubrac i ze bede musiala opowiedziec na pewne pytania. Ja to wiem, ale ona sie martwi, bo rowniez chciala by abym nadal z nia pracowala. Ma asystentke, ale mowiac o tym, ze ja ma uniosla tylko znaczaco oczy w gore, nie skomentowalam tego, poza tym powiedziala jeszcze tylko to, ze teraz jej nie ma, bo jest chora.

Barbara jest dla mnie tutaj pierwsza osoba z ktora cos zaiskrzylo i sympatia idzie z obu stron i obie chcialybysmy utrzymac ta wspolprace i znajomosc.

Oczywiscie pokazala mi biblioteke dla seniorow, ta w ktorej mam nadzieje pracowac. Bibloteke dla junorow tez widzialam, ale pozniej. Kozystajac z tego, ze akurat nie ma zajec, oprowadzila mnie troche po College i pokazala mi jego niewielka czesc. Calosci kompleksu w tym czasie nie dalo by sie ogarnac, bo college jest ogromny. W trakcie naszej wycieczki zaszlysmy do jednej z najstarszchych czesci i tam unosil sie taki specyficzny zapach starego, zabytkowego budynku. Pod koniec naszego zwiedzania doszlysmy do czesci college przeznaczonej dla juniorow. Tam na recepcji Barbara powiedziala kim obie jestesmy i powiedziala, ze chcialysmy zobaczyc biblioteke. Pani byla bardzo mila i zaprowadzila nas tam, a przy okazji dowiadzialysmy sie, ze owa pani to rowniez Barbara, co nas rozbawilo. Bibloiteka dla dzieciakow jest tak przyjemnym i przytulnym miejscem, ze az chcialo mi sie poszukac jakiegos Kubusia Puchatka i usiasc z nim przy stoliku. Barbara byla zachwycona panujacym tam porzadkiem, krecila glowa jakby nie dowierzala temu co widzi i porownywala ten stan z tym co zostawila w Lilian Baylis, gdzie ciagle trzeba bylo ukladac ksiazki na poklach i czlowiek czul sie jak jakis Syzyf, tez to robilam to wiem, czesto rece opadaly i nie tylko. Po wyjsciu z tamtad wrocilysmy do, mysle ze naszej biblioteki, po moje rzeczy i Barbara odprowadzila mnie do recepcji. Tam oddalam identyfikator gloszacy, ze jestem gosciem i wpisalam w ksiazce czas wyjscia. Pozegnalysmy sie z Barbara dosc wylewnie, az pani z za biurka popatrzyla na nas z zaciekawieniem, wiec Barbara, nie po raz pierwszy tego dnia, wyjasnila w jaki sposob sie poznalysmy i ze obie liczymy na to, ze bede mogla tutaj pracowac jako wolontariusz.

A potem, juz na zewnatrz poczulam sie jak we snie. Jechalam autobusem i nawet nie wlaczalam ksiazki do sluchania, bez czego zazwyczaj zyc nie moge, poprostu nie byla bym w stanie niczego sluchac. Napisalam tylko SMS-a do Lucyny. Bylam i nadal pozostaje pod ogromnym wrazeniem tego miejsca. Stara prywatna szkola z tradycjami, stare budynki, pieknie utrzymany teren i ta niesamowita atmosfera tam panujaca, nie potrafie tego ubrac w slowa … Nie pamietam juz, co ostatnio wywarlo na nnie tak ogromne wrazenie.

