RSS
niedziela, 17 marca 2019
NOWE MIWJSCE W NECIE

Zalozylam nowy blog, ale nie bede tam importowac wszystkiech postow ktore mam tutaj, te skopiowalam sobie recznie, wszystkie, razem ze zdjeciami i komantarzami.

Teraz mozna mnie odwiedzac i czytac tutaj

https://dinasblog.home.blog/

:-) 

To jest moj ostatni post w tym miejscu.

środa, 27 lutego 2019
5. INTUICJA TO BZDURA

Intuicja (z łac. intuitio – wejrzenie) – sądy oraz przekonania pojawiające się bezpośrednio, niebędące świadomym operowaniem przesłankami, rozumowanie bez uświadamiania procesu dochodzenia do rozwiązania problemu.

Intuicja objawia się w postaci nagłego przebłysku myślowego, w którym dostrzega się myśl, obraz, rozwiązanie problemu lub odpowiedź na nurtujące pytanie. Często mylona jest z przeczuciem o podłożu emocjonalnym. Natura intuicji wynika z tego, że jest ona procesem podświadomym, którego nie można kontrolować, można jedynie dopuszczać lub odrzucać podawane rozwiązania. Intuicja służy kreatywności i działa na różnych poziomach (ang. basic, proimitive i sofisticated).

Intuicję, jaka jest bardziej pojęciem potocznym i beletrystycznym aniżeli naukowym, wiąże się czasem z wyróżnianym we współczesnej psychologii kognitywistycznej rozumowaniem intuicyjnym, zwanym też "doświadczeniowym" lub skojarzeniowym, nad którym prowadzone są w ostatnich czasach liczne badania empiryczne, w tym i pod względem korzystania z tzw. informacji nielokalnych.

To tyle z wikipedi

A w moim zyciu wyglada to tak:

Podobno maja ja wszyscy, ale czesc ludzi poprostu nie dopuszcza jej do glosu. Ja od dziecka slyszalam, ze mam duza intuicje, niestety nie pamietam kto i w jakich okolicznosciach mi to mowil, ale sam fakt utkwil mi w pamieci.

 

Nie raz potrafilam sie zachowywac zupelnie iracjonalnie, tylko dlatego, ze nagle w mojej glowie pojawil sie jakis impuls, czy mysl:

 

Kiedys, jak dzieci byly jeszcze male, mialam isc z nimi do lekarza, nie pamietam w jakiej sprawie, ale czulam sie tak jakby mnie cos usilowalo w domu zatrzymac i czulam sie z tym bardzo zle. Szarpalam sie tak dluzsza chwile pomiedzy koniecznoscia zalatwienia sprawy, a iracjonalnym uczuciem, ze lepiej bedzie jak dziaisaj zostane w domu i kiedy podjelam decyzje, ze jednak zalatwie to jutro, od razu poczulam sie dobrze. Nastepnego dnia w przychodni dowiedzialam sie, ze poprzedniego dnia nie bylo naszego lekarza (byly to czasy kiedy nie mielismy jeszcze w domu telefonu)

Albo, siedze sobie i dziergam cos, a w domu panuje “artystyczny nielad”, ale nikmu to nie przeszkadza, a mi sie poprostu nie chce, lenia mam … I nagle, pomimo, ze wcale nie musze robic tego w tej chwili, i wcale mi sie nie chce, zrywam sie i zabieram za sprzatanie, bo nagle dostalam impuls, ze musze to zrobic w tej chwili … wieczorem przychodzi ktos z niezapowiedziana wizyta ….

Najlepsze w moim wydaniu jednak jest, kiedy zamias sobie spokojnie czytac, czy dziergac, nagle rzucam to w kat i zabieram sie za gotowanie gara zupy, czy innego zarcia i to pomimo tego, ze w lodowce mam obiad do odgrzania i nie bylo by nic dziwnego w tym, gdybym lubila gotowac, ale ja nie lubie tego robic. Zawsze sie sobie wtedy dziwie i zawsze wychodzi na to, ze dobrze zrobilam, bo cos mi, albo nam wyskoczylo i nie miala bym czasu, a tak mam gar zupy i nie musze sie martwic.

Takich sytuacji w moim zyciu bylo wiele i zawsze kiedy posluchalam swojej intuicji wychodzilam na tym dobrze, a kiedy wbrew niej, kierowalam sie logika, konczylo sie to zazyczaj nieciekawie.

Teraz na przyklad zaluje, ze nie naciskalam na Gandalfa, w sprawie stalej rezydentury. Z moim Gandalfem, to jets taka dziwna sprawa, ze on wierzy w moja intuicje, ale tylko kiedy ona dotyczy mojej osoby, a kiedy dotyczy nas obojga, on kieruje sie wlasna logika i dlatego teraz zamiast spac spokojnie, zastanawiamy sie jak to bedzie dalej ….

