RSS
niedziela, 22 stycznia 2012
Odwyk ...

Jestem na odwyku. Juz dawno o tym myslalam i nawet pare razy probowalam, ale jak do tej pory zwykle konczylo sie to calkowitym fiaskiem, bo zwykle po jakims nie dlugim czasie rzucalam sie na jakis baton albo innego cosia i to nie koniecznie smacznego, bo najwazniejsze bylo zeby on slodki byl. Myslalam sobie i myslalam, a decyzja dojrzewala sobie powoli jak jablko na galezi. Do glowy przychodzily mi rozne psie mysli, no nie psie bo ja przeciez nie jestem Pan Kracy, ale moje walsne, takie za i przeciw. A na ten przyklad takie ze: “jest tyle innych dobrych rzeczy ktore lubie: sledzie, grzybki marynowane, majonez, no nie, majonez nie, bo majonez to ja juz dawno ograniczylam do calkowitego minimum i najwyzej tylko okazjonalnie, no wlasnie i koniec kropka.” Tak wiec zostawilam ten majonez na boku do towarzystwa ze smietana, ktora juz jakis czas temu w wiekszosci przypadkow zamienilam na jogurt, a poza tym zupa nie zawsze musi byc zabielana. Zaczelam sie powaznie zastanawiac nad tym do czego tak wlasciwie jest mi potrzebne jedzenie slodyczy? No wlasnie do czego? Tym bardziej, ze ostatnio wiekszosc z nich jakos tak na dobra sprawe to wcale mi nie smakuje, szczegolnie te angielskie cuda ktore sa obrzydliwie slodkie. Ja lubie slodycze, ale nie takie od ktorych po pierwszym kesie jezyk kolkiem w gebie staje a galy na wierzch wylaza. Gdybym miala ochote na takie extremalne doznania, to bym nie musiala sie zastanawiac nad smakiem batonika, tylko bym sie za zawartosc cukierniczki zalapala, a curku na sucho to ja nie lubie i nawet nie daje go do kawy czy herbaty, tylko odrobine do zielonej herbaty i do kakaa w celu ulatwienia rozmieszania go z woda. Juz kilka lat temu ograniczylam jedzenie slodyczy i pozwalalam sobie na to tylko w soboty i niedziele, tylko. Chociaz czasem bywalo trudno, bo dostawalam napadu i wtedy nazeralam sie … Od kad wprowadzilam to ograniczenie dokonalam tez pewngo epokowego spostrzezenia, dokladnie to chodzi o to, ze apetyt rosnie w miare jedzenia. Wlasnie, od poniedzialku do piatku to zwykle bylo w porzadku, ale jak w sobote sobie zjadlam np takiego Grzeska to potem chcialam jeszcze i jeszcze i bywalo, ze potem bylo trudno odmowic sobie nastepnego, bo ssalo jak narkomana na glodzie. Tak sobie rozmyslalam i te wszystkie za i przeciw przedstawialam, w koncu postawilam sobie wybor: albo slodycze albo drinki … o i tutaj to juz sie mialam, no bo nie, jak juz mam wybrac jedno to ja wole zostac przy tych drinkach, w koncu to ja pijaczka jestem to nie moge z nich zrezygnowac, bo moja szanowna tescoiwa by sie w grobie przewrocila ze zgrozy, no a takiego zawodu to ja jej zrobic nie moge, w koncu to za cos dala mi to zaszczytne miano. Tym sposobem podjelam epokowa decyzje i od poczatku roku NIE JEM SLODYCZY zadnych, ani batonika, ani cukierka, ciasteczka czy innego cusia i nawet w piatek w drodze do domu po pracy nie kupuje sobie swoich ulubionych krosantow migdalowych NIE I JUZ.

Narazie sie trzymam i powiem jeszcze jedno - nie ciagnie mnie tez, a jak to dalej bedzie, to zycie pokaze. Mysle sobie tak, ze skoro udalo mi sie rzucic palenie przed laty to chyba mam jakies szanse.

Ps. To jest jedno z moich wyzwan na nowy rok.



Jada goscie, jada ...

Jada goscie, chociaz tym razem nie do mnie a do Michala. Michal znowu mieszka z nami, bo z wszystkimi swoimi dziwactwami okazal sie w zestawieniu z Sayem poprostu fantastyczny. Michas juz koncem listopada zapowiedzial nam, ze koncem stycznia przyjedzie do niego rodzinka, w postaci brata z zona i dwojki dzieci. Sama nie wiem dlaczego gdzies tak od dwoch tygodni zaczelam sie nakrecac negatywnie. Jakis zly duszek w mojej glowie cichutko mi szeptal: “bo jak oni beda ogladac twoje ksiazki, a potem nie odstawia na miejsce; albo zechca ogladac twoje filmy i beda je wyciagac bez pytania; albo beda uzywac twoje kubki; albo beda zajmowac lazienke akurat przed twoim wyjsciem do szkoly i sie spoznisz …”. STOP! powiedzialam sobie kategorycznie, bo juz zaczelam watpic w zdrowie moich zmyslow. Przeciez to jakis absurd tak sie nakrecac nawet nie znajac tych ludzi. W piatek jak Michal wrocil z pracy powiedzial mi, ze jego goscie przyjada w srode wieczorem, a wracaja do siebie w niedziele, rowniez wieczorem. No i nawet dobrze sie skalda bo juz bede po egzaminach, a w czwartek nie chodze do szkoly. A poaza tym tak sobie mysle, ze ten caly zament w mojej glowie w zwiazku z tymi goscmi jest chyba spowodownay pewnym snem ktory przysnil mi sie juz jakis czs temu:  