I ja chce, bardzo chce dostac ten wolontariat. Czuje jak to miejsce mnie przyciaga. Moze udalo by sie potem pracowac jako asystant bibliotekarza, takie marzenie pojawilo sie w mojej glowie. A czemu nie, ksiazki kocham od najwczesniejszych lat, zapamietanie nazwisk autorow, czy tytulow nie sprawia mi wiekszego klopotu, a w dobie internetu zawsze mozna odswierzyc pamiec. Trzeba by sie bylo tylko w tym temacie podszkolic. I trzeba bylo by, a to juz jest troche trudniejsze jak dla mnie, podszkolic sie w obsludze komputera i innych urzadzen skanujaco – kopiujacych itp, ale co mi tam i tak prawie kazdego dnia, ucze sie czegos nowego uzywajac kompa. Zdaje sobie z tego sprawe, ze nowoczesna biblioteka to teraz nie tylko ksiazki i czasopisma, ale rowniez filmy czy muzyka na CD czy DVD, ze to rowniez dostep do komputerow, internet itp itd … A moze zrobie jakis kurs w tym kierunku, musze sie zorientowac co i jak. 

Wszystko okaze sie po feriach swiatecznych. Trzymanie kciokow i przesylanie dobraj energi, mile widziane :-)

czwartek, 10 marca 2016
Juz wiem ...

Dostalam skan od brata i moje obawy moge wyrzucic do kosza, na szczescie. Okazalo sie, ze jest to oswiadczenie o odrzuceniu spadku. Od kilku lat siostra odgrazala sie mamie, ze to zrobi, bo nie ma ochoty splacac zadnych jej dlugow. A jako, ze grabie ciagnal tylko w jedna strone, to kase mozna tylko brac, a w duga storne to nie dziala … Z 50 razy sie mnie pytala, czy aby na pewno wszystko jest juz spalacone, a jednak nadl trzepala gaciami, zeby nie wyszlo cos o czym moglismy nie wiedziec.

A gdyby jednak, mama jeszcze cos tam miala o czym nikt z nas nie wiedzial i wyszlo by to za jakis czas, to miala bym ubaw po pachy. Tylko, ze to jest niemozliwe, bo siostra na pewno zanim zlozyla to oswiadczenie do sadu to wszystko dokladnie sprawdzila, jestem tego pewna na 100%, a nawet na 1000%.

Moge oddetchnac spokojnie, ale przekazy z Western Union jednak zachowam, przykro mi, ale nie ufam mojej siostrze.

A jednak ciesze sie, ze teorie spiskowe moga wyrzucic do kosza :-) I zycze sobie i bratu aby to juz byl koniec.

środa, 09 marca 2016
No nie wiem i szlak mnie trafia

A mialo byc o biblotece, i jeszcze o nie maniu rusztowania, i drapniu drapaka ….. Ale nie bedzie, bo mnie szlak trafil jak grom z jasnego nieba i musze to z siebie wyrzucic

Myslalam, no myslalam, ze to juz koniec, o ja naiwna …

Tak jakos dwa dni temu snilo mi sie, ze moja siostra upominala sie o wanne, twierdzac, ze ta co jest w mieszkaniu mamy jest jej, bo ona ja mamie dala i chce ja z powrotem, no rece mi opadly, ale dla swietego spokoju powiedzialam zeby se ja brala.

Niby glupi sen, bo przeciez wszyscy wiedza, ze ta wanna tam byla i jest stara chyba jak ten blok, ale od tego snu nie opuszczalo mnie uczucie niepokoju. Kiedy slubny wrocil z roboty opowiedzialam mu co mi sie snilo, wkurzyl sie i rzucil ze zloscia: “kurwa, jaka znowu wane”