A ja od poczatku mojego pobytu w Londynie, wiedzac o tym, ze my chcemy tu zostac, mialam w glowie mysl o stalej rezydenturze, a nawet zastanawialam sie nad obywatelstwem. Pytalam go o to, ale zbyl mnie mowiac, ze rezydenture mamy z urzedu i ze, w takim ukladzie po co nam obywatelstwo, jak jestesmy obywatelami UE. Pamietam, ze kilka razy poruszalam ten temat, ale on zawsze mnie zbywal i usilowal przekonywac, ze to on ma racje … Potem kiedy mialo byc referendum w sprawei Brexitu pamietam, ze zapytalam go co bedzie z nami jak ludzie zaglosuja za wyjsciem z uni, oburzyl sie i stwierdzil, ze: ludzie nie sa tacy glupi”, okazalo sie, ze jednak sa … A gdyby mnie posluchal teraz mielibysmy stosowny papier w rece i spokojne glowy.

Poza tym z ta intuicja to jest tak, ze sa osoby ktore niejednokrotnie usilowaly mnie przekonac, ze to bzdura, a wszystko i tak pokierowane jest zawsze czysta logika. Ja jakos nie jestem przekonana, bo moje doswiadczenia najczesciej z logika nie maja nic do czynienia.

A jak wytlumaczyc logicznie to, czego doswiadczylam akurat teraz:

Jakos dwa tygodnie temu, zaczelam kopiwac mojego bloga, tak po 10 postow dziennie, a po co? A po to, ze nagle poczulam, ze musze to zrobic, bo przyszla mi do glowy mysl, ze w tym necie to nigdy nic nie wiadomo, bo gdzies tam kiedys czytalam, ze komus zniknal caly blog, a komus innemu zdjecia, czy czesc postow … Malo tego, to mysl byla bardzo uporczywa i nakazywala pospiech. A dzisiaj dostalam maila, ze blox bedzie zlikwidowany …

Tak wiem, ze jest mozliwosc przeniesienia tego w inne miejsce i ja to zrobie, ale i tak skopjuje to sobie tak na wszelki wypadek.

A na koniec jeszcze cos z czym zgadzam sie w 100%

„Twoja intuicja przemawia i zazwyczaj ma rację. Intuicyjny umysł jest świętym darem a racjonalny umysł jest wiernym sługą. Stworzyliśmy społeczeństwo, które honoruje sługę i zapomina o darze… Rzadko można spotkać tych, którzy widzą coś na własne oczy i jednocześnie doświadczają tego własnymi zmysłami. ”

-Katherine Pancol-

czwartek, 21 lutego 2019
4. ROCZNICA

Dzisiaj jest nasza 32 rocznica slubu.

Kilka dni temu to policzyam, poniewaz nigdy nie obchodzilismy tego dnia, wiec zylismy w niewiedzy … A dzisiaj pijemy drinka i mamy swiadomosc tego, ile lat temu przysiegalismy sobie, ze ...…, przed urzednikiem w Urzedzie Stanu Cywilnego.

Nie mamy z tego dnia zadnych zdjec, poniewaz kolorowy film do aparatu, jaki nabyl  wtedy Gandalf, okazal sie towarem wybrakowanym i zdjecia nie wyszly, ot taka slubna niespodzianka.

 

A jak tak zaglebilam sie w te wyliczanki, to wyszlo mi, ze:

Corka skonczy w tym roku we wrzesniu - 36 lat

Syn w styczniu skonczyl - 34 lata

A my znamy sie juz - 38 lat i rowniez jestesmy para

........



To nasze zdjecie z 2012 roku

 


A to zdjecie z ubieglego roku, oba zdjecia sa zrobione w Clacton on Sea i oba zdjecia robila nam Mira, nasza wnuczka.


sobota, 16 lutego 2019
3. PATRZAC NA ZDJECIE

Lubie to zdjecie, a wlasciwie byla to taka sesja zdjeciowa o poranku. Bylo to rok temu, dokladnie 11 lutego, a w poniedzialek rano dostalam przypominajke na fejsie i sie zamyslilam …

Podnoszac glowe znad laptopa i wygladajac na patio zauwazylam, ze poranek jest sloneczny jak wtedy, podobnie jak rok temu.


Na tym zdjeciu widac czesc moich pasji, tego co lubie, co przynosi mi radosc:

 

Minio ktory oglada “kocia telewizje”, siedzac obok moich storczykow, a koty to moja wielka milosc. Nie ma na tej fotografi Rufusa, ale byl wtedy w sypialni.

 

Storczyki od jakiegos czasu mnie fascynuja i tylko z braku odpowiedniego miejsca mam ich tak niewiele. Te kwitnace, to “mama” i “dwoje jej dzieci”. “Mame” uratowalam przed utopieniem, jakies 10 lat temu. Wyrzucona, bo zmarniala i wygladala brzydko, pozbieral Gandalf i przytargal do naszego pokoju. Ja adoptowalam to marne cos, dogladalam, przesuszylam, dbalam, a potem ot tak, na pedach kwiatowych pojawily sie malenkie keiki, dzieci.


