RSS
czwartek, 06 grudnia 2018
LIST DO SWIETEGO MIKOLAJA

Swiety Mikolaju,

Nigdy do Ciebie zadnego listu nie pisalam. Gdy bylam dzieckiem marzylam o tym czy tamtym, ale potem zwykle pod poduszka znajdowalam cos zupelnie innego. A kiedy rano ja podnosilam, niezmiennie cieszylam sie z tego co kryla pod soba i zapominalam o tym wymarzonym. Najwazniejsze bylo to, ze byles i nie zapomniales.

 

A potem przyszedl ten straszny dzien, kiedy siostra w zlosci wysmiala moja dziecinna wiare w Ciebie. Nie chcialam wierzyc, prawie sie poplakalam, ale ona nie odpuszczala i powiedziala, ze to mama Ciebie udaje. Wykrzyczala mi, ze nie ma Mikolaja ani Aniolka, a ja jestem glupia. Przelknelam to i przyjelam do wiadomosci okrutna rzeczywistosc. Chociaz w glebi mojego malego, dzieciecego srduszka, mialam taka iskierke nadziei, takie skryte marzenie, ze jednak istniejesz i kiedys moze wynagrodzisz mi ta moja dziecinna wiare.


Mikolaju, caly rok bylam grzeczna dziewczynka, gotowalam Gandalfowi obiadki, ktore nie zawsze jadlam razem z nim, bo jak wiesz nie wszystko to co on lubi, lubie i ja. Pralam mu skarpety i majty, tudziez inne fatalaszki. Mylam gary i podlogi, odkurzalam, szorowalam i wietrzylam i takie tam inne. Futrzaki karmilam i poilam, robilam wypusc i wpusc kotka i tabletki podawalam. A nawet zlozylo mi sie, swieczke mamie i tacie na grobie zapalic. Nie nawstawialam od najgorszych JM jak mnie wywalil z roboty, chociaz po prawdzie, nalezalo mu sie i to z grubej rury.


I tak Mikolaju, ja nie chce zlota i brylantow, ja chciala bym tylko, zeby moj sen sie sprawdzil. Chciala bym tak czekac, pod drzwiam na wlascicilke zeby jej klucze oddac, a potem pojechac do mojego wlasnego domu i zeby on byl z ogrodem, a w nim te male kozki o ktorych ja juz dawno …

A i o jeszcze jedno bym Cie bardzo prosila, zebym spala dobrze, tak dobrze zebym kazdego ranka wstawala wyspana i wypoczeta i pelna energi, gotowa na przyjecie wyzwan nowego, kolejnego dnia.

I to bylo by na tyle, chociaz mam jeszcze takie jedno marzenie, ale to moze inna raza.


I obiecuje Ci, ze jak juz spelnisz ta moja prozbe, to ja bede jeszcze grzeczniejsza dziewczynka i nie bede sie lenic i ugotuje Gandalfowi te kluski co je tak lubi, a ja tak nie lubie ich robic.


Dina z Londynu

wtorek, 04 grudnia 2018
POLKA i SEN

W sobote Gandalf stwierdzil, ze jak ma troche czasu to musi zrobic teraz cos w domu. Pierwsze mowil cos o skirting’ach, ale potem zlapal miarke w reke, pomierzyl kat i pojechal do sklepu, a wrocil juz z pocietymi plytami. A potem zabral sie do roboty i tak przez sobote i niedziele zrobil i pomalowal polke na ksiazki.

Teraz juz nie bedzie narzekal, ze ksiazki stoja w kartonach, a ja jeszcze lakomym okiem patrze na jakies pozycje w sklepie.

 

Polka bardzo mi sie podoba i bardzo sie z niej ciesze. Wczoraj wstepnie poukladalam ksiazki z tych pudel, kotre przywiezlismy w ubieglym roku, a bylo tego 7 kartonow po bananach. Sa to ksiazki z ojca kolekcji i jeszcze troche ich zostalo u Psoty pod lozkiem. Na polce jest jeszcze troche miejsca.


Praca w toku ... plan jest taki, ze na czwartym poziomie od dolu poukladam ksiazki Kinga.

Dzisiajszej nocy mialam piekny sen:

 

Stalam pod drzwiami wyjsciowymi, bylam ubrana w moja niebieska kurtke i czapke wiosenna. Stalam sama, nie widzialam Andrzeja, ale mialam swiadomosc, ze tam jest, ze za chwile razem wsiadziemy do auta. Na zewnatrz byla piekna pogoda, swiecilo slonce, widzialam jak pieknie jego blask rozlewa sie na  podlodze. Stalam tak, jak bym juz w tej chwili miala zlapac za klamke i wyjsc, ale jeszcze musialam chwile poczekac i w tym oczekiwaniu, patrzylam tak na mieszkanie, ktore za moment mialam opuscic na zawsze … Nie moglam uwierzyc w to, ze jest takie puste i wysprzatane. Nie bylo w nim juz, zadnych naszych rzeczy, nic. Wszystko bylo juz w naszym nowym mieszkaniu, nie wynajmowanym, ale naszym wlasnym. Nie moglam sie juz doczekac, chcialam tam juz byc, chcialam nareszcie znalezc sie u siebie. Czekalismy jeszcze tylko na wlascicielke, zeby oddac jej klucze i odebrac depozyt, miala sie pojawic lada moment.

sobota, 01 grudnia 2018
PATRYCJA

Mieszkamy tu juz 9 lat i nie pamietam dokladnie kiedy, ani w jakich okolicznosciach, zaczela sie znajomosc z Patrycja. Chociaz, zanjomosc to chyba za duzo powiedziane.