A dzisiaj dostalam SMS-a od brata: “zadzwon do mnie na skype OK”. Odpisalam, ze jak wroce to zadzwonie, bo akurat bylam poza domem. A jakze, zadzwonilam i szlak mnie trafil, brat mi doniosl, ze dostal pismo z sadu w ktorym stoi, ze siostra wystapila o nabycie spadku po mamie. No to ja sie zapytuje, do cholery jasnej, jakiego spadku? No, bo chyba, ze ja o czyms nie wiem … No, moze nie wiem, bo moze tam zostal jeszcze jakis zapomniany kawalek ziemi ktorego moja mama nie zdazyla sprzedac i o nim zapomniala … Bo mysle, ze nie chodzi jej o mieszkanie, bo ono jest moje, tylko to dostalam od matki i mam notarialny akt wlasnosci, mama go wykupila i przepisala od razu na mnie juz 10 lat temu. Nie chodzi jej tez chyba o rzeczy ktore tam byly, bo przeciez wie, ze meble to byly te stare segmeny jeszcze po niej, ktore zostawila mamie laskawie jak sie od niej wyprowadzala. Zreszta wszystkie sprzety ktore sie tam znadowaly, byly co najmniej 20-sto letnie, no oprocz pralki ktora zabrala, kuchenki ktora ja splacalam i pieca lazienkowego ktory z calej reszty gratow byl najmodszy. Z tego co jeszcze sie znajdowalo w mieszkaniu to obrazy, ale kazdy byl podpisany imieniem tego dziecka, czy wnuka, dla ktorego byl przez mame przeznaczony.

No wiec co do cholery, bo nie wiem … ale znajac moja siostre moge sie spodziewac wszystkiego. Jeszcze jak mama zyla odgrazala sie, ze odbierze mi to mieszkanie, bo ja nie wypelniam obowiazkow wzgledem matki, a ona ma znajomych prawnikow … Jakby co, to ja na szczescie zachowalam wszystkie przekazy z Western Union, od kiedy wysylalam mamie kase aby pomoc jej splacic dlugi ktorych narobila.

Jutro brat mi zeskanuje to pismo i wysle mailem, to zobacze o co dokladnie chodzi, ale do jutra to sie chyba zadrapie, bo z nnerw jakiejs swedzawki dostalam. 

I prosze sie nie dziwic, ze moj brat sam nie wyczytal o co zacz stoi. Moj brat mysli wolniej niz inni, a jak to dostal to tyz sie w.... I kaz tu ciezkiemu przypadkowi dysleksji, w stanie silnego w... przeczytac urzedowe pismo ze zrozumieniem, a zeby bylo smieszniej to potem jeszcze kaz mu powiedziec drugiej osobie o co w tym chodzi ... Znajac mojego brata, tego sie nie da zrobic.

Sen mara, bog wiara, i jak tu w sny nie wierzyc. A ja musze czekac do jutra ....

czwartek, 03 marca 2016
Nareszcie za oknem mam tylko widok

Wczoraj pierwsze byl rumor, az mi koty z lozka pspadaly  i siedzialy potem zdygane w korytarzu, pod drzwiami do sypialni. A potem objawila sie jasnosc, ale sie ucieszylam, ze juz nie bede chociaz tej paskudnej zielonej siatki ogladac. Jak slubny wrocil z pracy zaraz zameldowalam mu co sie stalo.

A dzisiaj od rana nastal halas i rumor jeszcez wiekszy niz wczoraj, a do tego ruch jakis niezwykly. I okolo poludnia bylo juz po wszystkim. Pobieglam po moj aparat dla jajoglowych, ale cham odmowil wspolpracy, chyba zdechl byl na amen. Musialam sie telefonem posluzyc, a potem namotalam sie troche, ale ostatecznie wpadlam na to jak te zdjecia zmniejszyc.

Patrzcie i podziwiajcie, bo za moim oknem nareszcie jest widok, widok bez rur rusztowania i bez zielonej siatki. Przez pol roku ogladalam swiat poprzez rusztowanie stojace wokol budynku i od jakiegos czasu czulam sie jak w wiezniu.

Mozecie tez podziwiac moje, a raczej nie moje, bo ja nigdy bym sobie takiego glupiego okna nie pozwolila zalozyc. Nie moge wyjsc z podziwu, dla tutejszej mody okien otwieranych na zewnatrz.

A tu Rufus siedzi i oglada, co sie tam na zewnatrz wyprawia. Przy otwartym oknie nie chcial siedziec, bo to bylo zbyt straszne patrzec na to co dzieje sie na dole, ale z za szyby to juz mozna.