Widac tu rowniez moje hobby, dziergotki jak je czasem nazywam. Na pierwszym planie moja wiosenna czapka, ktora uwielbiam, zrobilam ja dwa lata temu wiosna. U gory wisza “serduszkowe” lampiony, naszlo mnie na te serduszka rok temu, w styczniu. Dalej wisi moja zielistka, ktora dostalam jako malenka sadzonke od Doroty i zrobilam dla niej ten szydelkowy koszyczek. Dostalam ja w pazdzierniku i do lutego juz sporo podrosla, a teraz jest jeszcze wieksza i musze ja przesadzic i zrobic wiekszy koszyczek, pomysl mam juz w glowie. A ten lapacz snow, ktory jest za zielistka, teraz, od pazdiernika, wisi na oknie u Psoty, czekala na niego ponad rok. Zrobilam go w czerwcu 2017 i byla to pierwsza moja praca tego typu.. Wyslalam zdjecie Psocie, zachwycila sie i odpisala: “tez chce taki”. Kiedy jej go wreczalam cieszyla sie jak dziecko :-)

 

Mam tez pasje ktorych na tym zdjeciu nie widac: Ksiazki, ktore kocham, czytac, kupowac i miec, film dokumentalny z ktorego, zawsze moge sie dowiedziec czegos ciekawego i dobre kino … ale czy to wszystko …



 

Jest i Rufus, caly czas kiedy pstrykalam zdjecia tam byl ...

 


 

Rufus, Feniks, wtedy juz prawie zdrowy, juz prawie doszedl do siebie po ciezkich chwilach na poczatku roku … A teraz? Teraz jest roznie, czasem ma gorsze dni, czasem czuje sie zle i wtedy spi zwiniety w klebek, a czesem chowa sie w kntenerku, czasem nie ma apetytu, a potem nadrabia braki, ale nadal jest z nami i ciagle potrafi nas czyms zaskoczyc, albo podniesc mi cisnienie jakims swoim durnym pomyslem.

poniedziałek, 21 stycznia 2019
2. DZIEN BABCI ...

Na fejsie, na wszystkiech robotkowych grupach, dziewczyny pokazuja rzeczy robione z mysla o dziadkach, jakies kartki, roznego rodzaju zawieszki, pieknie oprawione zdjecia wnukow, czy inne kubki … Tak sobie to ogladam i sie zachwycam, niektore rzeczy podobaja mi sie bardziej, a inne mniej, ale sa takie przy ktorych zatrzymuje sie na chwile, bo sa naprawde sliczne.

A ja kiedys robilam dla swojej babci Frani, zwykle laurki, nie pamietam juz jak dlugo i na jakie okazje. W pamieci mam tylko migawki tych laurek, tego jak je wreczam, jak ona sie cieszy i mnie przytula, caluje w policzek. Pewnie nie czesto dostawala je akurat w dniu swojego swieta, bo mielismy do niej kawalek drogi, a mama przeciez pracowala, ale jak bylam mlodsza to bywalismy u babci prawie w kazda niedziele. Latem jak u niej bylam, to czesto zrywalam dla niej kwiaty i ukladalam je w ladne bukiety, ot tak bez okazji, zawsze mi dziekowala i wkladala je do jakiegos sloika.

Jak bylam starsza to chyba nie zawsze pamietalam akurat o tym dniu, ale pamietam, ze potem robilam inne prezenty, np skarpety na drutach.

 

Tylko moja bacia, jak bylam mala brala mnie na kolana i przytulala. To ona opowiadala mi bajki i smiala sie ze mnie, kiedy usilowalam jej w sekrecie wyszeptac cos,do tego ucha na ktore nie slyszala.

 

Moja babcia gdyby zyla, miala by teraz 114 lat, a dziadek 119, byl od niej 5 lat starszy, oboje umarli w wieku 89 lat.

 

Mojemu dziadkowi lata liczyly sie same, zreszta tak jak mojej starszej wnuczce, on urodzil sie w 1900 roku, a ona dokladnie 100 lat po nim.

 

Moj dzadek do konca byl sprawny intelektualnie, mial dobra pamiec i nie opuscilo go, jego specyficzne poczucie humoru. Pod koniec zycia juz nie chodzil i pamietam go lezacego na tapczanie, otomana zwanym. W duzej mierze opiekowala sie nim moja siostra, myla go, zmieniala mu cewnik, wozila do lekarzy … Troche miala ulatwione zadanie, bo wtedy pracowala juz jako polozna, byla tez na miejscu, bo od 16 roku zycia mieszkala u babci.

 

Moja babcia do konca zycia byla sprawna fizycznie, ale niestety miala skleroze i np moich dzieci nie poznawala, nie wiedziala, ze to sa jej prawnuki, mnie tez przestala poznawac i nic nie pomagalo kiedy mama jej mowila: “to jest Gosia, Twoja wnuczka”, nie kojarzyla ani Gosi, ani wnuczki, bylam dla niej jak obca. Zapomniala o tym, ze jej mlodsza corka nie zyje i moja Magde brala za Janke i wysylala ja krowe pasc. Przez dobrych kilka ostatnich lat byla z nami cialem, ale nie duchem. Pod koniec jej zycia moja mama zamieszkala z nia, bo nie mogla juz byc sama.