Jest pozna,ciemna noc, zasypiam. Nagle z blogiego pol snu wyrywaja mnie dglosy wchodzacychi do domu ludzi, glosne, zbyt glosne jak na ta pore nocy rozmowy i inne halasy z tym zwiazane. Zagotowalo sie we mnie, mamroczac do samej siebie obelgi pod adresem onych, wylaze z lozka z silnym postanowieniem ze: JA IM POKAZE! I ZROBIE Z TYM POZADEK!. Schodze na dol, a tam cala kupa ludu, a miedzy nimi biega rozanielony Michas. Szczeka mi opada, a zdziwienie siegnelo zenitu, Michas i tyle ludzi? Przez glowe przebiega mi mysl jak blyskawica: co to jest, przeciez on zapowiadal, ze koncem maja przyjedzie do niego jadna kolezanka, a tu taka kupa ludzi. Rozgladam sie: sa trzy pary, z dziecmi chyba w ilosci czterech sztuk, a po podlodze pomykaja jakies swinki morskie i tchurzofretki. No dobra otrzasam sie z pierwszego szoku i wkrzczam do akcji. W kuchni sa jakies osoby wiec zdecydowanym, podniesionym glosem mowie im:co to wszystko ma znaczyc! zachowujecie sie bardzo glosno! a jast noc i ja chce spac! ja mam problemy ze spaniem a wy tutaj przyjechaliscie w gosci i jak sie zachowujecie!?W jednej chwili ucichlo, zaczeli mnie przepraszac i zapewniali, ze to sie juz nie powtorzy. Pwiedzialam im jeszcze, ze w tym domu sa dwa koty i ja nie gwarantuje, ze Minio przypadkiem nie zechce upolowac sobie jakies swinki. Powiedzieli ze zaraz polapia zwierzaki i zaczeli wyciagac ze swoich walizek ogromne akwaria (mniej wiece takiej wielkosci jak w ogrodach zoologicznych), a to wszystko w tym naszym malym salonie.

Ja wiem, ze do az tak absurdalnych sytuacji to moze dojsc tylko we snie, bo przeciez nikt nie wozi z soba swinek morskich w gosci na kilka dni, no i te ogromne terraria wielkosci polowy naszego salonu ktorych bylo kilka, ale przeciez sny nie znaja praw fizyki, a przynajmniej moje i w moich snach wszystko jest mozliwe, lacznie z lataniem i przechodzeniem przez zamkniete drzwi. A goscie? No coz to sie dopiero okaze jacy to sa ludzie i chyba nie warto sluchac swojej podswiadomosci. Byle do srody, pozyjemy zobaczymy.



poniedziałek, 16 stycznia 2012
Zaliczylam ...

Dzisiaj mielismy probny egzamin ustny i poszlo mi nawet nie zle i to nawet dwa razy. A dlaczego az dwa razy?

Przyszlam do szkoly 15 minut wczesniej tak jak to proponowala Clohe, zaliczylam kibelek i pobieglam na gore do biblioteki, ale tam nie bylo mojej partnerki Eman. Krecilam sie tam pomiedzy polkami i szukalam jakiejs ksiazki z obrazkami, wczesniej na jednej przerwie ogladalam sobie taki jeden album o ptakach, ale dzisiaj nie moglam go znalezc, niestety przed sama szkola okazalo sie ze jednak nie jestem na takim luzie jak mi sie wczesniej wydawalo, normalka. Z blednego krecenia sie pomiedzy polkami wybawila mnie Kedist, swoim pojawieniem sie. Podeszla do mnie przywitala sie i zaproponowala zebysmy pocwiczyly gadanie przed egzaminem, a ze kilka minut to zawsze lepsze niz nic wiec usiadlysmy przy stoliku i wykorzystalysmy ten czas najlepiej jak tylko moglysmy. O 11:15 poszlysmy pod klase. Caly czas zastanawialam sie gdzie jest Eman, a ona byla w klasie i zastepowala partnera Suradzie, bo niestety Jorge sie nie pojawil, widac przyszla kobita duzo wczesniej. Po naszym egzaminie, czyli moim i Eman okazalo sie ze John tez nie przyszedl, wiec Clohe zapytala mnie czy go zastapie, zgodzilam sie i tym sposobem podeszlam do tej proby dwukrotnie, ale zawsze to jeden krok do przodu, bo teraz mialam te zadania ktore wczesniej miala Eman.

Mysle ze poszlo mi calkiem niezle, chociaz na dwa pytania do tekstu z plyty nie odpowiedzilam, a przy jednym pytaniu zadanym mi przez Clohe sie zakrecilam, czyli nie dokladnie go zrozumialam. Zreszta podobnie bylo z Eman i Kedist, wiec widze ze nie jest ze mna az tak zle jak to sama o sobie myslalam. Zreszta wczesniej Clohe mi powiedziala, ze mam na egzaminie powiedziec ze mam klopoty ze sluchem i bedzie to brane pod uwage, chociaz wcale nie mam zamiaru sie tym zaslaniac, ale zawsze moge powiedziec ze nie doslyszalam.