Tak teraz wygladaja budynki w naszej czesci osiedla. Chociaz gdyby mnie ktos o to pytal, to ja wprowadzila bym wiecej kolorow.

Niestety nasz trawnik jeszcze przez jakis czas bedzie skladem budowlanym i nadal bedzie wygladal tak koszmarnie jak na zalaczonym obrazku. 

Pochwalilam sie corce, pochwalilam przyjaciolce i synowi. A z okzaji wyzwolenia nas od koszmarnego rusztowania, wznosze toast piwem. Teraz nareszcie bede mogla uzytkowac znowu nasze male patio, bede mogla wystawic suszarke z praniem, wywietrzyc poduszke a nawet koldre jak pogoda pozwoli. Chlopaki tez sie uciesza, jak tylko odkryja to, ze juz nikt nie wlazi na ich prywatny teren i beda mogly sobie siedziec w krzaczorach jak wczesniej i fytra wietrzyc.

sobota, 20 lutego 2016
Koty mojego zycia - Pierwszy

Nie pamietam jego imienia, na pewno mial jakies, ale to bylo juz tak dawno …

Nie chodzilam jeszcze do szkoly, mialam 5 a moze 6 lat, ale cala historia zaczela sie rok wczesniej. Jako dzieciak cale wakacje spedzalam u babci. Cale lato molestowalam ja o kotka, do znudzenia zameczlam, ze chciala bym miec takiego malutkiego, czarnego, z zielonymi oczami … Babcia cierpliwie tlumaczyla, ze nie potrzebyje drugiego kota, ze nie wiadomo jak stary potraktuje malego, a tak wogole to kto sie bedzie tym kociakiem zajmowal itd. Babcia swoje, a ja swoje i tak temat ciagle wracal jak bumerang przez cale wakacje. A potem lato sie skonczylo i mama zabrala mnie do domu i znowu musialam chodzic do znienawidzonego przedszkola. Potem byly swieta, te z choinka i te drugie z pisankami, a potem koniec przedszkola i wakacje i ja znowu poszlam do babci. Jakos niedlugo, moze kilka dni po tym jak mama mnie tam przyprowadzila, babcia weszla do izby, trzymajac podkasany fartuch w dloni, a druga zamknela dokladnie drzwi. A potem puscila ten fartuch z ktorego wyprysnelo cos i czmychnelo pod szafe. Babcia powiedziala do mnie tak: “nie bylo czrnego, tylko laciaty, ale masz sie nim zajmowac, masz go karmic, a jak nie bedziesz dbac o niego jak nalezy, to odniose go do Heli, a teraz wyciagnij go z pod tej szafy i pilnuj zeby Ci nie uciekl”. Po czym wyszla zamykajac drzwi za soba. Bylam z lekka oszolomiona, ale szczesliwa, bo spelnilo sie moje marzenie, jednoczesnie bylam wystraszona, bo kompletnie nie wiedzialam jak mam kociaka z pod tej szfy wyciagnac.  Cale to szczescie, spadlo na mnie jak grom z jasnego nieba. Pomyslalam troche i wykombinowalam jak wywabic kociaka z kryjowki. Pomyszkowalam troche w sieniszafce (byla to szafka ktora stala w korytarzu i babcia chowala tam rozne rzeczy) i jako przynete podprowadzilam babci kilka plasterkow kielbasy. Pierwsze plasterki kociak porwal w calosci i niestety nadal pozostal ukryty w pod szafowych czelusciach. Nie chcac kroic wiecej kielbasy, w obawie przd bura, to co mi zostalo pokroilam na malutkie kawaleczki i nadal wywabialam zwierzaka z kryjowki. Wcale nie bylo to latwe, bo kociak byl na pol dziki, kotka jak zwykle okocila sie gdzies na strychu i male praktycznie nie znaly czlowieka. Jak juz wyszedl na tyle, ze go zlapalam, to juz byl moj i praktycznie od tej chwili stalismy sie nierozlaczna para. Nie wazne bylo to, ze nie byl czarny, dla mnie byl sliczny, bialy w czarne laty i z zielonymi oczami. Wzielam sobie do serca przestrogi babci i bardzo dbalam o mojego kotka, poilam go mlekiem, karmilam resztkami z obiadu, a on wszedzie za mna chodzil.