 

Na nasze pierwsze swieta Bozego Narodzenia tutaj, dostalismy dwie kartki od sasiadow, pierwsza byla od pani mieszkajacej nad nami, a druga wlasnie od Patrycji.

 

Potem kiedys zaczepila Gandalfa i zapytala czy nie zaszedl by jej do sklepu, po butelke wina i tak kilka razy sie mu zdarzylo.

 

Innym razem zadzwonila do nas i Michal (jeden z naszych wspollokatorow) poszedl jej pomoc, bo nie mogla zlapac zadnego programu w telewizji. Kilka razy jeszcze pomagal jej z tym, bo ona cos ponaciskala w pilocie, a potem nie potrafila sobie z tym poradzic. Zdazylo mu sie rowniez wzywac do niej pogotowie, spadla ze schodow, poobijala sie i zlamala sobie reke. Pogotowie to on wzywal do niej chyba dwa razy, o ile pamiec mnie nie myli.

 

Kiedys wyszla na zewnatrz i drzwi sie jej zatrzasnely, byla juz pozna jesien, a na polu zimnica. Gandalf akurat wracal z pracy i zlapal ja pod domem. Zbral ja do nas, posadzil na kanapie i powiedzial zebym zrobila jej goracej herbaty, bo jest przemarznieta, a on pojedzie na robote po dluga drabine i wejdzie przez uchylone okno na gorze. To bylo trumatyczne przezycie dla mnie, nie, nie dlatego ze ona byla stara, ona strasznie smierdziala, okrotnie, jak stary nie myty kibel publiczny. Jak juz poszla do siebie, predko otworzylam drzwi na patio i okno w kuchni. Dwa razy tak ja moj Gandalf ratowal.

 

Jeden raz, albo dwa byla tez policja i drzwi jej wywazyli, bo jakas krewna zglosila, ze ona nie odbiera telefonu. Jeden raz wyszedl do nich Gandalf i powiedzial im, zeby juz jej zostawili te drzwi w spokoju, tylko wybili panel na dole przy drzwiach, a on go potem wstawi. Po tych wszystkich akcjach council wymienil jej drzwi, a ona dala nam klucz w razie “W”. Przydal sie i pomimo sklerozy pamietala, ze ma go u nas.

 

Czasem przychodzila i prosila czy mogla bym jej zajsc do sklepu, na poczatku nie zawsze chciala wino. Czasem chciala zeby jej piekarnik zapalic, bo nie miala zapalek. Kiedys przyszla i poprosila, zebym jej okno w lazience zamknela, zle przekrecila klamke i sie zablokowalo, a ona nie mogla sobie z tym poradzic. Bywalo tez, ze trzeba bylo jej smog alarm wylaczyc, bo przyjarala cos w piekarniku. To byly takie drobne sprawy, ot dwie torebki herbaty pozyczyc, bo sie jej skonczyla, zawsze dawalam jej wiecej i nie dopominalam sie o zwrot.

 

Nie od razu zauwazylismy, ze ma problem z alkocholem, to wyszlo dopiero pozniej. W zeszlym roku w wakacje dla czadu, jak codziennie sie do nas dobijala i chciala zeby jej pojsc po wino. Wkurwilam sie na maxa jak dorwala Krzyska rano i powiedziala mu, ze to nie wazne czy on sie do roboty spozni, bo jest mlody i moze jej po wino skoczyc. Przestalam jej otwierac, to znaczy nie otwieralam za kazdym razem, a jak pytala czy mogla bym pojsc do sklepu to mowilam, ze nie mam czsu. O dziwo zrozumiala aluzje i dala se na wstrzymanie. Przez jakis czas nie dzwonila, az jednego dnia kiedy jej otworzylam to okazalo sie, ze nie moze sobie piekarnika wlaczyc.

 

Nasza sasiadka, ktora mieszka tu nad nami, od prawie 30-stu lat, tez Polka, opowiadla nam o niej:

To cala rodzina taka byla, wszyscy tam chlali. W tym mieszkaniu umarl jej ojciec i brat. Ona cale zycie nie pracowala i zyla na koszt panstwa. Nie miala meza, ani dzieci. Teraz to sie uspokoila, bo jest stara i nie ma juz sily, ale wczesniej to dawala czadu i byly tu z nia niezle przeboje …”

 

Rok temu, jakos na poczatku grudnia, bylo pogotowie, policja i facet z councilu,  chyba znowu ze schodow spadla. Bylam na dole i uslyszalam jak wala do drzwi, wyszlam zobaczyc co sie dzieje, powiedzialam policjantowi, ze mam klucz, a on poprosil zebym ich wpuscila.  Wtedy zostalo zgloszone w councilu, ze klucz od Patrycji jest u nas. Zabrali ja do szpitala, miala wyjsc przed swietami, ale przywiezli ja dopiero pod koniec stycznia. W tym czasie council wysprzatal jej mieszkanie, dostala nowe lozko i materac, oraz ciuchy. Cos jej tam jeszcze robili w mieszkaniu, ale nie wiem co, nie bylam zainteresowana. Wtedy wlasnie poznalam tego Polaka “faceta od remontow”, z ktorym wczoraj gadalam, bo on pracowal w jej mieszkaniu i nawet pare razy przyszedl do mnie po klucz.

 

Potem council dorobil klucz i zalozyli jej specjalna skrzynke. Niestety to za dlugo nie dzialalo, bo bardzo szybko okazalo sie, ze klucz w skrzynce jest zly. Dzwonily do mnie kolejne opiekunki i prosily o otwarcie drzwi, wkurzalo mnie to, ale czulam tez, ze nie powinnam tego robic, wiec najczesciej odmawialam.