Jak wrocilam do domu to jakos nie mialam natchnienia do nauki i jakos nic mi sie nie chcialo robic, z rozmyslem odpuscilam sobie i nie obwiniajac sie o marnowanie czasu robilam NIC na kompie, pisalam sobie troszke z panem Markiem od Palmki Mazurka na facebook’u, szukalam jakichs ciekawostek na wikipedi, sluchalam muzyki na youtube i szukalam dawno nie sluchanych kawalkow, a co … Ostatnio dosc czesto mowie sobie “wyluzuj” bo na sile to i tak nic mi nie wychodzi, poprostu trza nareszcie zmadrzec i jak trzeba to nalezy dac sobie na wstrzymanie. A wieczorem zabralam sie za ten tekst i piwo sobie wypilam.

A za tydzien w srode czeka mnie prawdziwy egzamin, z komisja z Cambridge, bo  moj kurs jest pod ich patronatem.

Clohe powiedziala mi ze jest duzo lepiej niz wczesniej, widac jednak robie postepy. ))))



czwartek, 05 stycznia 2012
A z drugiej strony? - czyli kocia logika.

Pada deszcz, jest mokro i nieprzyjemnie. Minio nie lubi kiedy z nieba woda sie leje, “toto” moczy futerko i ziemia jest wtedy mokra i lapki mokna, oj oj oj on bardzo tego nie lubi. Tylko ze, on rowniez nie lubi zalatwiac sie w kuwecie, woli wyjsc i wyniesc to na zewnatrz i zostawic w jakims dolku.

Wczoraj wieczorem lalo, nawet dosc mocno, bylo zimno, a wiatr dodawal swoje. Ja pomimo ze wole kawe z mlekiem nie potrafilam sie zmobilizowac aby wyjsc do sklepu, no bo na taka pogode to ani psa … wiec dlaczego ja, ostatecznie doszlam do wniosku ze, jak czasem sie napije czarnej to nie umre od tego. Minio siada pod drzwiami i prosi o wypuszczenie, otwieram, on staje na progu, wyciaga glowe w przod, wciaga powietrze chwile weszac, po czym cofa sie do tylu wymownie patrzac mi w oczy: “no nie, no co ty, to ja jednak chyba podziekuje”. Zamkam drzwi. Poszlam w kiernku salonu aby ponownie zasiasc w fotelu gdzaie sucho i cieplo, z zamiarem zrobienia jeszcze kilku angielskich cwiczen. Kot biegnie za mna, wyprzedza mnie i siada pod drzwiami na patio, zerka na mnie a potem na uchwyt suwanych drzwi. Zawsze rozbawia mnie to jego zachowanie, bo on robi tak zwykle tylko wtedy jak ma pilna potrzebe. Zerka na mnie z nadzieja w oczach, kreci sie niecierpliwie dajac mi tym do zrozumienia abym sie pospieszyla, jakby chcial mi powiedziec: “no dobra otwieraj szybko bo ja chce sprawdzic, bo moze z tej strony jednak nie … , bo ja musze …”. Otwieram, czekam, on staje na progu i wyciaga glowe w przod: “ble, a mialem nadzieje, to ja juz nie chce …”. Podskakuje lekko w gore odwracajac sie o 180 stopni i wpada do salonu, gdzie zatrzymuje sie dopiero na srodku. Potem kladzie sie na kanapie lub na krzesle. Lezy tak zwiniety w klebuszek moze jakies pol godziny, po czym zeskakuje na podloge i kreci sie nerwowo w kolo… Ja wiem ze, mu sie chce … Pytam: “chcesz wyjsc?”. Przysiada na moment i podchodzi pod drzwi odwracajac glowe w tyl patrzac na mnie. Wstaje, otwieram … on staje na progu … rezygnuje … i tak kilka razy. Ja wiem ze jemu sie chce i ze w koncu bedzie musial wyjsc i ze zrobi to pomimo deszczu. Wczoraj, w koncu chyba za czwartym podejsciem wystrzelil z suchego mieszkania, jak korek z szmapana zatrzymujac sie pod stolem na patio, gdzie usiadl z nieszczesliwym wyrazem mordki, siedzial tam i patrzyl na mnie a cala jego postawa mowila: “nie chcem, ale muszem”. Wrocil za jakies 15 minut, wpuscilam do srodka, mial mokre futerko, poszlismy spac.

A rano, podnosze glowe do gory i w ciemnosci za oknem widze jak nasze lipy gna sie wte i nazad pod naporem wiatru. W kuchni jak co rano nakladam male co nieco na kocie miski. Mino obserwuje moje poczynania siedzac na srodku kuchni, bez specjalnego entuzjazmu. On rano nie je, on tylko pilnuje aby zarcie znalazlo sie tam gdzie ma byc, potem sprawdza co pancia tam dala i wychodzi na pole, wiec siedzi tak i patrzy. Rufus zabiera sie za jedzenie, a potem rusza w kierunku drzwi, wypuszczam go i ide do kuchni aby pomoc Minkowi podjac decyzje, szturcham go lekko stopa w zadek i pytam: “wychodzisz?”. Wstaje i wolno lapa za lapa idzie jednoczesnie nasluchujac wycia wiatru na zewnatrz. Zatrzymuje sie na przeciw miski, zerka za drzwi a potem na miecho, jakby chcial powiedziec: “no nie, to moze ja jednak bede teraz jadl”, przysiada udajac ze jest bardzo glodny. Zamykam drzwi, ide do salonu. Po chwili, takiej dluzszej przychodzi Minio i kladzie sie na kanapie przytulajac sie do mojego sweterka ktory sie robi (pozostalo do zrobienie 1,5 rekawa oraz plisy przodow). Poczeka az wierzysko sie uspokoi. Takiego mocnego wietrzyska tez nie lubi.



czwartek, 29 grudnia 2011
Swieta sie skonczyly, dziewczyny polecialy, a mnie ogarnela niemoc ...