I prosze sie tu nie obruszac, ze kotom nie daje sie mleka i nie karmi sie ich resztkami z obiadu, bo to bylo jakies 45 lat temu a wtedy na wsi wlasnie tak zywilo sie koty.

Mam w pamieci jeszcze taki obrazek, jak na schodach prowadzacych na strych ukladam malutkie kawaleczki kielbasy, a potem siadm bez ruchu na dole i czekam … Widze jak kot schodzi na dol po jednym schodzie i zatrzymuje sie na kazdym aby zjesc przynete. Ja siedze cierpliwie i czekam az zejdzie na sam dol, nie ruszam sie, bo pierwsza proba sie nie powiodla i musialam uzupelnic to co zostalo pozarte … Wydaje mi sie, ze mi jednak zwial i ewakuowal sie na strych, wiec potem musialam go zlapac.

Jakos niedlugo po mnie, ciotka Roia przywiozla Ale, moja kuzynke, do jej babci (moja i Ali babcia byly siostrami). Ciotka Tereska (siostra mojej babci) zawsze sadzala kwoke na jajkach i kiedy wykluly sie piskleta, niestety jedno z nich mialo jedna nozke bardziej, a dokladnie to nie chcialo jesc i bylo kulawe. Ciotka chciala go zlikwidowac, ale Akla uprosila swoja babcie zeby dala jej tego pisklaka pod opieke. I tym sposobem ja mialam kociaka, a Alka kurczaka i teraz lazilismy wszedzie we czworke. Alka karmila to swoje piskle, ktore pod jej czula opieka zaczelo jesc i kustykalo za nia jak za kwoka, a jak nie nadazalo, albo tracilo sily to Alka brala go do kieszeni albo na rece, zwijalo sie wtedy w kulke jak pod skrzydelem kwoki.

Obie uwielbialysmy wtedy dorabiac z kurami. A dokladnie to na wszelkie sposoby probowalaysmy te kury oswoic, na przyklad przynoszac im rozne smakolyki w postaci jakiegos zielska, albo dzdzownic, one poprostu uwielbialy te robale. To oswajanie szlo nam roznie, ale efekt byl taki, ze ptaszyska co prawda nie pchaly sie nam do rak i na kolana do glaskania nie wlazily, ale stadko nie uciekalo przed nami i zawsze gdy pojawialysmy sie w jego poblizu to z zainteresowaniem podchodzily,  aby sprawdzic czy aby nie przynioslysmy im czegos dobrego. Tego lata najczesciej mozna nas bylo zobaczyc siedzace pomiedzy stadkiem kur, a razem z naszymi milusinskimi. Oba zwierzaki trzymaly sie blisko nas, a co za tym idzie rowniez blisko siebie. Moj kotek nie robil krzywdy pisklakowi i nie zdradzal wzgledem niego zadnych morderczych zapedow.

Kotek jadl to co akurat bylo na stole, nie, on nie wychodzil na stol, ale dostawal to co my akurat jedlismy. Mial tez ciekawy sposob jedzenia, nie jadl tak jak inne koty, ale nabieral sobie troche na lapke, ktora uzywal podobnie jak my widelc.

Nie pamietam tez, aby kot rezydent, zwany Popiolkiem, bil czy przganial malego. Mysle, ze nie mial zadnych morderczych zapedow w stosunku do niego.