 

Tydzien temu znowu przyszla opiekunka, nie otworzylam jej drzwi i wychodzi na to, ze dobrze zrobilam. Troche pozniej przyszla kobieta z facetem, oboje z councilu i “facet od remontow”. Dalam jej klucz i okazalo sie, ze Patrycja spala. Pani zabrala  klucz i powiedziala, ze narazie wloza go do skrzynki, a potem dorobia opiekunce zeby miala wlasny, a ten mi zwroca, mialam go dostac w ten piatek.  Kiedy dowiedzialam sie, ze Patrycja nie zyje, to sie ucieszylam, ze juz nie mam tego klucza. A “facet od remontow” powiedzial, ze Patrycja chyba sama wlozyla do skrzynki swoje stare klucze, zeby jej nie wlazili do mieszkania. Mozliwe, ze tak bylo, bo jak kiedys przyszed facet zrobic jej cos w kiblu i prosil zebym go wpuscila, to okazalo sie, ze zamknala sie na lancuch.

 

W ubiegly piatek widzialam ja ostatni raz i jak zeszla na dol, taka zaspana, to jeszcze pytala mnie czy nie zajde jej do sklepu, po gazete i wino powiedzialam, ze po gazete tak, a po wino nie, zrezygnowala.

 

Wczoraj “facet od remontow” powiedzial mi, ze zaraz bede remontowac to mieszkanie i pewnie po nowym roku kogos tu zakwateruja. A jak ostatnio gadal z Gandalfem, to stwierdzil, ze on chcialby zeby Patrycja zyla jak najdluzej, bo jak umrze to on bedzie musial to mieszkanie remontowac i wachac ten smrod. A skad ten smrod? A to proste, Patrycja nie trzymala moczu, prawdopodobnie nie czula nawet kiedy .. Kiedys jak stala pod moimi drzwiami i cos chciala, a ja nie moglam jej pomoc i chwile mi zajelo zanim jej wytlumaczylam, ze nic z tego, to widzialam jak sie jej po nogach lalo, ona nawet nie zwrocila na to uwagi …

 

Ostatnio nie zawsze jej otwieralam i nie zawsze otwieralam jak dzwonila do mnie opiekunka, czailam sie pod drzwiami, teraz juz nie bede musiala sie skradac jak ktos zadzwoni.

 

Ps. Piaskowy Dziadek ominal moje lozko szerokim lukiem, dusi piasek jeden. Polozylam sie spas poltorej godziny pozniej i tak ... czekalam ... czekalam .... czekalam ... a potem 5:20 oczka szeroko otwarte, nie bylam w stanie wstac, dogorywalam do 7:20.

 


NIE SPANIE I TAKIE TAM, INNE ATRAKCJE

Znowu noce nie sa moje … Cholera jak mam ze 3 noce lepsze, to potem wczystko wraca do normy … Dzisiaj rano znowu czulam sie jak zombi, a zeby bylo zabawniej migrena pukala do mych drzwi, czytaj: napierdzielala w nie lomem. Dwa miesiece mnie nie odwiedzala, ale bylo cudnie, a dzisiaj znowu zapowiadala sie z piekna  imprezka. Taszczyla ze soba bebny, talerze i takie tam inne wiertarki udarowe i az podskakiwala z uciechy, rapujac mi, ze od kiedy JM wywalil mnie z pracy to mnie zaniedbala i teraz musimy to nadrobic. Osobiscie nie mialam ochoty nadrabiac straconych z nia spotkan, podobalo mi sie wczesniej, jak o mnie zapomniala.

 

Na dzien dobry zaparzylam sobie imbir i w  slimaczym tempie namieszalam ciasto na chleb. Potem zrobilam sobie kawe, smakowala by lepiej gdyby nie ten jednostajne walacy kafar w mojej glowie.

 

Po sniadaniu, zlapalam siatke i poszlam na Brixton, po miecho dla kotow i takie tam inne otreby.

 

A dzisiaj bylo sliczne slonko, mila odmiana, po tych kilku dniach szarych prawie jak popiol. A na dodatek, temperatura tez byla przyjemna i zadnego deszczu, no poprostu full wypas i pelnia szczescia.

 

Kiedy wracalam, zaczepil mnie policjant stojacy pod drzwiami sasiadki. Pierwsze zapytal czy mieszkam pod 126, potem kiedy widzialam ja ostatni raz i czy nie slyszalam jakichs halasow, albo nie widzialam kogos krecacego sie po jej patio. Ostatnio widzialam ja w zeszly piatek, jak rozmawialam z kobieta z councilu, nie widzialam i nie slyszalam nic podejrzanego. Na koniec powiedzialam mu, ze moze ona spi na gorze i nie slyszy, bo ma problem ze sluchem. Odpowiedzial mi na to, ze ona nie zyje. Jakos sie wcale nie zdziwilam, miala 79 lat i caly czas chlala.

 

W domu doszlam do wniosku, ze imprezka sie jednak nie udala i juz nie dochodzilam czy jednak pomogl imbir, czy szybki marsz na Brixton i spowrotem. Cieszylam sie ja dziecko z cukierka, ze migrena pozbierala swoje zabawki i sie ulotnila.