Wczoraj wieczorem odwiezlismy nasze dziewczyny na lotnisko. Po drodze w samochodzie bylo cicho, tylko nasz osobisty pan kierowca komentowal ruch na drodze, to znaczy jak zwykle wieszal psy na wszystkich nie uzywajacych kierunkowskazow, nie wiedzacych z ktorego pasa sie skreca w lewo czy prawo, zajezdzajacych droge itp. Na miejscu bylismy dosc wczesnie, zeby nie powiedziec, ze za wczesnie, ale lepiej tak niz w druga strone. Dziewczyny mialy tylko bagaz podreczny wiec ominela je jedna kolejka. Zrobilismy dwa kolka wkolo i pozegalismy sie, one poszly na gore a my na parking. I tym sposobem swiateczny czas definitywnie sie zakonczyl.

Zrobilo sie tak jakos … smutno … pusto … cicho … ech … no dobra ja wiem ze to szybko minie, ale jednak jest tak jakos nie tak …

A mnie jakas niemoc ogarnela, humm… Mialam takie wielkie plany i dupa z tego, mialam posprzatac w kuchni i laznience zeby nie musiec robic tego w sobote, mialam pojsc na spacer. Tylko, ze jak popatrzylam na kuchenne blaty to do razu, od samego tylko patrzenia sie zmeczylam, to zrobilam sobie tylko herbate i poszlam robic nic na laptopie. Wyczynem dzisiejszehgo dnia bylo wlozenie ciuchow do pralki a pozniej rozwieszenie tego, potem poczulam sie jakbym conajmniej tone wegla przerzucila, uff… No jeszcze posciel po gosciach wynoislam na gore, ale na schowanie do szafy to se musiala poczekac, bo ja musialam sobie klapnac. Ach, no i zapomnialabym napisalam wnuczce czasownik “to be” i kilkanascie narodowosci po angielsku  i lacznie z linkiem do cwiczen online, wyslalam jej to na wiadomosci na Facebook’a to mnie tak zmeczylo, ze potem powieki mi zlosliwie zaczely opadac i nie moglam normalnie przeczytac takiego jednego postu, na takim jednym blogu, zrobilam sobie kawe, na powieki pomoglo, ale na przyswajanie informacji nie. W koncu doszlam do wniosku, ze skoro wszystko mnie meczy a ono zmeczenie wplywa ujemnie na intelekt i przyswojenie krotkiego tekstu jest niemozliwe, to nie pozostaje mi nic innego jak tylko ogladnie obrazkow i zaczelam przegladac blogi robotkowe, skupiajac uwage tylko i wylacznie na zdjeciach.

Koty tyz sa jakies takie ospale, zmeczone jakby co najmniej jakas ulewa miala byc. Wyszly rano jak zwykle na spacer a potem spaly do poludnia, nawet Krzysiek zauwazyl, ze one sa jakies takie zmeczone. Jak juz sie obudzily to snuly sie niemrawo, wyszly na chwile na pole a potem chyba raczej z przyzwyczajenia prosily o jakis wklad do michy, ale bez specjalnego entuzjazmu, a potem znowu poszukaly sobie jakichs miejsc do spania. Cos mi sie wydaje, ze one naprawde sa zmeczone, goscie w domu byli i jednak troche zamatu im narobili w ich kocim zyciu, zreszta w moim tez, bo jak sa goscie to zwykle wszystko jest inaczej niz na codzien. Kiedy mieli przyjechac to sie cieszylam i doczekac nie moglam i juz na dwa tygodnie wczesniej wlaczyl mi sie ten podstepny tasiemiec i zmuszal mnie do zarcia ponad norme. Niby, ze sie nie stresowalam ich przyjazdem i wspolnie spedzonymi siwetami, ale wychodzi na to ze jednak tak, a efektem tego jest wlasnie dzisiejsza wszech ogarniajaca mnie niemoc. Zawsze tak mam kiedy mam jakas trudna, stersujaca sytuacje to sie trzymam, potrafie sie tak mocno trzymac, ze ktos patrzacy z boku pomyslal by o mnie ze, baba jest twarda jak glaz, nic bardziej blednego bo kiedy dana sytuacja sie konczy ja czuje sie jak ten balon z ktorego powietrz uszlo … I wtedy nie jetem w satnie ani reka ani noga i dlatego dzisiaj tak sie snuje.