To bylo cudowne lato, ktore niestety jak kazde rowniez dobieglo konca. Niepokoilam sie bardzo, o to co bedzie dalej z moim kotkiem, bo dokladnie mialam w pamieci to co mi babcia powiedziala kiedy go przyniosla . Bardzo sie martwilam, ze jak ja pojde do domu to babcia odniesie malego do Heli. W koncu zadalam jej pytanie: “babciu to jak to teraz bedzie, bo ja musze wracaic do domu i nie bede sie mogla dalej zajmowac kotkiem i nie moge go zabrac ze soba?” Babcia powiedziala mi: “nie martw sie, teraz ja bede sie nim opiekowac, a jak znowu przyjdziesz za rok, on bedzie tu na Ciebie czekal”. Po tym zapewnieniu spokojnie wrocilam do domu.

Niestety juz wiecej nie zobaczylam mojego kotka. Kiedy przyszlam na nastepne wakacje, pytalam o niego, ale babcia nie chciala mi nic powiedziec. Nie pamietam dokladnie, ale chyba obiecala mi, ze kiedys mi powie. Powiedziala mi tylko, ze gdy Alka pojechala do domu, to kurczak pozbawiony opieki przestal jesc i zdechl.

Dopiero po jakims czasie, babcia powiedziala mi co sie stalo. Sasiadka z za polotu oskarzala kociaka o to, ze morduje jej kury, babcia odpierala jej ataki twierdzac, ze to niemozliwe poniewaz on sie z kurami wychowal i na wlsanym podworku ciagle kreci sie pomiedzy nimi. Niestety do sasiadki to nie docieralo i odgrazala sie, ze kota struje. Jednego dnia wrocil do domu i zaczal wymiotowac, ogolnie bralo go na dwie strony, meczyl sie bardzo i w nocy zakonczyl swoje krotkie zycie, zimy juz nie dozyl. Opowiadala mi to ze lzami w oczach i zloscia w glosie. Pelna emocji prawie wykrzykiwala, jakim to wrednym czlowiekiem trzeba byc zeby tak potraktowac bezbronne zwierze. I zloscila sie na to, ze durna baba wymyslila sobie, ze kot mordowal jej kury, a przeciez wiadomo, ze jak on sie z kurami wychowal to nie bedzie na nie polowal. Wspominala tez jaki to byl madry kotek i jak fajnie jadl lapka.

Mysle, ze babcia dobrze zrobila, ze nie powiedziala mi tego od razu, a poczekala az bede troche starsza.

Pierwszy zawsze pozostanie w mojej pamieci, chociaz mgliscie, ale zawsze z wielka przyjemnoscia bede wspominac to lato z nim. To wlasnie w tamte wakacje, z przed wielu lat zaczela sie moja przygoda i wielka milosc do kotow, humm a moze to jednak zaczelo sie troche wczesniej ...

piątek, 19 lutego 2016
Refleksje z nad rozbitego kieliszka ...

Nie naleze do osob ktore sieja spustoszenie w swojej kuchennej zastawie, rzadko zdaza mi sie cos rozbic. Tutaj jak mieszkamy juz prawie 7 lat, udalo mi sie pozbawic zycia niewiele przedmiotow. A byl to, moj nieodzalowany kubek z kotkami. Szklanka z ktorej pilam wode, a ktora po swojej tragicznej smierci zostala zastapiona kubkiem. Potem jednemu kubkowi podczas mycia urwalam uszko … sama nie wiem jak sie to stalo. Byl tez pekniety talerzyk, ktory dobilam w trakcie mycia, a slubnemu ubilam kubek, co wypominal mi potem przez jakis czas. Pamietam tez, ze cos szklanego rozbilo mi sie w zlewie, co doprowadzilo mnie prawie do napadu paniki, mam taki uraz z dziecinstwa. Byl tez jakis sloik, ktorego szczatki sprzatalam z podlogi, wiecej grzechow nie pamietam.