 

Po jakichs dwoch godzinach, przyszedl facet ktory wykonuje prace remontowe dla councilu i potwierdzil moje domysly, ze znalazla ja opiekunka, ktora do niej przychodzila. Gadalismy chwile o Patrycji, bo tak miala na imie moja sasiadka i o inne takie tam tematy. Przy okazji dowiedzialam sie, ze on jest w Londynie juz 18 lat i chcial by wracac do Polski, ale zona nie chce. W czasie kiedy tak gadalismy o wszystkim i o niczym, przyjechali po zwloki. Ot byla sobie pijaczka i juz jej nie ma. Czasem jej pomagalismy, czasem ratowalismy w opresji, nawet dala nam klucz do siebie, ale to dluzsza historia … Ciekawe kogo tu teraz zakwateruja, z nia byl spokoj, bo byla stara i nie miala juz sily rozrabiac … Pozyjemy, zobaczymy …

 

A potem juz spokojnie, poporcjowalam miecho dla kotow i wrzucilam w zamrazarke, podalam Gandalfowi obiad, nakarmilam futra, zrobilam wypusc, a potem wpusc kotek i inne takie …

 

A teraz boje sie isc spac … bo jak nie zasne od razu, to mam przesrane. Czytanie ksiazki przed snem nie pomaga, bo w pewnym momencie oczy odmawiaja wspolpracy, a Piaskowy Dziadek sie opierdziela i piaskiem nie sypie. Czlowiek lezy i czeka … potem prewraca sie na bok i znowu czeka, czeka, czeka i kur … mac ile mozna czekac … A jak juz nareszcie straci kontakt z rzeczywistoscia, to potem nagle sie przebudzi i nie wiadomo po jakiego grzyba, ale zeby to raz, to nie, bo musi sie tak przbudzic dwa, trzy, a czasem wiecej razy, zeby ostatecznie, jak przez ostatni tydzien, obudzic sie i stwierdzic, ze jest 5:20 i kurwa jak tu zyc … I potem nie dziw sie czlowieku, ze czujesz sie jak zombi, ze kreci Ci sie w glowie bardziej niz zwykle i ze, ogolnie nic Ci sie nie chce …

 

Piaskowy Dziadku, do cholery jasnej, nie zaluj mi dzisiaj tego piachu ze swojego woreczka, tylko sypnij nim a obficie na mnie i sie nie przejmuj, ja se z przyjemnoscia rano to pozamiatam.



wtorek, 13 listopada 2018
MISIEK PRZYTULANKA ...

Troche mnie tu nie bylo … A wczoraj ot taki impuls …

Ktos zamiesci na fejsie post:

 

Przytulanki z dziecinstwa.

Mieliscie jakas swoja przytulanke, jak byliscie dziecmi. A moze jeszcze gdzies zostala w domu i czasem wracacie do niej w wspomnieniach?

Moj syn ma dziewiec lat i do tego czasu ma swojego ulubionego misika, dzieiwec lat, wszedzie gdzie jest on, tam misiek.

Zapraszam do dyskusji.

 

Napisalam tam komentarz, ale zaraz postanowilam go rozwinac w post tutaj:

 

Kiedy bylam mala dziewczynka marzylam o misiu, mial byc duzy i mial miec miekkie i przyjemne w dotyku futerko.  

 

Moj brat mial miska i nawet ma z nim zdjecie, a ja zawsze z tesknota do niego wzdychalam, nie do brata a do jego miska. On byl duzy i szary, a ja bardzo chialam miec podobnego. Brat mial go przez jakis czas, nie pamietam jak dlugo. Niestety nie wiem co sie z nim potem stalo, poprostu byl, a potem juz go nie bylo.

 

Siostry nie pamietam z miskiem, moze miala wczesniej, ale ja nic o tym nie wiem, moja pamiec tam nie siega, bo ona jest starsza o piec lat. Za to pamietam jej lalke i to jak sie nia bawila, zawsze wtedy z fascynacja patrzylam na jej dlugie, jasne wlosy, ktore ukladaly sie w delikatne loki. Ona widzac jak gapie sie na te wlosy, zawsze podkreslala, ze to sa prawdziwe wlosy i dodawala, ze dostala ja od ciotki z niemiec. Lalka bardzo mi sie podobala, ale nie wzdychalam do niej, tak jak do miska brata. Nie robila tez na mnie specjalnego wrazenia informacja, o prawdziwosci jej wlosow i niemieckiego pochodzenia, chociaz prawdopodobnie, mialo to wzbudzic moja zazdrosc. Siostra byla bardzo zazdrosna o swoja lake i nie pozwalala mi jej dotykac, a kiedy konczyla zabawe, zawsze ja chowala.

 

Po latach poznalam historie tej lalaki, co ciekawe nie uslyszalam jej od mamy, a od mojej corki. Mama raczej ze mna nie rozmawiala i nie opowiadala mi wiele o swoim dziecinstwie i mlodosci. To potem, wlasnie moja Magda wyciagala od niej rzone ciekawostki, bo z wnuczka chetniej rozmawiala niz z wlasnymi dziecmi.

 

Mama byla gdzies na plenerze, tak w mlodosci tez malowala obrazy i a nawet jezdzila na plenery. Potem przestala robic jedno i drugie. Pod jej nieobecnosc opiekowala sie nami jej siostra, bo przeciez ojciec chodzil do pracy. Mama miala wyrzuty sumienia i kupila ta lalke Urszuli, ale tylko siostra dostala prezent, ja i brat nie. Mama nie pomyslala, ze nam moze byc przykro. Ot, cala moja mama.

 

A ja caly czas marzylam o misku i zawsze z nadzieja rozpakowywalam prezenty pod choinka, ale pluszaka uparcie w nich nie bylo. Potem, kiedy mialam chyba 8 lat i juz wiedzialam, ze to rodzice daja prezenty, a nie Aniolek, juz nie liczylam na to, ze znajde misika.