Ale jest dla mnie nadzieja, bo jutro ide do pracy i mysle ze to przywroci mnie do normalnosci. Mam extra sprzatanie w domu u moich pracodawcow i musze im biuro sprzatnac, bo w piatek to mi sie juz nie chcialo tam jechac, a poza tym moglam sobie na to pzwolic, bo biuro jest zamkniete od wigili az do 2 stycznia. To jutro zrobie to extra o co mnie prosili, a na dodatek jeszcze pytali czy moge przyjsc w ten piatek, bo gdybym miala inne plany to by wcale nie nalegali, a potem od razu podskocze do biura. Wyjde z domu jak zwykle okolo 9-tej a wroce, no mysle, ze tak kolo 18-stej.

No dobra to jutro, a dzisiaj to jeszcze wieczorem bylismy w sklepie, bo w lodowce jakos tak, przewiewnie sie zrobilo, wiec potem musialam te wszystkie wiktualy rozlokowac na odpowiednie miejsca i znowu wszystkie sily ze mnie uszly, no ale nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo bo juz w sobote nie bedzie zadnych zakupow! A najgorsze jest to ze na gorze czeka jeszcze na mnie ta posciel ktora tam przed poludniem wynioslam i nie ma lekko, bo nie ma jej gdzie przelozyc z braku miejsca w naszej sypialni, poprostu musze sie jeszcze sprezyc i jak juz sie tam wydrapie to bede musiala ja zlozyc i schowawac do szafy.

A kiedy szlismy do sklepu to okazalo sie ze pada deszcz, ale pomimo wszystko te moje futrzaki to jakies takie dziwne dzisiaj byly.

Ps. Zamieszcze sobie ten post,ale jest on jeszcze nie sprawdzony, zrobie to jutro po powrocie z pracy wiec nie wystraszcie sie jak jakies byki zobaczycie, teraz jetem juz za bardzo zmeczona. Dobranoc.



niedziela, 25 grudnia 2011

Chcialam to zrobic wczoraj, niestety nie udalo sie. Poczynialam ostatnie przygotowania do wigilijnej kolacji, robilam salatke jarzynowa, nakrywalam stol, ogarnialam sama siebie i takie tam … A dostep do mojego rozowego (czyli laptopa) mialam tylko rano, potem dziecie w postaci wnuczki przysalo sie do niego, potem byla juz kolacja i swietnie sie bawilismy wiec olalam neta na rzecz ludzi.

A czego chcialam zyczyc tym Wszystkim ktorzy tutaj do mnie zagladaja? Chyba tego samego czego samej sobie:

Czasu milo spedzonego z ludzmi ktorzy sa nam bliscy,

Duzo spokoju, dobrego odpoczynku ladujacego nasze wewnetrzne akumulatory,

Abysmy wszyscy mogli poczuc magie tych swiat i mogli sie nia cieszyc.

Ja naleze do tych osob dla ktorych swieta nie sa tym co tygryski lubia najbardziej. Powtorze tu za moja przyjaciolka: “zmory z przeszlosci odebraly nam swiateczna radosc i nie pozwalaja sie cieszyc jak nalezy tym czasem”. Przez bardzo dlugi czas swieta bardzo mnie meczyly, wprowadzaly w stan rozdraznienia i przygnebienia i … Czesto myslalam sobie jak fajnie bylo by gdybym znowu mogla sie cieszyc tym czasem jak kiedys, dawno … przed tym zanim w moim rodzinnym domu zaczelo dziac sie zle, zanim stalam sie dorosla co nastapilo za szybko, naprawde za szybko …  Czasem myslam sobie ze Swiety Mikolaj do spolki z Aniolkiem mogliby mi dac taki prezent, bo u nas pod choinke prezenty przynosil wlasnie Aniolek, a ja jestem takim dziwakiem ktory pomimo tego ze, juz prawie do piecdziesiatki dobijam to nadal w Mikolaja i krasnoludki wierzy. I moze nareszcie ktos tam na gorze wysluchal mojej cichej prozby bo, zeszloroczne swieta mialam poprostu fantastyczne. A te swieta spedzamy wspolnie z corka i wnuczka i jest to pierwsze Boze Narodzenie ktore spedzamy razem od kad ja jestem na wyspie. Wigilia uplynela nam cudownie, a dzisiaj jedziemy do znajomych, za chwile.

Jak tak dalej pojdzie to chyba znowu polubie swieta, chociaz to juz nigdy nie bedzie tak wspaniale jak wtedy gdy bylam dzieciakiem.

I wszystkim tym co maja podobnie jak ja, zycze aby to co nie daje Wam sie cieszyc swiatecznym czasem przestalo Was dreczyc.

Wszystkiego naj…



piątek, 23 grudnia 2011
Umyj oczy szamponem ;-)

W srode …

Siedzimy sobie z corka w salonie na kanapie i szukamy na Youtube jakiegos filmu. W pewnym momencie corka widzac jak sie zaplatalam zamykajac jakies okna mowi do mnie: “mamo a czy ty dobrze widzisz? A kiedy ostatnio badalas sobie wlosy?” i wybucha smiechem dodajac: “bo jak zle widzisz to koniecznie trzeba wlosy przebadac”.