 

Moi dziadkowie odeszli, pozostali w moich wspomnieniach i na starych zdjeciach, byli to rodzice mojej mamy.

Mojej babci nie ma juz z nami od 25 lat, a dziadka od 30-stu.



Niestety mialam tylko jednych dziadkow, druga bacia umarla w 1949 roku, na gruzlice, miala niespelna 37 lat, moj ojciec mial wtedy 15 lat, a jego brat 8. Co do mojego drugiego dziadka, to jest sprawa owiana tajemnica, moj ojciec nigdy nie powiedzial nam, kto byl jego ojcem.

 

Wszyscy krewni ktorzy znali moja bacie Leontyne, zawsze mowili, ze jestem ludzaco podobna do Loni, a zdjecia to potwierdzaja. Jak sie potem dowiedzialam, od cioci Marysi, kuzynki ojca, to talent plastyczny odziedziczylam nie tylko po mojej mamie, ale i po babci. Ona robila na drutach i szydelku: czapki, swetry i inne czesci garderoby, robila tez zabawki dla dzieci i sprzedawala to w swoim sklepiku. Hodowala kroliki angory, skubala je i potem z tej siersci przedla wloczke. Podobno rowniez rysowala.

Kiedy mialam nascie lat czesto siadlam na krzesle i wpatrywalam sie w jej portret wiszacy na scianie.

 

Dzisiaj zadwonila corka, ale mala Kasia nie chciala ze mna gadac i nie chciala zaspiewac: “100 lat… “, tylko pod stol wlazla.

A starsza napisala zyczenia na FB, milo mnie tym zaskoczyla, bo ostatnio nie zawsze pamieta ...


Babcia - Frania   28. IV. 1905 - 5. V. 1994

Dziadek - Antek 20. VII. 1900 - 25. VI. 1989

Babcia - Lonia  1912 - 24. XI, 1949

czwartek, 17 stycznia 2019
1. SKONCZYL SIE STARY I ZACZAL NOWY

Znowu licznik sie przewinal, byl kolejny sylwester i nowy rok sie zaczal, ba polowa stycznia juz za nami …


A ostatni rok byl jak kazdy poprzedni, bylo w nim troche dobrego i troche zlego, troche smutku i troche radosci, troche strachu i troche nadziei, ot samo zycie ... A zycie jak ten kwiecien, ktory wciaz przeplata … i tak mija rok za rokiem.


Miniony rok na poczatku przyniosl nam starch, ze moze przyjdzie pozegnac przyjaciela, ale jednak nie. Rufus sprawil nam niespodzianke i zostal Feniksem. Potem jeszcze podniosl mi pare razy cisnienie, ale obylo sie bez leczenia u weta.


Potem zalatwilam pewna sprawe, pewien klopot ktrego nabawilam sie przez niedopatrzenie i zapominalsto. Pomogl mi w tym Krzysiek, bo to jego poprosilam, zeby zadzwonil do tam w moim imieniu. Kosztowalo mnie to troche nerwow i kasy, ale mam to juz z glowy i na drugi raz bede madrzejsza.


Zyskalam nowego klienta na sprzatanie, ale mi sie rozchorowal i to chyba powaznie, bo kilka razy byl w szpitalu, a pierwszy raz zabralo go pogotowie z domu. Ostatni raz kiedy do niego pisalam tez byl w szpitalu i zaraz potem zrezygnowal z mojej pracy. No coz, trudno, dobrze mi sie tam sprzatalo.


Na wakacje przyleciala wnuczka, miala szukac pracy, ale jej nie szlo … nie chcialo sie … niepotrzebne skreslic. Marek, czyli wujek, pomogl jej w umowieniu sie na spotkanie, w celu wyrobienia NIN*. Poswiecil swoj czas, bo dzwoniac w takie miejsca trzeba czekac na swoja kolej, czasem krocej, czasem dluzej, zalezy jak sie trafi i sluchac tej irytujacej muzyczki. Niestety nudzilo sie pannie niemilosiernie i swoim zwyczajem zaczela zrzedzic i narzekac, a potrafi byc w tym niesamowicie upierdliwa. Nagle wszystko byo nudne i beznadziejne i do dupy, a ona tam u siebie przeciez mogla zbierac jakies truskawiki czy cus … Zapytalam ja tylko, po jaka cholere wogole chciala przyjechac i dowiedzialam sie, ze mama jej kazala … Ot taka ciekwostka przyrodnicza. A ja dobrze pamietam, ze mloda juz wiosna sama z siebie pytala, czy bedzie mogla na wakacje jak co roku, a mama dopiero przed koncem roku szkolnego zadala to pytanie. Ostatecznie panna zrobila sie nudna jak flaki z olejem i upirdliwa jak styropian zgrzytajacy po szybie i dziadek majac tego dosc kupil bilet powrotny. Nie doczekala Mirusia na termin wizyty w urzedzie i tym sposobem zamknela sobie droge do pracy w Londynie. No coz jej wybor, w koncu doczekla sie doroslosci i teraz moze robic co chce, nie zatrybila jeszcze tylko tego, ze potem za zle wybory dlugo ponisi sie konsekwencje.