 

A potem nagle szok, kiedy mialam 12 lat znalazlam go pod choinka, to byl prezent od mamy. Byl zupelnie inny i mniejszy niz ten moj wymarzony, ale byl moj i byl zolty i sliczny. Szkoda tylko, ze pojawil sie zbyt pozno, juz nie byl mi potrzebny do przytulania przed snem. Najczesciej stal gdzies na polce, albo siedzial na moim stoliku, ale jeszcze sie nim bawilam, bo chyba jakos przez dwa lata, jeszcze bawilam sie lalkami. I co ciekawe, nie pamietam co sie z nim pozniej stalo.

 

Za to jak bylam mla, mialam miska u babci, on od zawsze byl stary i sfatygowany, ale to nie bylo dla mnie wazne. Byl maly, brazowy i mial troche zniszczone futerko. Bacia uszyla mi dla niego kilka ubranek. A kiedys na rynku kupila mi kolyske i to byla pelnia szczescia. Bawilam sie nim pod stolem, razem z kuzynka, przebieralysmy go i bujaly w kolysce. Wtedy tam pod tym stolem, to byl caly moj swiat, swiat z miskiem w kolysce, swiat w ktorym bylam sama, albo z kuzynka.

 

A potem, kiedy mialam 10 lat, juz nie zostalam na cale wakacje u babci i juz nie bawilam sie miskiem. Przypomnialam sobie o nim chyba za dwa lata i zapytalam babcie co sie z nim stalo i uslyszalam rzecz straszna, ona spalila go w piecu, bo z kazdej strony sypaly sie z niego trociny. Zrobilo mi sie wtedy strasznie przykro, a baci troche glupio, kiedy uslyszla moj wyrzut: “jak moglas tak zrobic z moim ukochanym miskiem?”

 

Z dziecinstwa pozostalo mi tylko wspomnienie o moim wymarzonym misku i milosc do nich. Uwielbiam je ogladac w sklepach z zabawkami, ale nie, nie kupuje ich obsesyjnie, zeby nadrobic braki z dziecinstwa, ja wcale ich nie kupuje, ja tylko zatrzymuje sie przy tych ktore podobaja mi sie najbardziej i sobie podziwiam i pomacam. Pozostala mi tez pamiec, milych chwil spedzonych z moim miskiem u babci.

piątek, 05 października 2018
TERAZ

Siedze i pije drinka, juz drugiego, bo pierwszego zrobilam sobie juz przed 13-sta. Zrobilam tak jak sobie to obiecalam, w ubiegly piatek kiedy wychodzilam do pracy, a maila z odpowiedzia o podwyzce nie bylo.

 

Siedze i popijam dzin z tonikiem i dobrze mi z tym.

Malo tego, na zagryske zrobilam sobie dwa kromale z maslem, swiezo upieczonego, jeszcze cieplego chleba, zamiast zagrzac sobie obiad. Jak swietowac, to swietowac na calego, a co mi tam. Kawe tez sobie zrobilam.

 

Na dodatek wydarzyl sie CUT nad Tamiza. Nie,  ow CUT nie ma nic wspolnego z drinkiem pitym przeze mnie o tak nietypowej porze. Ow CUT dotyczy tego, ze moja siostra odpowiedziala na mojego SMS-a. Nie wiem czy to moze jej corka, cos jej powiedziala, czy to dlatemu, ze prawie identyczna wiadomosc wyslalam do szfagra, ale nagle okazalo sie, ze jednak mozna i dobrze.

 

A wczoraj, ‘A’ ktory bedzie teraz nazywany Gandalfem, wykupil przejazd promem i w czwartek jedziemy do Polski.

 

 

JAK ‘A’ ZOSTAL GANDALFEM



W ubieglym roku, w sylwestrowy poranek, pstryknelam taka oto fotke i zaraz wyslalam ja Lucuynie

Po czym dostalam odpowiedz:

“Kurwa Gandalf , Ty to masz towarzystwo na sylwestra”.

 

A jak juz jestem przy pseudonimach, to moja przyjaciolka - Lucyna, od zawsze byla Psota i od teraz tak ja tu bede nazywac.


wtorek, 02 października 2018
MILE SPOTKANIE

W ubiegly poniedzialek na fejsie, zobaczylam post mojej ciotki z lokalizacja - LONDYN. Wiem, ze ma tu kolezanke, wiec szybko napisalam komentarz: Bylas, czy jeszcze jestes w Londynie”. Po nie dligim czasie dostalam odpowiedz: “Witam Malgosiu. Jeszcze jestem, wracam w srode. Pozdrawiam.” A potem zadzwonila do mnie przez messenger’a i umowilysmy sie, ze zadzwoni przed poludniem we wtorek.

 

Mowiala, ze zadzwoni okolo 11-stej, wiec przygotowalam sie wczesniej, bo do konca nie wiedzialam o ktorej przyjdzie mi wyjsc z domu. Zadzwonila i umowilysmy sie na Covent Garden, na 16-sta.

Dotarlam bez problemu, nigdzie nie musialam lazic, bo umowilysmy sie pod stacja metra. Zosia troche sie spoznila, ale starsza pani ma swoje prawa.

 

Przywitalysmy sie, poznalam jej kolezanke ktora powiedziala, ze kawalek dalej sa kawiarnie, gdzie mozemy pojsc na kawe i poszla zalatwic jakas swoja sprawe. W pierszej nie bardzo bylo gdzie usiasc, wiec poszlysmy do drugiej i tam byly wolne miejsca. Zosia zostawila mnie przy stoliku z siatkami i poszla kupic kawe.