Uwielbiam takie gafy, sa poprostu fantastyczne potem smiejemy sie z nich cale lata. Jednego razu wrocilam do domu a corka dumna z siebie zakomunikowala mi: “mamo ugotowalam ci garszcz barszczu”, albo wracajac w nocy do domu w stanie po spozyciu i nie mogac otworzyc drzwi w egipskich ciemnosciach panujacych na korytarzu sama do siebie rzekla: “co jest nie moge traffic dziurkiem do kluczka”

Krzysiek, ktoremu wczesniej Magda opwiedziala historie o badaniu wlosow w przypadku slabego wzroku, wychodzac na papierosa na patio nie doslyszal czegos i stojac pod drzwiami powiedzial: “musze sobie umyc oczy szmponem”, Magda troche zdziwona popatrzyla na niego, rozesmial sie mowiac: “no bo jak zle slysze to musze sobie umuc oczy szamponem”.

Jadac potem na zakupy ryczelismy ze smiechu z takich wlasnie wpadek, a Krzysiek w pewnym momencie stwierdzil ze: “chyba musze se kupic okulary bo grzywka mi wyszla” , na to ja dodalam ze: “no to chyba beda musialy byc mocne, bo nie tylko …”, po czym dodalam:”a ja to chyba powinnam sobie kupic duza butle szmponu i czesto myc oczy, bo pewnie wyjdzie mi taniej niz aparat sluchowy”.

A w sklepie Krezysiek opowiadal rozne glupoty Mirze, a kiedy dochodzilismy do kasy powiedzial do niej: “no bo ja jestem malutki, mam siedem latkow, a ty jestes moja mama”, a potem ten pan przy kasie jak dojechala do niego flaszka likieru pytal sie chlopa po trzydziestce, prawie lysego i zupelnie nawet nie przypominajacego nastolatka, czy aby napewno ma skonczone 18 lat, myslalam ze pekne ze smiechu i podsumowalam to krotko: “pewnie slyszal jak Krzysiek sie darl ze ma siedem latkow” i wszyscy ponownie wybuchnelismy smiechem.

A wczoraj wieczorem przyszedl syn, bo chcial zabrac swoja siostrzenice do jakiegos sklepu, a ze jak zwykle nie sluchal naszych prozb i jak nakrecony gadal o wyzszosci linuksa nad windowsem to powiedzielismy mu zeby umyl sobie oczy szmponem i to go na chwile zatkalo.

Ps. Nasze diewczyny przylecialy we wtorek rano.



sobota, 17 grudnia 2011
Opowiesc wigilijna ...

Ta historie opowiedziala nam sasiadka Danusia, ktora mieszkala razem z nami w jednym domu, w Warszawie:

Jej krewni budowali sobie dom i w trakcie budowy dokarmiali dzika kotke, robili to codziennie a kiedy nie bylo ich na budowie to wczesniej zostawiali jej cos do zjedzenia. Kotka przychodzila po jedzenie, zjadala w ich obecnosi, ale nigdy nie pozwolila sie poglaskac ani podejsc zbyt blisko. Nie usilowali jej na sile oswajac, zaakceptowali ja taka jaka byla. Wprowadzili sie tuz przed wigilia, tak ze swieta spedzili juz w nowym domu. Kiedy siedzieli juz przy wigilijnym stole, uslyszeli dziwny halas pod drzwiami na taras. Ktos z nich poszedl sprawdzic co to jest … Pod drzwiami, na sniegu stala “ich” kotka, nie uciekala, a w pysku trzymala kocie. Kiedy drzwi sie otworzyly, popatrzyla spokojnie na osobe ktora w nich stanela i polozyla swoje dziecie na sniegu, a potem odeszla. Male zaczelo mialczec, bylo naprawde malenkie. Krewni Danusi zabrali kociaka do domu i wiecej nie zobaczyli jego mamy. Danusia mowila ze, kociatko bylo malenkie i pewnie nie przezylo by na mrozie. Przez jakis czas jeszcze wystawiali jedzenie dla kotki, ale juz wiecej sie nie pojawila. Przypuszczali ze, moze byla chora i czujac zblizajacy sie koniec oddala im swoje dziecko. Kociaka wychowali i bardzo byli z niego zadowoleni. Okazal sie madrym kotem i stal sie czlonkiem rodziny. Zawsze jak wracali do domu to ich wital jak pies, slyszac odglos znajomego smochodu przybiegal do ogrodu i platal sie miedzy nogami. Musieli tez uwazac wjezdzajac na posesje bo kot wybiegal na przeciw nadjezdzajacego samochodu i bali sie, aby sie pod kola nie zaplatal.

Szkoda tylko ze, ta historia skonczyla sie smutno. Jednego dnia kiedy wrocili do domu nikt nie wyszedl na powitanie. Chodzili szukali, wolali, porozwieszali ogloszenia, I nic … Podejrzewali ze ktos go ukradl bo, ludzie w okolicy wiedzieli jaki on jest madry i nie jeden zazdroscil im tego kota.



piątek, 16 grudnia 2011
Urodzinowa niespodzianka Thomasa ...