Pierwsze mielismy prawie syberyjska zime, a potem latem afrykanskie upaly. I jak dlugo mieszkam w Londynie, a na poczatku listopada minelo 10 lat, to takiego piekielnego goraca tu jeszcze nie doswiadczylam, zreszta takiej mroznej zimy rowniez.


Potem jesienia spotkala mnie przykrosc, poprosilam o podwyzke a dostalam zielona trawke. Po mojej prozbie nastapila dziwna wymiana maili, ktora ostatecznie mnie wkurzyla i napisalam, ze jak nie dostane podwyzki to zostawie klucze w biurze. Odpowiedz dostalam jak bylam w drodze z domu do biura, ale nie bylo w niej nic o podwyzce. Pewnie bylo tak jak stwierzila Dorota, ze juz wczesniej znalezli sobie kogos na moje miejsce. Troche bylo mi przykro, bo uwazam, ze nie robi sie tak z dlugoletnim pracownikiem, ale widac tylko ja tak mysle. Sprzatalam u nich prawie 10 lat.


Jak bylam juz wolna jak ptak i nie musialam sie martwic piatkami, pojechalismy do Polski. Zaliczylismy Bielsko, a tam zatrzymalismy sie u Psoty, czyli w moim mieszkaniu. Tak musze w koncu przywyknac do tego, ze ono jest moje, w koncu mamy juz trzy lata nie ma. Owiedzilam brata, a nawet siostre, ktora po trzech latach nie odzywania sie do mnie, nareszcie odpowiedziala na moje wiadomosci.

A potem pojechaloismy do Przeworska, do corki. Pogoda byla piekna, jezdzilismy na dzialke sadzic jakies maliny tudziez inne drzewka i wszystko bylo by super gdyby nie to, ze w drodze powrotnej fordzik sie zbiesil i tym sposobem zaliczylismy kolejna podroz zycia. Przygoda, przygoda kazdej chwili szkoda ...


A potem to juz byla tylko zwykla szara codziennosc i dzien za dniem mijal az do swiat.


A zeby nie bylo mi nudno to w odwiedziny, takie gdzie gosc mchem zarasta, przybyla do mnie BEZSENNOSC, pewnie w zamian za migrene. A ta druga chyba sie na mnie obrazila, bo jak wyladowalam na zielonej trawce, to jakos dala mi spokoj i co najwyzej przycmi lekko rano i szybko daje dyla w sina dal, za to BEZSENNOSC hula na calego.


Swieta spedzilismy u syna, nie cale, ale wigilie i dzien po, czyli pierwszeswieto, a potem musielismy wracac do domu, bo koty nie mogly byc dluzej same. Tym razem pojechalismy tam, razem z Krzyskiem.

Na sylwestra bylismy sami, chociaz w pierwotnym planie byla rewiyta Marka i Doroty, ale niestety sie pochorowali, a Krzysiek poszedl gdzies do znajomych. Dobrze nam bylo we wlasnym towarzystwie, zjedlismy salatke, wypilismy po drinku, obejrzelismy sobie jakis fim, a o polnocy zwnieslismy toast szampanem, za nasze lepsze ... Koty nawet niezle zniosly tegoroczne huki noworoczne, chociaz Rufus przez chwile chodzil na niskim zawieszeniu, ale potem usiadl sobie blisko nas i bylo spoko.


A teraz zastanawiamy sie kto zamieszka w mieszkaniu po Patrycji, pewnie przydziela je jakiesjs rodzinie, bo tam sa trzy sypialnie, male bo male, ale trzy. I oby to byla jakas normalna rodzina …


A co przyniesie Nowy Rok? Tego to nawet najstarsi gorale nie wiedza, ale ja mam obawy w zwiazku z Brexitem … Po ostatniej wojnie bohaterow wywalali i kto mogl pojechal dalej do jakiejs Australi, czy innej Ameryki … A teraz nie wiadomo co sie tutaj dzieje i nikt nie wie jak ten cyrk sie skonczy, politycy z Terska na czele tez tego nie wiedza … Widac kazde panstwo musi miec swoja makrele albo jakis PIS.


Nigdy nie robilam zadnych noworocznych postanowien i teraz tez tego nie zrobilam, ale tak sobie pomyslalam, ze mogla bym sprobowac pisac jeden post tygodniowo i sama jestem ciekawa czy mi sie to uda.


A czego zycze sobie na ten Nowy Rok?

Zycze sobie tego zebysmy mogli tu zostac, bo do Polski nie mamy do czego wracac i zeby moj sen sie spelnil!