 

A potem gadalysmy i pierwsze Zosia pytala co u mnie, jak moj ‘A’, co u Magdy i jak sprawuje sie Mira i jak radzi sobie Marek. Potem ja dowiedzilam sie jak u niej, niestety choruje … Jej choroba zaczela sie jeszcze jak mama zyla, wiec trwa to juz od okolo czterech lat, pierwsze byly guzy chyba na jajnikach, byla operacja, naswietlania, chemia … I jakis czas byla nadzieja . Niedawno nastapila wznowa, rak zatakowal otrzewna … Teraz znowu jest chemia … Zosia dosc dlugo nie odwiedzala swojej kolezanki i teraz sie zdecydowala, tak pomiedzy jedna a druga chemia, bo niezle sie czuje i jak powiedziala: trzeba kozystac, bo nie wiadomo jak bedzie dalej”, bardzo spodobalo mi sie jej podejscie i przyznalam jej racje. Kolezanka jak juz zalatwila co zalatwic miala, to przyszla do nas i posiedziala chwile, a potem zabrala jedna z siatek z zakupami i poszla do domu, zostawiajac nas znowu same. Chwile jeszcze posiedzialysmy i pogadaly, powspominalysmy tez moja mame, bo Zosia byla w Bielsku jak mama byla juz w hospicjum i tam ja odwiedzila, ale na pogrzeb nie mogla przyjechac, bo zle sie czula.

Potem jeszcze odprowadzilam ja pod dom w ktorym mieszka jej kolezanka i tam sie pozegnalysmy. Na koniec Zosia jeszcze zapytala czy aby na pewno trafie pod metro, rozesmialam sie, ze nie ma problemu, bo jak cos poplatam, to wlacze sobie nawigacje w telefonie.

 

Oczywiscie, ze poplatalam i wlaczylam nawigacje.

 

Dziwne to bylo spotkanie, dziwne dlatego, ze Zosia mieszka w Warszawie i ostatni raz widzialysmy sie u niej, tuz przed moim wyjazdem. A jak ostatni raz bylam w stolicy, to z nia niestety nie mialam okazji sie spotkac. Idac do metra pomyslalam sobie, zreszta nie po raz pierwszy, ze swiat sie naprawde kurczy.

 

Zosia to kuzynka mojej mamy, taka dalsza, ale to nie wazne .. Poznalam ja kiedy zamieszkalam w Warszawie, mama dala mi jej numer telefonu. Bylam tam pare razy sama, a potem z dziecmi i wnuczka. Moj ‘A’ tez mial okazje tam ze mna byc i poznac Zosie i Gienia. A nawet kiedys bylismy tam z razem mama. Zosia zamowiala u mojej mamy kilka obrazow i ja przywozilam je z Bielska.

 

Zosia jest przesympatyczna osoba i jej Gienio rowniez, to naprawde fantastyczni ludzie i bardzo goscinni. Kiedy pierwszy raz tam przyszlam i wyskoczylam z “ciocia” to mi powiedziala, ze nazywa sie Zosia i mam jej nie ciociowac.

 

Jestem bardzo zadowolona, ze moglam sie z nia spotkac, bo nigdy nie wiadomo co bedzie, moze byc i tak, ze juz sie nie zobaczymy … A moglysmy sie spotkac tylko dlatego, ze w listopadzie ubiegleo roku, wypatrzylam ja w podpowiedziach na fejsie i wyslalam do niej zaproszenie. Zosia zaproszenie przyjela i odrazu zadzwonila do mnie przez messenger’a.

 

A tak na marginesie, to z moja siostra nie mam kontaktu, bo ona uparla sie, ze nie bedzie obslugiwala SMS-ow, chociaz kiedys to robila, ale na telefonie z dotykowym wyswietlaczem sie nie nauczyla … Dowiedzialam sie tez, ze nie ma ani WhatsApp ani Viber. A o poczcie elektornicznej w jej przypadku lepiej nie wspominac. Co do SMS-ow to wykrzyczala do mnie, ze “tym bawia sie tylko gowniarze”.

A ze starsza pania moge sie kontaktowac za pomoca SMS-ow, a teraz i przez fejsa i nawet przez WhatsApp, bo tez ma.

 

Nie wiem co los przyniesie i dlatego bardzo ciesze sie z tego spotkania. Dobre jest tez to, ze mozemy sie kontaktowac przez facebok’a.

 


Takie podkladki pod kubki sprezentowalam Zosi, bardzo sie ucieszyla.

poniedziałek, 03 września 2018
ZNALAZLAM STARE ZDJECIA, JESZCZE Z NOKI

Te zdjecia to juz historia, 2008 rok ...

To byl szal, dziadek chodzil do zabawkowego i kupowal, Mira miala cala kolekcje


Mira, jako sowa


Jeden z obrazow mamay, namalowala go dla sojej kuzynki

Lejek (na pierszym planie) ze swoja mama Toska. Toska juz za teczowym mostem, a Lejek ma 12 lat, tak jak Miniek

Przed jednym z egzaminow maturalnych

Te zdjecia przywoluja wspomnienia, 2008 ostatni rok w Polsce.


niedziela, 02 września 2018
WSPOMNIENIA I SMUTNA ROCZNICA

Mam starszna migrene od wczoraj … Nie jestem w stanie nic robic …

Mysle sobie o mamie, gdyby zyla miala by 84 lata.

Niestey 3 lata temu, w dniu swoich imienin, wieczorem, zasnela ostatni raz.

