RSS
sobota, 16 lutego 2019
3. PATRZAC NA ZDJECIE

Lubie to zdjecie, a wlasciwie byla to taka sesja zdjeciowa o poranku. Bylo to rok temu, dokladnie 11 lutego, a w poniedzialek rano dostalam przypominajke na fejsie i sie zamyslilam …

Podnoszac glowe znad laptopa i wygladajac na patio zauwazylam, ze poranek jest sloneczny jak wtedy, podobnie jak rok temu.


Na tym zdjeciu widac czesc moich pasji, tego co lubie, co przynosi mi radosc:

 

Minio ktory oglada “kocia telewizje”, siedzac obok moich storczykow, a koty to moja wielka milosc. Nie ma na tej fotografi Rufusa, ale byl wtedy w sypialni.

 

Storczyki od jakiegos czasu mnie fascynuja i tylko z braku odpowiedniego miejsca mam ich tak niewiele. Te kwitnace, to “mama” i “dwoje jej dzieci”. “Mame” uratowalam przed utopieniem, jakies 10 lat temu. Wyrzucona, bo zmarniala i wygladala brzydko, pozbieral Gandalf i przytargal do naszego pokoju. Ja adoptowalam to marne cos, dogladalam, przesuszylam, dbalam, a potem ot tak, na pedach kwiatowych pojawily sie malenkie keiki, dzieci.


Widac tu rowniez moje hobby, dziergotki jak je czasem nazywam. Na pierwszym planie moja wiosenna czapka, ktora uwielbiam, zrobilam ja dwa lata temu wiosna. U gory wisza “serduszkowe” lampiony, naszlo mnie na te serduszka rok temu, w styczniu. Dalej wisi moja zielistka, ktora dostalam jako malenka sadzonke od Doroty i zrobilam dla niej ten szydelkowy koszyczek. Dostalam ja w pazdzierniku i do lutego juz sporo podrosla, a teraz jest jeszcze wieksza i musze ja przesadzic i zrobic wiekszy koszyczek, pomysl mam juz w glowie. A ten lapacz snow, ktory jest za zielistka, teraz, od pazdiernika, wisi na oknie u Psoty, czekala na niego ponad rok. Zrobilam go w czerwcu 2017 i byla to pierwsza moja praca tego typu.. Wyslalam zdjecie Psocie, zachwycila sie i odpisala: “tez chce taki”. Kiedy jej go wreczalam cieszyla sie jak dziecko :-)

 

Mam tez pasje ktorych na tym zdjeciu nie widac: Ksiazki, ktore kocham, czytac, kupowac i miec, film dokumentalny z ktorego, zawsze moge sie dowiedziec czegos ciekawego i dobre kino … ale czy to wszystko …



 

Jest i Rufus, caly czas kiedy pstrykalam zdjecia tam byl ...

 


 

Rufus, Feniks, wtedy juz prawie zdrowy, juz prawie doszedl do siebie po ciezkich chwilach na poczatku roku … A teraz? Teraz jest roznie, czasem ma gorsze dni, czasem czuje sie zle i wtedy spi zwiniety w klebek, a czesem chowa sie w kntenerku, czasem nie ma apetytu, a potem nadrabia braki, ale nadal jest z nami i ciagle potrafi nas czyms zaskoczyc, albo podniesc mi cisnienie jakims swoim durnym pomyslem.

poniedziałek, 21 stycznia 2019
2. DZIEN BABCI ...

Na fejsie, na wszystkiech robotkowych grupach, dziewczyny pokazuja rzeczy robione z mysla o dziadkach, jakies kartki, roznego rodzaju zawieszki, pieknie oprawione zdjecia wnukow, czy inne kubki … Tak sobie to ogladam i sie zachwycam, niektore rzeczy podobaja mi sie bardziej, a inne mniej, ale sa takie przy ktorych zatrzymuje sie na chwile, bo sa naprawde sliczne.

A ja kiedys robilam dla swojej babci Frani, zwykle laurki, nie pamietam juz jak dlugo i na jakie okazje. W pamieci mam tylko migawki tych laurek, tego jak je wreczam, jak ona sie cieszy i mnie przytula, caluje w policzek. Pewnie nie czesto dostawala je akurat w dniu swojego swieta, bo mielismy do niej kawalek drogi, a mama przeciez pracowala, ale jak bylam mlodsza to bywalismy u babci prawie w kazda niedziele. Latem jak u niej bylam, to czesto zrywalam dla niej kwiaty i ukladalam je w ladne bukiety, ot tak bez okazji, zawsze mi dziekowala i wkladala je do jakiegos sloika.