Jakos dwa tygodnie temu uczylismy sie dat, miedzy innymi odpowiadac na pytania: “kiedy sie urodziles” lub “kiedy sa twoje urodziny”. Nasza Clohe odpowiedziala na pytanie jednego z nas ze, ma urodziny 14 grudnia. Na nastepny dzien Thomas podczas lanczu zaproponowal abysmy zlozyli sie po £2 na bukiet i prezent, nikt sie nie sprzeciwil. Thomas sam zrobil liste, zebral pieniadze, kupil prezent i kwiaty. Chcial kupic szal albo bluzke, ale ostatecznie posluchal naszej sugesti zeby nie bylo to nic z odziezy, wiec Clohe dostala torebke i portfel. Torebka byla czarna, nie duza, calkiem prosta i elegancka, widac bylo ze bardzo sie spodobala. Jako ze, w srode, czyli w sam dzien urodzin mielismy ostatni dzien szkoly i nie bylo zajec tylko party w kantynie, to umowilismy sie ze, we wtorek wszyscy wroca z lanczu wczesniej i przygotujemy wszystko jak nalezy przed wejsciem solenizanta. Wszyscy po skonczonej lekcji polecieli do sklepu i kazdy jeszcze cos kupil, a to sok, ciastka, jakies torto podobne ciasto … Wrocilismy do klasy. Thomas przyniusl bukiet, a ze swojego sekretnego wora, z ktorym przyszedl rano do szkoly, wyciagnal jednorazowe talerzyki, kubeczki, sztucce i serwetki. Rozlozyl to wszystko na stole, poukladal ciastka i inne slodycze na jednorazowych tackach, rozpakowal tort, robil to wszystko sam i szlo mu to bardzo sprawnie. Poustawial to wszystko na naszym szkolnym stole w taki sposob ze, nawet nie razilo to ze, on taki goly i cakowicie nie stosowny na taka okazje. Patrzylam na to i bylam pod wrazeniem, zreszta nie tylko ja, bo Monika tez. Caly czas ktos stal na czujce pod drzwiami, i kiedy juz … to wszyscy wstalismy, a kiedy drzwi sie otworzyly zabeczelismy jak stado rasowych baranow: “happy birthday”, oczywiscie ja nie wyrywalam sie zbyt glosno, bo ja ze swoim pieknym glosem moglabym byc pogromca szczorow po piwnicach, ale z tego co uslyszalam to z niektorymi osobami moglabym spokojnie spolke zalozyc, hi, hi , hi … . Clohe byla zszokowana i w pierwszym momencie ja poprostu zatkalo, a po chwili zaczela bakac w kolko: "thanks, very thanks, very match thanks everybody" … Krzyzowala dlonie na piersiach i nie mogla otrzasnac sie z zaskoczenia. Thomas wreczyl jej bukiet i zaprowadzil do zastawionego stolu, wreczyl jednorazowy nozyk, taki chyba specjalny do krojenia tortu bo troche wiekszy od tych zwyczajnych. Clohe zaczela kroic ten psedo tort, ale gdzies w polowie, cud nozyk sie zlamal, na co wszyscy lacznie z solenizantka wybuchneli smiechem. Przez dobra godzine zajadalismy te wszystkie slodkosci i gadali, sluchajac piosenek z roznych, chociaz w wiekszosci afrykanskich krajow, na Youtoub’e. A ze, sprawiedliwosc musi byc, to pierwsze namowiono Surade aby poszukala nam jakiegos tajlandzkiego kawalka, dziewczyna znalazla odpowiednia piosenke, usiadla i zaczela wyginac dlonie w takt muzyki, tak jak to robia tajlandzkie tancerki, poprostu szok jak mozna miec wygimnastykowane dlonie, jakby z gumy byly, patrzylam a szczeka mi opadala z wrazenia. Potem jeszcze Eleonor wrzucila cos z Ekwadoru i chwile pokrecila bidrami na srodku sali, tak tez nie potrafie, ale ze mnie sztywniak. Niestety puszczenie polskiego kawalka to byla porazka bo, Monika za namowa Roberta chciala Kolorowe Jarmarki w wykonaniu Rodowiczki, ale trafila na jakis calkiem badzeiwny kawalek i nie mogla znalezc lepszej wersji.W pewnym momencie Clohe powiedziala ze, jest jej bardzo milo i jeszcze raz bardzo nam dziekuje, ale teraz proponuje jeszcze chwile sie pouczyc. Usiedlismy wszyscy na swoich miejscach. Clohe dala nam slowa ktore polecila ulozyc do rymu, a potem rozdala nam teksty pisenki “Don’t worry be happy”  bez ostatnich slow w wersach i wlaczyla piosenka na Youtoub’e z poleceniem sluchania i wpisania odpowiednich slow w puste miejsca. Kiedy skonczylismy zabawe z piosemka Clohe oglosila koniec zajec na dzisiaj, jeszcze raz dziekujac za mila niespodzianke, puscila nas do domu prawie pol godziny wczesniej. Na koniec Thomas szybko sprzatnal ze stolu, smieci wrzycajac do swojego skretnego wora z ktorym przyszedl rano, pol tortu ktory zostal nie zjedzony polozyl na biorku. Kiedy wychodzilismy z klasy nie bylo sladu po imprezie.

W srode mielismy Christmans Party, ktore odbywalo sie w kantynie, bylo nas tam kilka grup, pewnie wszystkie te ktore konczyly tak jak my w srode. Na poczatku nie bylo Clohe, przyszla pozniej, a z nami byla nasza druga nauczycielka Dorothy. Kiedy Clohe sie pojawila, ja i Monika akurat postanowilysmy juz pojsc do domu, pozegnalysmy sie ze wszystkimi, pozyczylysmy sobie wesolych swiat i szczesliwego nowego roku, wzielysmy nasze kurtki pod pachy aby ubrac sie na korytarzu, w tym momencie Cloche stanela pomiedzy nami wszystkimi i jeszcze raz dziekowala. Wyszlysmy z Monika na korytarz i ja stwierdzilam ze, tak po prawdzie to ona powinna glownie Thomasowi dziekowac a nie nam wszystkim bo, to byl jego pomysl i wykonanie, od poczatku do konca lacznie z posprzataniem. Monika przyznala mi racje.