A tu nagle, w srode lup, w trakcie mycia naczyn stracilam lokciem kieliszek stojacy na blacie, ktory rozprysnal sie na wiele szpiczastych, zagrazajacych mojemu cialu kawalkow. Nigdy nic nie stawiam przd myciem w tym miejscu, ale tak jakos zaplatal mi sie tam ... Gdy zamiatalam te skorupy na lopatke, przyszla mi do glowy mysl, ze kiedys tam, dawno, tluko sie szklo na szczescie … I moze ten kieliszek rozbil sie dla mnie, wlasnie na szczescie. A wczesniej zanim spadl myslalam o moim pradziadku, ktory zawsze kojarzy mi sie z powodzeniem w interesach i tak jakos w moich myslach pradziadkowe powodzenie, polaczylo sie ze szczesciem z rozbitego kieliszka, czasem dziwnie klebia sie moje mysli … ale …

Wlasnie szczescie przydalo by sie bardzo, poniewaz wiesci z sprawie spedzajacej sen z powiek, sa niestety coraz gorsze. Od ostatnich az wlos mi sie na glowie zjezyl i dech mi zaparlo. Najgorsze jest to, ze nic nie moge zrobic, w zaden sposob pomoc, na nic nie mam wplywu, a bezsilnosc dobija …

Na dodatek jakos miesac temu jakis ch.. wjechal mojemu A. w bok. Auto jest w warsztacie, a ten ony grozi sprawa twierdzac, ze to moj slubny jechal na czerwonym, musiala bym z nim nie jezdzic zeby w takie bzdury uwierzyc. Moj chlop ma prawko od 30 lat i nigdy nie mial zadnej stluczki, nigdy nikomu w dupe nie wjechal, nigdy tez nie zarobil zadnego punktu karnego, w Polsce nawet nie zarobil zadnego mandatu. A tutaj jak mieszka i jezdzi prawie 11 lat, to dostal chyba tylko jeden mandat. Strasznie sie wkurzyl i wzial prawnika, wystapil tez o zastepczy samochod, wiec jak narazie bujamy sie mercedesem, niestety nie jest to kombi wiec i tak utrudnia mu to prace.

 Mowia, ze nieszczescia parami chodza, ale teraz to trafilo sie nam chyba prawie stado, bo do tego jeszcze jakies chorobsko nas meczy. Slubny zalapal jakiegos zlosliwego bakcyla ktory gnebi go i opuscic nie chce. Wczesniej byl chory, chyrlal okrutnie, meczyl sie tak ponad tydzien i juz zadawalo sie, ze ony bakcyl poszedl se precz, a tu lup, powtorka z rozrywki, bakcyl znowu meczy kaszlem i innymi atrakcjami. Ja od czasu jak w styczniu nawiedzilo mnie jakis zlosliwe “cus”, ktore meczylo mnie niemilosiernie caly tydzien, jak narazie jakos sie trzymam, wspomagajac witamina C caly czas.

Do tego wszystkiego, tydzien temu w bibliotece ktos mi portfel skroil. Prawei dwa lata tam chodzilam i zawsze moja siatka z torebka w srodku, stala tam sobie spokojnie w kacie u Barbary w kanciapie, az tu nagle w moj ostatni dzien taka nieprzyjemnosc. Nie nosilam tam nigdy ze soba kasy, zazwyczaj tylko jakies drobne i teraz mialam okolo £12. Barbara od razu zglosila ten fakt gdzie nalezy, ale nie sadze aby portfel sie odnalazl. Mialam w nim niewazny dowod i karte do bankomatu. Barbara tez od razu zadzwoila do mojego banku, zeby mi ta karte zablokowali / uniewaznili. Do pieciu dni roboczych mialam dostac nowa, ale jeszcze nie nadeszla … bede musiala chyba pujsc tam osobiscie, dobrze ze nie mam daleko.

Tak sobie myslalam sprzatajac te skorupy, ze to z samochodem, te gnebiace nas teraz chorobska i ten buchniety portfel, to jeszcze nie jest takie straszne, ale najgorsze jest tamto, tamta sprawa na ktora praktycznie nie mam zadnego wplywu … I gdyby tak ten kieliszek rozbil sie na szczesliwe zakonczenie tej sprawy, to ja moge nawet codziennie cos poswiecic ….

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40