 

* NIN - National Insurance Number (u nas jest pesel a tutaj NIN)

czwartek, 27 grudnia 2018
I PO SWIETACH, UFFF …



Moja swiateczna dekoracja w salonie

Nie lubie swiat, no nie lubie i juz i nie zanosi sie na to, aby to sie kiedys zmienilo …

 

Dla mnie swieta, a szczegolnie swieta Bozego Narodzenia, nigdy nie sa proste i nigdy nie byly takie jak bym sobie tego zyczyla ... W tym roku ... ale niektore rzeczy robimy dla bliskich, zeby im pokazac, ze nam na nich zalezy, ze ich kochamy.

 

Mam takie marzenie, juz od jakiegos czasu go mam, zeby na Boze Narodzenie gdzies sobie pojechac, tak we dwoje, niekoniecznie daleko, w jakies ladne i mile miejsce i zeby wszystko bylo inaczej …

 

Moze kiedys ….

 

Chociaz juz raz kiedys, ale to wtedy przyjechalam do meza, bo on byl juz w Londynie, a ja jeszcze nie.

 

I jeszcze dwa lata temu, w wielkanocna niedziele, wyskoczylismy sobie do Hastings, a ze to bardzo blisko to wpadlismy jeszcze do Brighton. A w poniedzialek pojechalismy do Hobby Craft, ktory jest w Croydon i tam w centrum handlowym zjedlismy sobie obiad.



A to moje swiateczne swiatelka do nieba w sypialni.

czwartek, 06 grudnia 2018
LIST DO SWIETEGO MIKOLAJA

Swiety Mikolaju,

Nigdy do Ciebie zadnego listu nie pisalam. Gdy bylam dzieckiem marzylam o tym czy tamtym, ale potem zwykle pod poduszka znajdowalam cos zupelnie innego. A kiedy rano ja podnosilam, niezmiennie cieszylam sie z tego co kryla pod soba i zapominalam o tym wymarzonym. Najwazniejsze bylo to, ze byles i nie zapomniales.

 

A potem przyszedl ten straszny dzien, kiedy siostra w zlosci wysmiala moja dziecinna wiare w Ciebie. Nie chcialam wierzyc, prawie sie poplakalam, ale ona nie odpuszczala i powiedziala, ze to mama Ciebie udaje. Wykrzyczala mi, ze nie ma Mikolaja ani Aniolka, a ja jestem glupia. Przelknelam to i przyjelam do wiadomosci okrutna rzeczywistosc. Chociaz w glebi mojego malego, dzieciecego srduszka, mialam taka iskierke nadziei, takie skryte marzenie, ze jednak istniejesz i kiedys moze wynagrodzisz mi ta moja dziecinna wiare.


Mikolaju, caly rok bylam grzeczna dziewczynka, gotowalam Gandalfowi obiadki, ktore nie zawsze jadlam razem z nim, bo jak wiesz nie wszystko to co on lubi, lubie i ja. Pralam mu skarpety i majty, tudziez inne fatalaszki. Mylam gary i podlogi, odkurzalam, szorowalam i wietrzylam i takie tam inne. Futrzaki karmilam i poilam, robilam wypusc i wpusc kotka i tabletki podawalam. A nawet zlozylo mi sie, swieczke mamie i tacie na grobie zapalic. Nie nawstawialam od najgorszych JM jak mnie wywalil z roboty, chociaz po prawdzie, nalezalo mu sie i to z grubej rury.


I tak Mikolaju, ja nie chce zlota i brylantow, ja chciala bym tylko, zeby moj sen sie sprawdzil. Chciala bym tak czekac, pod drzwiam na wlascicilke zeby jej klucze oddac, a potem pojechac do mojego wlasnego domu i zeby on byl z ogrodem, a w nim te male kozki o ktorych ja juz dawno …

A i o jeszcze jedno bym Cie bardzo prosila, zebym spala dobrze, tak dobrze zebym kazdego ranka wstawala wyspana i wypoczeta i pelna energi, gotowa na przyjecie wyzwan nowego, kolejnego dnia.

I to bylo by na tyle, chociaz mam jeszcze takie jedno marzenie, ale to moze inna raza.


I obiecuje Ci, ze jak juz spelnisz ta moja prozbe, to ja bede jeszcze grzeczniejsza dziewczynka i nie bede sie lenic i ugotuje Gandalfowi te kluski co je tak lubi, a ja tak nie lubie ich robic.


Dina z Londynu

wtorek, 04 grudnia 2018
POLKA i SEN

W sobote Gandalf stwierdzil, ze jak ma troche czasu to musi zrobic teraz cos w domu. Pierwsze mowil cos o skirting’ach, ale potem zlapal miarke w reke, pomierzyl kat i pojechal do sklepu, a wrocil juz z pocietymi plytami. A potem zabral sie do roboty i tak przez sobote i niedziele zrobil i pomalowal polke na ksiazki.

Teraz juz nie bedzie narzekal, ze ksiazki stoja w kartonach, a ja jeszcze lakomym okiem patrze na jakies pozycje w sklepie.

 

Polka bardzo mi sie podoba i bardzo sie z niej ciesze. Wczoraj wstepnie poukladalam ksiazki z tych pudel, kotre przywiezlismy w ubieglym roku, a bylo tego 7 kartonow po bananach. Sa to ksiazki z ojca kolekcji i jeszcze troche ich zostalo u Psoty pod lozkiem. Na polce jest jeszcze troche miejsca.