A tak co do Thomasa to obserwuje tego faceta od poczatku dosc uwaznie, bo on tak na pierwszy rzut oka to na takiego lada co wyglada, taki nieszkodliwy pocieszny postrzeleniec, a to jakis glupi kawal Robertowi zrobic, ale taki prawie dziecinny, np zabrac mu pieprz ktory sobie z posilkaiem na stolowce do stolika przyniesie, albo skubnac cos komus z talerza, cos komus przestawic, albo z pod reki usunac. A z drugiej strony pokazal ze, jest swietnie zorganizowany. Pracuje w resteuracji, nie wiem dokladnie co tam robi, ale napewno nie zmywa garow, mowi ze lubi gotowac. Lubi sport i interesuje sie tym. Zauwazylam tez ze, ma pewna wiedze, bo kiedy mielismy lekcje o “Black History Month”  (miesiac czarnej histori – dotyczy to histori czarnych przywozonych do europy jako niewolnikow) to zadna z czarnych osob w kalsie nie wiedziala o co chodzi, tylko Thomas zabral glos. Wydaje mi sie ze, ludzie z Afryki powinni cos wiedziec na ten temat bo, to w koncu dotyczy ich histori. Zreszta Thomas czesto wypowiada sie na rozne tematy i wiem ze nie mowi glupot. Poza tym zawsze jest czysty, pozadnie ubrany i ma swoj specyficzny styl. Pomimo swoich glupich kawalow jest sympatyczny, lubie go coraz bardziej, bo to konkretny czlowiek, ktory wie czego chce, przynajmniej takie mam wrazenie. Po feriach musze sie go zapytac z kad dokladnie jest, bo jakos mi to umknelo i nie jestem pewna czy z Algieri czy z Angoli.

A Clohe byla naprawde zaskoczona nasza/Thomasa niespodzianka, bylo to wyraznie widac. Cos mi sie tak wydaje ze wczesniej zadna klasa nie zafundowala jej takiego przyjecia. Bylo jej tak milo ze, prawie miala lzy w oczach.



niedziela, 11 grudnia 2011
Byl toast :-)

W srode nie bylo Moniki w szkole wiec, podczas przerwy na lunch usiadlam przy stoliku, przy ktorym siedziala Surada, dziewczyna z mojej klasy i jakas starsza kobieta. Surada zjadla swoje ciasteczka, zapytala czy nie wiem dlaczego nie ma Moniki i poszla do biblioteki. Zostalam przy stoliku z ta kobieta. Juz mialam zaczac pisac SMS-a do przyjaciolki kiedy zostalam zagadnieta przez nia. Tak, wlasnie ludzie tutaj bardzo czesto zagaduja obce sobie osoby, na ulicy, na przystanku czy w metrze … Zaczela od tego ze, duzo ludzi, obcokrajowcow przychodzi tutaj do szkoly, powiedzialam jej ze my- ci obcokrajowcy, chodzimy tutaj uczyc sie angielskiego. Ona byla ciekawa jak dlugo ja ucze sie jezyka, wyjasnilam ze, w tej szkole drugi rok, a wczesniej w moim kraju uczyla mnie moja ciocia przez trzy lata. Potam zainteresowala sie ile razy w tygodniu przychodze do szkoly, a kiedy jej powiedzialam ze, zajecia mam od poniedzialku do srody po 5 godzin dziennie, to stwierdzila ze to duzo i ze, chyba nie moge pracowac, wyprowadzilam ja z bledu mowiac jej ze, pracuje w piateki a moj maz pracuje na full time (pelny wymiar czasu), na co pokiwala glowa z uznaniem, moze myslala ze ja zyje z benefitow, a tu taka nispodzianka. Pytala tez czy gramatyka angielska jest dla mnie trudna, na co odpowiedzilam jej ze, czasem tak a czasem nie. Stwierdzila tez ze czasami jest tak ze jedno slowo moze miec wiele znaczen i ze to tez moze byc trudne, w tym przypadku przyznalam jej racje. Pytala tez czy mam dieci, a kiedy uslyszala ze mam dwoje i one sa juz dorosle i maja 28 i 26 lat otworzyla usta ze zdziwienia, to czesta reakcja zwazywszy na moj wyglad. Jeszcze bardziej jej opadla szczeka kiedy uslyszala ze ja mam 46 lat. Ona powiedziala mi ze ma 78 lat i chodzi sobie tutaj, czyli do college na joge i teraz ja sie rtoche zdziwilam. Na koniec zapytala o moje imie, i powiedziala mi ze, jeszcze musi pojsc do toalety. Po czym wstala, pozbierala swoja siatke, pozegnala sie ze mna i podpierajac sie laska pokustykala w strone wyjscia … Mialam przyjemnosc rozmawiac z Kate.

 Pierwszy raz rozmawialam po angielsku z obca osoba. Ale bylam z siebie dumna! A wieczorem powiedzialam slubnemu o wszystkim i kazalam sobie zrobic drinka w celu uczczenia tego radosnego faktu.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19