Jak bylam starsza to chyba nie zawsze pamietalam akurat o tym dniu, ale pamietam, ze potem robilam inne prezenty, np skarpety na drutach.

 

Tylko moja bacia, jak bylam mala brala mnie na kolana i przytulala. To ona opowiadala mi bajki i smiala sie ze mnie, kiedy usilowalam jej w sekrecie wyszeptac cos,do tego ucha na ktore nie slyszala.

 

Moja babcia gdyby zyla, miala by teraz 114 lat, a dziadek 119, byl od niej 5 lat starszy, oboje umarli w wieku 89 lat.

 

Mojemu dziadkowi lata liczyly sie same, zreszta tak jak mojej starszej wnuczce, on urodzil sie w 1900 roku, a ona dokladnie 100 lat po nim.

 

Moj dzadek do konca byl sprawny intelektualnie, mial dobra pamiec i nie opuscilo go, jego specyficzne poczucie humoru. Pod koniec zycia juz nie chodzil i pamietam go lezacego na tapczanie, otomana zwanym. W duzej mierze opiekowala sie nim moja siostra, myla go, zmieniala mu cewnik, wozila do lekarzy … Troche miala ulatwione zadanie, bo wtedy pracowala juz jako polozna, byla tez na miejscu, bo od 16 roku zycia mieszkala u babci.

 

Moja babcia do konca zycia byla sprawna fizycznie, ale niestety miala skleroze i np moich dzieci nie poznawala, nie wiedziala, ze to sa jej prawnuki, mnie tez przestala poznawac i nic nie pomagalo kiedy mama jej mowila: “to jest Gosia, Twoja wnuczka”, nie kojarzyla ani Gosi, ani wnuczki, bylam dla niej jak obca. Zapomniala o tym, ze jej mlodsza corka nie zyje i moja Magde brala za Janke i wysylala ja krowe pasc. Przez dobrych kilka ostatnich lat byla z nami cialem, ale nie duchem. Pod koniec jej zycia moja mama zamieszkala z nia, bo nie mogla juz byc sama.

 

Moi dziadkowie odeszli, pozostali w moich wspomnieniach i na starych zdjeciach, byli to rodzice mojej mamy.

Mojej babci nie ma juz z nami od 25 lat, a dziadka od 30-stu.



Niestety mialam tylko jednych dziadkow, druga bacia umarla w 1949 roku, na gruzlice, miala niespelna 37 lat, moj ojciec mial wtedy 15 lat, a jego brat 8. Co do mojego drugiego dziadka, to jest sprawa owiana tajemnica, moj ojciec nigdy nie powiedzial nam, kto byl jego ojcem.

 

Wszyscy krewni ktorzy znali moja bacie Leontyne, zawsze mowili, ze jestem ludzaco podobna do Loni, a zdjecia to potwierdzaja. Jak sie potem dowiedzialam, od cioci Marysi, kuzynki ojca, to talent plastyczny odziedziczylam nie tylko po mojej mamie, ale i po babci. Ona robila na drutach i szydelku: czapki, swetry i inne czesci garderoby, robila tez zabawki dla dzieci i sprzedawala to w swoim sklepiku. Hodowala kroliki angory, skubala je i potem z tej siersci przedla wloczke. Podobno rowniez rysowala.

Kiedy mialam nascie lat czesto siadlam na krzesle i wpatrywalam sie w jej portret wiszacy na scianie.

 

Dzisiaj zadwonila corka, ale mala Kasia nie chciala ze mna gadac i nie chciala zaspiewac: “100 lat… “, tylko pod stol wlazla.

A starsza napisala zyczenia na FB, milo mnie tym zaskoczyla, bo ostatnio nie zawsze pamieta ...


Babcia - Frania   28. IV. 1905 - 5. V. 1994

Dziadek - Antek 20. VII. 1900 - 25. VI. 1989

Babcia - Lonia  1912 - 24. XI, 1949

czwartek, 17 stycznia 2019
1. SKONCZYL SIE STARY I ZACZAL NOWY

Znowu licznik sie przewinal, byl kolejny sylwester i nowy rok sie zaczal, ba polowa stycznia juz za nami …


A ostatni rok byl jak kazdy poprzedni, bylo w nim troche dobrego i troche zlego, troche smutku i troche radosci, troche strachu i troche nadziei, ot samo zycie ... A zycie jak ten kwiecien, ktory wciaz przeplata … i tak mija rok za rokiem.


Miniony rok na poczatku przyniosl nam starch, ze moze przyjdzie pozegnac przyjaciela, ale jednak nie. Rufus sprawil nam niespodzianke i zostal Feniksem. Potem jeszcze podniosl mi pare razy cisnienie, ale obylo sie bez leczenia u weta.