Praca w toku ... plan jest taki, ze na czwartym poziomie od dolu poukladam ksiazki Kinga.

Dzisiajszej nocy mialam piekny sen:

 

Stalam pod drzwiami wyjsciowymi, bylam ubrana w moja niebieska kurtke i czapke wiosenna. Stalam sama, nie widzialam Andrzeja, ale mialam swiadomosc, ze tam jest, ze za chwile razem wsiadziemy do auta. Na zewnatrz byla piekna pogoda, swiecilo slonce, widzialam jak pieknie jego blask rozlewa sie na  podlodze. Stalam tak, jak bym juz w tej chwili miala zlapac za klamke i wyjsc, ale jeszcze musialam chwile poczekac i w tym oczekiwaniu, patrzylam tak na mieszkanie, ktore za moment mialam opuscic na zawsze … Nie moglam uwierzyc w to, ze jest takie puste i wysprzatane. Nie bylo w nim juz, zadnych naszych rzeczy, nic. Wszystko bylo juz w naszym nowym mieszkaniu, nie wynajmowanym, ale naszym wlasnym. Nie moglam sie juz doczekac, chcialam tam juz byc, chcialam nareszcie znalezc sie u siebie. Czekalismy jeszcze tylko na wlascicielke, zeby oddac jej klucze i odebrac depozyt, miala sie pojawic lada moment.

sobota, 01 grudnia 2018
PATRYCJA

Mieszkamy tu juz 9 lat i nie pamietam dokladnie kiedy, ani w jakich okolicznosciach, zaczela sie znajomosc z Patrycja. Chociaz, zanjomosc to chyba za duzo powiedziane.

 

Na nasze pierwsze swieta Bozego Narodzenia tutaj, dostalismy dwie kartki od sasiadow, pierwsza byla od pani mieszkajacej nad nami, a druga wlasnie od Patrycji.

 

Potem kiedys zaczepila Gandalfa i zapytala czy nie zaszedl by jej do sklepu, po butelke wina i tak kilka razy sie mu zdarzylo.

 

Innym razem zadzwonila do nas i Michal (jeden z naszych wspollokatorow) poszedl jej pomoc, bo nie mogla zlapac zadnego programu w telewizji. Kilka razy jeszcze pomagal jej z tym, bo ona cos ponaciskala w pilocie, a potem nie potrafila sobie z tym poradzic. Zdazylo mu sie rowniez wzywac do niej pogotowie, spadla ze schodow, poobijala sie i zlamala sobie reke. Pogotowie to on wzywal do niej chyba dwa razy, o ile pamiec mnie nie myli.

 

Kiedys wyszla na zewnatrz i drzwi sie jej zatrzasnely, byla juz pozna jesien, a na polu zimnica. Gandalf akurat wracal z pracy i zlapal ja pod domem. Zbral ja do nas, posadzil na kanapie i powiedzial zebym zrobila jej goracej herbaty, bo jest przemarznieta, a on pojedzie na robote po dluga drabine i wejdzie przez uchylone okno na gorze. To bylo trumatyczne przezycie dla mnie, nie, nie dlatego ze ona byla stara, ona strasznie smierdziala, okrotnie, jak stary nie myty kibel publiczny. Jak juz poszla do siebie, predko otworzylam drzwi na patio i okno w kuchni. Dwa razy tak ja moj Gandalf ratowal.

 

Jeden raz, albo dwa byla tez policja i drzwi jej wywazyli, bo jakas krewna zglosila, ze ona nie odbiera telefonu. Jeden raz wyszedl do nich Gandalf i powiedzial im, zeby juz jej zostawili te drzwi w spokoju, tylko wybili panel na dole przy drzwiach, a on go potem wstawi. Po tych wszystkich akcjach council wymienil jej drzwi, a ona dala nam klucz w razie “W”. Przydal sie i pomimo sklerozy pamietala, ze ma go u nas.

 

Czasem przychodzila i prosila czy mogla bym jej zajsc do sklepu, na poczatku nie zawsze chciala wino. Czasem chciala zeby jej piekarnik zapalic, bo nie miala zapalek. Kiedys przyszla i poprosila, zebym jej okno w lazience zamknela, zle przekrecila klamke i sie zablokowalo, a ona nie mogla sobie z tym poradzic. Bywalo tez, ze trzeba bylo jej smog alarm wylaczyc, bo przyjarala cos w piekarniku. To byly takie drobne sprawy, ot dwie torebki herbaty pozyczyc, bo sie jej skonczyla, zawsze dawalam jej wiecej i nie dopominalam sie o zwrot.