A niecaly rok wczesniej, w pazdzierniku, jeszcze nie wiedzac co w niej rosnie, byla szczesliwa u wnuczki w Norwegi.


http://dinaikoty.blox.pl/2014/10/Norweskie-opowiesci-mojej-mamy.html


A kiedy wrocila, ze swojej pierwszej w zyciu, tak dalekiej podrozy zaczela sie jazda bez trzymanki … Pierwsze okazalo sie, ze ma problemy z polykaniem. Byl lekarz pierwszego kontaktu, stosowne badania i wstepna diagnoza - rak zoladka. Potem tuz przed swietami Bozego Narodzenia, byl szptal i bardziej wnikliwe badania, potwerdzajace pierwsza diagnoze.  

Od poczatku, od dnia kiedy uslyszlam ta wstepna diagnoze wiedzialam, ze mama juz z tego nie wyjdzie.

Potem polecialam do mamy, na tydzien, koncem stycznia. Wtedy Magda zrobila piekne zdjecia, a jedno z nich Urszula dala do oprawy i powiesila u mamy na scianie. Z tamtego tygodnia, ja mam tez troche wlasnych zdjec.

 

A w lutym mama miala wylew …

 

Siostra caly czas mowila, ze bedzie lepiej, ze jak mama nabierze sil to bedzie miala operacje … nic nie mowilam, ale po cichu wiedzialam swoje. Zastanawialam sie tylko, kogo ona usiluje bardziej podtrzymac na duchu, siebie, czy mame … Od poczatku rokowania byly zle, rak zajal caly zoladek, az do przelyku i siostra o tym wiedziala, wiec bylo dla mnie calkowicie niezrozumiale to, ze ciagle jak mantre powtarzala: “jeszcze nie wiadomo jak to bedzie …. “

 

W kwietniu, zaraz po swietach, znowu bylam u mamy, na 10 dni. Spotkalam sie wtedy ze starsza siostrzenica i poznalam jej coreczke Sonje i maza Jonasa, bo akurat przyjechali do Bielska i Kasia ostatni raz widziala sie z babcia. Porobilam wtedy im wszystkim ladne zdjecia.

http://dinaikoty.blox.pl/2015/04/Na-szybko-kilka-zdjec.html

Jeszcze raz polecialam do mamy w maju. Bylo juz bardzo zle, mama bardzo malo jadla i pila, siostra ratowala ja kroplowkami. Probowalam jej cos gotowac i miksowalam to, ale z dnia na dzien jadla coraz mniej, porcje jak dla ptaszka … Jedyna jej odskocznia od choroby, bylo malowanie i malowala prawie do samego konca … chociaz sil miala coraz mniej i nie mogla dluzej usiedziec i bardzo ja to meczylo.To bylo bardzo przykre, byc tam i patrzec jak z dnia na dzien ucieka z nij zycie ...


Tutaj malowala obraz dla swojej prawnuczki, Sonji.

Nastepnie ustalilysmy z corka, ze ja zabiore do siebie Mire na wakacje, a ona zajmie sie babcia, w czasie kiedy moja siostra pojedzie do Norwegi, do swoich corek.

Zaraz jak skonczyl sie rok szkoly, pojechalam jeszcze raz do mamy na tydzien. Mira przyjechala do Bielska autobusem i potem razem lecialysmy do Londynu.

 

W 22-go sierpnia byl slub corki i jechalismy wtedy samochodem do Polski, do mamy, odwiezc wnuczke i na ten slub. Mama byla juz wtedy w hospicjum. Jezdilismy do niej w trojke: ‘A’, Mira i ja.


http://dinaikoty.blox.pl/2015/08/Dostalam-Dzisiaj-od-Brata-Po-prawej-Sylwia.html

 


Ostatnie zdjecie, mama i ja. Za kazdym razem kiedy odwiedzalismy ja w hospicjum zabieralam ja na zewnatrz, byla piekna pogoda.

Z Bielska pojechalismy do Przeworska, na slub corki. Dzwonilysmy do babci i opowiadalysmy jej o slubie i przyjeciu, bardzo byla przejeta i cieszyla sie, ze o niej pamietamy. Potem koncem sierpnia ‘A’i ja wrocilismy do Londynu.

 

Na kilka dni przed smiercia, przeniesli mame z ogolnej sali, na sale gdzie byla sama. Nie chciala byc sama i skarzyla sie Lucynie ... Moze dzien, albo dwa przed smiercia, kiedy Lucyna do niej przyszla, zlapala ja za reke i powiedziala: "widzisz tego faceta ktory stoi pod drzwiami do lazienki", Lucyna nikogo nie wiedziala, wiec zaprzeczyla i zapytala: "jakiego faceta, Stefciu?", Moja mama na to odpowiedziala: "no jak to nie wiedzisz go, on tam stoi pod drzwiami do lazienki i robi nici."

 

Mama niedlugo byla w hospicjum, bo chyba tylko 3 tygodnie.

Drugiego wrzesnia odeszla. A dla mnie z jednej strony byla to ulga, ze juz sie nie meczy ... juz nic ja nie boli … ze jest w lepszym miejscu … a drugiej zal i pustka, bo juz jej nie ma …

 

Nie, nie plakalam … Ja rzdko placze. Wydawalo mi sie, ze bylam przygotowana na jej smierc, ale wychodzi na to, ze bylam w duzym bledzie. Przechorowalam prawei caly rok, z jednego przeziebienia wpadalam w nastepne i ciagle cos mi dolegalo. Nie moglam sie tez pozbyc, nadprogramowych kilogramow, ktorych dorobilam sie zajadajac ciezka sytuacje ptasim mleczkiem.  Dopiero po roku zaczelam wychodzic na prosta i dopiero wtedy zrozumialam w czym rzecz, zaloba rzadzi sie wlasnymi prawami i ma swoje etapy.