Potem zalatwilam pewna sprawe, pewien klopot ktrego nabawilam sie przez niedopatrzenie i zapominalsto. Pomogl mi w tym Krzysiek, bo to jego poprosilam, zeby zadzwonil do tam w moim imieniu. Kosztowalo mnie to troche nerwow i kasy, ale mam to juz z glowy i na drugi raz bede madrzejsza.


Zyskalam nowego klienta na sprzatanie, ale mi sie rozchorowal i to chyba powaznie, bo kilka razy byl w szpitalu, a pierwszy raz zabralo go pogotowie z domu. Ostatni raz kiedy do niego pisalam tez byl w szpitalu i zaraz potem zrezygnowal z mojej pracy. No coz, trudno, dobrze mi sie tam sprzatalo.


Na wakacje przyleciala wnuczka, miala szukac pracy, ale jej nie szlo … nie chcialo sie … niepotrzebne skreslic. Marek, czyli wujek, pomogl jej w umowieniu sie na spotkanie, w celu wyrobienia NIN*. Poswiecil swoj czas, bo dzwoniac w takie miejsca trzeba czekac na swoja kolej, czasem krocej, czasem dluzej, zalezy jak sie trafi i sluchac tej irytujacej muzyczki. Niestety nudzilo sie pannie niemilosiernie i swoim zwyczajem zaczela zrzedzic i narzekac, a potrafi byc w tym niesamowicie upierdliwa. Nagle wszystko byo nudne i beznadziejne i do dupy, a ona tam u siebie przeciez mogla zbierac jakies truskawiki czy cus … Zapytalam ja tylko, po jaka cholere wogole chciala przyjechac i dowiedzialam sie, ze mama jej kazala … Ot taka ciekwostka przyrodnicza. A ja dobrze pamietam, ze mloda juz wiosna sama z siebie pytala, czy bedzie mogla na wakacje jak co roku, a mama dopiero przed koncem roku szkolnego zadala to pytanie. Ostatecznie panna zrobila sie nudna jak flaki z olejem i upirdliwa jak styropian zgrzytajacy po szybie i dziadek majac tego dosc kupil bilet powrotny. Nie doczekala Mirusia na termin wizyty w urzedzie i tym sposobem zamknela sobie droge do pracy w Londynie. No coz jej wybor, w koncu doczekla sie doroslosci i teraz moze robic co chce, nie zatrybila jeszcze tylko tego, ze potem za zle wybory dlugo ponisi sie konsekwencje.


Pierwsze mielismy prawie syberyjska zime, a potem latem afrykanskie upaly. I jak dlugo mieszkam w Londynie, a na poczatku listopada minelo 10 lat, to takiego piekielnego goraca tu jeszcze nie doswiadczylam, zreszta takiej mroznej zimy rowniez.


Potem jesienia spotkala mnie przykrosc, poprosilam o podwyzke a dostalam zielona trawke. Po mojej prozbie nastapila dziwna wymiana maili, ktora ostatecznie mnie wkurzyla i napisalam, ze jak nie dostane podwyzki to zostawie klucze w biurze. Odpowiedz dostalam jak bylam w drodze z domu do biura, ale nie bylo w niej nic o podwyzce. Pewnie bylo tak jak stwierzila Dorota, ze juz wczesniej znalezli sobie kogos na moje miejsce. Troche bylo mi przykro, bo uwazam, ze nie robi sie tak z dlugoletnim pracownikiem, ale widac tylko ja tak mysle. Sprzatalam u nich prawie 10 lat.


Jak bylam juz wolna jak ptak i nie musialam sie martwic piatkami, pojechalismy do Polski. Zaliczylismy Bielsko, a tam zatrzymalismy sie u Psoty, czyli w moim mieszkaniu. Tak musze w koncu przywyknac do tego, ze ono jest moje, w koncu mamy juz trzy lata nie ma. Owiedzilam brata, a nawet siostre, ktora po trzech latach nie odzywania sie do mnie, nareszcie odpowiedziala na moje wiadomosci.

A potem pojechaloismy do Przeworska, do corki. Pogoda byla piekna, jezdzilismy na dzialke sadzic jakies maliny tudziez inne drzewka i wszystko bylo by super gdyby nie to, ze w drodze powrotnej fordzik sie zbiesil i tym sposobem zaliczylismy kolejna podroz zycia. Przygoda, przygoda kazdej chwili szkoda ...


A potem to juz byla tylko zwykla szara codziennosc i dzien za dniem mijal az do swiat.