 

Nie od razu zauwazylismy, ze ma problem z alkocholem, to wyszlo dopiero pozniej. W zeszlym roku w wakacje dla czadu, jak codziennie sie do nas dobijala i chciala zeby jej pojsc po wino. Wkurwilam sie na maxa jak dorwala Krzyska rano i powiedziala mu, ze to nie wazne czy on sie do roboty spozni, bo jest mlody i moze jej po wino skoczyc. Przestalam jej otwierac, to znaczy nie otwieralam za kazdym razem, a jak pytala czy mogla bym pojsc do sklepu to mowilam, ze nie mam czsu. O dziwo zrozumiala aluzje i dala se na wstrzymanie. Przez jakis czas nie dzwonila, az jednego dnia kiedy jej otworzylam to okazalo sie, ze nie moze sobie piekarnika wlaczyc.

 

Nasza sasiadka, ktora mieszka tu nad nami, od prawie 30-stu lat, tez Polka, opowiadla nam o niej:

To cala rodzina taka byla, wszyscy tam chlali. W tym mieszkaniu umarl jej ojciec i brat. Ona cale zycie nie pracowala i zyla na koszt panstwa. Nie miala meza, ani dzieci. Teraz to sie uspokoila, bo jest stara i nie ma juz sily, ale wczesniej to dawala czadu i byly tu z nia niezle przeboje …”

 

Rok temu, jakos na poczatku grudnia, bylo pogotowie, policja i facet z councilu,  chyba znowu ze schodow spadla. Bylam na dole i uslyszalam jak wala do drzwi, wyszlam zobaczyc co sie dzieje, powiedzialam policjantowi, ze mam klucz, a on poprosil zebym ich wpuscila.  Wtedy zostalo zgloszone w councilu, ze klucz od Patrycji jest u nas. Zabrali ja do szpitala, miala wyjsc przed swietami, ale przywiezli ja dopiero pod koniec stycznia. W tym czasie council wysprzatal jej mieszkanie, dostala nowe lozko i materac, oraz ciuchy. Cos jej tam jeszcze robili w mieszkaniu, ale nie wiem co, nie bylam zainteresowana. Wtedy wlasnie poznalam tego Polaka “faceta od remontow”, z ktorym wczoraj gadalam, bo on pracowal w jej mieszkaniu i nawet pare razy przyszedl do mnie po klucz.

 

Potem council dorobil klucz i zalozyli jej specjalna skrzynke. Niestety to za dlugo nie dzialalo, bo bardzo szybko okazalo sie, ze klucz w skrzynce jest zly. Dzwonily do mnie kolejne opiekunki i prosily o otwarcie drzwi, wkurzalo mnie to, ale czulam tez, ze nie powinnam tego robic, wiec najczesciej odmawialam.

 

Tydzien temu znowu przyszla opiekunka, nie otworzylam jej drzwi i wychodzi na to, ze dobrze zrobilam. Troche pozniej przyszla kobieta z facetem, oboje z councilu i “facet od remontow”. Dalam jej klucz i okazalo sie, ze Patrycja spala. Pani zabrala  klucz i powiedziala, ze narazie wloza go do skrzynki, a potem dorobia opiekunce zeby miala wlasny, a ten mi zwroca, mialam go dostac w ten piatek.  Kiedy dowiedzialam sie, ze Patrycja nie zyje, to sie ucieszylam, ze juz nie mam tego klucza. A “facet od remontow” powiedzial, ze Patrycja chyba sama wlozyla do skrzynki swoje stare klucze, zeby jej nie wlazili do mieszkania. Mozliwe, ze tak bylo, bo jak kiedys przyszed facet zrobic jej cos w kiblu i prosil zebym go wpuscila, to okazalo sie, ze zamknala sie na lancuch.

 

W ubiegly piatek widzialam ja ostatni raz i jak zeszla na dol, taka zaspana, to jeszcze pytala mnie czy nie zajde jej do sklepu, po gazete i wino powiedzialam, ze po gazete tak, a po wino nie, zrezygnowala.

 

Wczoraj “facet od remontow” powiedzial mi, ze zaraz bede remontowac to mieszkanie i pewnie po nowym roku kogos tu zakwateruja. A jak ostatnio gadal z Gandalfem, to stwierdzil, ze on chcialby zeby Patrycja zyla jak najdluzej, bo jak umrze to on bedzie musial to mieszkanie remontowac i wachac ten smrod. A skad ten smrod? A to proste, Patrycja nie trzymala moczu, prawdopodobnie nie czula nawet kiedy .. Kiedys jak stala pod moimi drzwiami i cos chciala, a ja nie moglam jej pomoc i chwile mi zajelo zanim jej wytlumaczylam, ze nic z tego, to widzialam jak sie jej po nogach lalo, ona nawet nie zwrocila na to uwagi …

 

Ostatnio nie zawsze jej otwieralam i nie zawsze otwieralam jak dzwonila do mnie opiekunka, czailam sie pod drzwiami, teraz juz nie bede musiala sie skradac jak ktos zadzwoni.

 

Ps. Piaskowy Dziadek ominal moje lozko szerokim lukiem, dusi piasek jeden. Polozylam sie spas poltorej godziny pozniej i tak ... czekalam ... czekalam .... czekalam ... a potem 5:20 oczka szeroko otwarte, nie bylam w stanie wstac, dogorywalam do 7:20.

 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43