 

Mamy juz nie ma i pewnie przyszli po nia Ci ktorych widzialam w swojej wizji, Ci ktorzy na nia czekali. A na druga storne przeprowadzil ja facet ktory robil nici ...

A ja dzisiaj zapalilam lampion ktory robilam z mysla o mojej mamie.

 

(Zdjecia lampionu zamiaszcze pozniej, telefon niestey bede miec dopiero we wtorek.)

piątek, 31 sierpnia 2018
NAJGORSZA PODROZ DO POLSKI

W ubieglym roku, na Wielkanoc, pojechalismy do corki.

‘A’ mial dla niej piec CO, kombinowal zeby go wyslac, ale jakos mu to nie wychodzilo. Z kolei Magda chciala zeby tata osobiscie zobaczyl i ocenil, ich ogrzewanie, ktore sami sobie zrobili i zlecil ewentualne poprawki. Bardzo tez namawiala nas na ten przyjazd, bo chciala sie na zywo pochwalic swoja mala coreczka, kotra miala juz wtedy 8 miesiecy. ‘A’ sie wachal, nie bardzo sie mu chialo, a i samochod cos tam dymil na czarno. Ostatecznie rozwazylismy wszystkie ZA i PRZECIW i zdecydowalismy, ze jednak pojedziemy.

 

Wyjechalismy w wielki czwartek, bardzo rano, bo prom z Dover mielismy o 8-mej. Potem jechalo sie nam nawet dobrze, bo zadnych problemow po drodze nie napotkalismy, ale do czasu …

 

Ja przed samym wyjazdem zlapalam jakies paskudne przeziebienie, co prawda najgorszy etap mialam juz za soba, ale to jednak zadna przyjemnosc byc niezdrowym w trakcie tak dlugiej trasy. Lykalam witamine C, jak kaczka chleb i jakos sie trzymalam, chociaz chorobsko i zmeczenie dawalo mi popalic.

 

Przejechalismy przez Francje, Belgie i Holandie, wjechalismy do Niemiec i strasznie rozbolala mnie glowa ... niestety nie mialam ze soba Ibupromu. Zjechalismy do jakiegos miasta i weszlismy do jakiegos supermarketu. Pokrecilismy sie tam troche i zakupilismy sobie transporterek Paulanera i cos przecw bolowego dla mnie, cos co bylo, nieprzymierzajac w cenie zlota, w Uk tego typu srodki sa duzo tansze. 

 

Zatrzymywalismy sie na kawe i siku, ale zarcia nie kupowalismy, bo zabralam kanapki i cos tamm jeszcze.

 

Jechalismy dzielnie sie trzymajac, przez caly dzien, az do poznej nocy. Dopiero gdzies okolo trzeciej nad ranem, a raczej ciemna noca, chlop stwierdzil, ze ma dosc i musi sie przespac i zjechal na jeden z parkingow przy autostradzie. Stalismy tam jakies dwie godziny, a moze trzy, nie pamietam dokladnie. Ja zmarzlam jak cholera, nie przespalam sie prawie wcale, ale to byl tylko taki maly pikus, bo najgorsze zaczelo sie dopiero pozniej …

 

‘A’ wyliczyl, ze w piatkowy poranek, tak moze miedzy 8-ma a 9-ta bedziemy w Bielsku. Tak pewnie by sie stalo gdyby nie korek, w ktorym utknelismy, tylko na jakies 6 godzin, na autostradzie z Wroclawia do Katowic. A dokladnie to ten korek zaczal sie juz  na trasie przed Zgorzalcem. ‘A’ wkurzyl sie i zjechal z autostrady i tym sposobem zwiedzilismy miasto.

Niestety juz w Polsce wrocilismy na autostrade i poruszalismy sie w slimaczym tepie. Przyczyna korasa wielgasa, byly dwa wypadki i zamkniecie jednej czesci autostrady, na dlugim jej odcinku i caly ruch odbywal sie tylko na dwoch pasach. Na zamknietej czesci drogi, podobno mialy sie odbywac nadal roboty remontowo - budowlane tylko, ze chyba sie nam cos na oczy rzucilo, bo nic sie tam nie dzialo. Wdzielismy tylko kilku facetow, nie wiecej niz pieciu, w odblaskowych kamizelkach ktorzy smetnie lazili tam i nazat i zeby chociaz jakies lopaty mieli w rekach i pozorowali, ze cos robia, ale nie … Wszystkie maszyny staly nieruchomo. A tak na marginesie, to osobiscie tez by sie mi nie chcialo zapitalac w Wielki Piatek. Nic dodac, nic ujac i jeszcze musielismy za to zaplacic. Jak juz zaczelo nam odwalac, to zjechalismy na jakis serwis, czy cos w tym rodzaju, na siku i zeby na chwile nogi rozprostowac.

 

Kiedy juz przebrnelismy ta droge przez meke, to w Bielsku wyladowalismy jakos okolo 15-stej.

Lucyna, kiedy w koncu do niej dotarlismy, pierwsze co zrobila to zapytala, czy zostajemy na noc. Zostalismy. Rano przyszedl do nas moj brat, chwile pogadalismy, a potem pomogl Andrzejowi zapakowac do auta moje ksiazki, a bylo tego 6 kartonow po bananach. Zabralismy jeszcze dla Magdy, stolik po babci, o ktorego przywiezienie nas prosila. A potem wyruszylismy w dalsza droge.

 

I tak dotarlismy do Przeworska, dzien pozniej niz planowalismy.

 

I dlatemu mi sie nie che, bo jak sobie prrzypomne ten koras i wszystkie atrakcje z nim zwaizane, no to mi sie odechciewa calej Polski.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43