A zeby nie bylo mi nudno to w odwiedziny, takie gdzie gosc mchem zarasta, przybyla do mnie BEZSENNOSC, pewnie w zamian za migrene. A ta druga chyba sie na mnie obrazila, bo jak wyladowalam na zielonej trawce, to jakos dala mi spokoj i co najwyzej przycmi lekko rano i szybko daje dyla w sina dal, za to BEZSENNOSC hula na calego.


Swieta spedzilismy u syna, nie cale, ale wigilie i dzien po, czyli pierwszeswieto, a potem musielismy wracac do domu, bo koty nie mogly byc dluzej same. Tym razem pojechalismy tam, razem z Krzyskiem.

Na sylwestra bylismy sami, chociaz w pierwotnym planie byla rewiyta Marka i Doroty, ale niestety sie pochorowali, a Krzysiek poszedl gdzies do znajomych. Dobrze nam bylo we wlasnym towarzystwie, zjedlismy salatke, wypilismy po drinku, obejrzelismy sobie jakis fim, a o polnocy zwnieslismy toast szampanem, za nasze lepsze ... Koty nawet niezle zniosly tegoroczne huki noworoczne, chociaz Rufus przez chwile chodzil na niskim zawieszeniu, ale potem usiadl sobie blisko nas i bylo spoko.


A teraz zastanawiamy sie kto zamieszka w mieszkaniu po Patrycji, pewnie przydziela je jakiesjs rodzinie, bo tam sa trzy sypialnie, male bo male, ale trzy. I oby to byla jakas normalna rodzina …


A co przyniesie Nowy Rok? Tego to nawet najstarsi gorale nie wiedza, ale ja mam obawy w zwiazku z Brexitem … Po ostatniej wojnie bohaterow wywalali i kto mogl pojechal dalej do jakiejs Australi, czy innej Ameryki … A teraz nie wiadomo co sie tutaj dzieje i nikt nie wie jak ten cyrk sie skonczy, politycy z Terska na czele tez tego nie wiedza … Widac kazde panstwo musi miec swoja makrele albo jakis PIS.


Nigdy nie robilam zadnych noworocznych postanowien i teraz tez tego nie zrobilam, ale tak sobie pomyslalam, ze mogla bym sprobowac pisac jeden post tygodniowo i sama jestem ciekawa czy mi sie to uda.


A czego zycze sobie na ten Nowy Rok?

Zycze sobie tego zebysmy mogli tu zostac, bo do Polski nie mamy do czego wracac i zeby moj sen sie spelnil!

 

* NIN - National Insurance Number (u nas jest pesel a tutaj NIN)

czwartek, 27 grudnia 2018
I PO SWIETACH, UFFF …



Moja swiateczna dekoracja w salonie

Nie lubie swiat, no nie lubie i juz i nie zanosi sie na to, aby to sie kiedys zmienilo …

 

Dla mnie swieta, a szczegolnie swieta Bozego Narodzenia, nigdy nie sa proste i nigdy nie byly takie jak bym sobie tego zyczyla ... W tym roku ... ale niektore rzeczy robimy dla bliskich, zeby im pokazac, ze nam na nich zalezy, ze ich kochamy.

 

Mam takie marzenie, juz od jakiegos czasu go mam, zeby na Boze Narodzenie gdzies sobie pojechac, tak we dwoje, niekoniecznie daleko, w jakies ladne i mile miejsce i zeby wszystko bylo inaczej …

 

Moze kiedys ….

 

Chociaz juz raz kiedys, ale to wtedy przyjechalam do meza, bo on byl juz w Londynie, a ja jeszcze nie.

 

I jeszcze dwa lata temu, w wielkanocna niedziele, wyskoczylismy sobie do Hastings, a ze to bardzo blisko to wpadlismy jeszcze do Brighton. A w poniedzialek pojechalismy do Hobby Craft, ktory jest w Croydon i tam w centrum handlowym zjedlismy sobie obiad.



A to moje swiateczne swiatelka do nieba w sypialni.

czwartek, 06 grudnia 2018
LIST DO SWIETEGO MIKOLAJA

Swiety Mikolaju,

Nigdy do Ciebie zadnego listu nie pisalam. Gdy bylam dzieckiem marzylam o tym czy tamtym, ale potem zwykle pod poduszka znajdowalam cos zupelnie innego. A kiedy rano ja podnosilam, niezmiennie cieszylam sie z tego co kryla pod soba i zapominalam o tym wymarzonym. Najwazniejsze bylo to, ze byles i nie zapomniales.

 

A potem przyszedl ten straszny dzien, kiedy siostra w zlosci wysmiala moja dziecinna wiare w Ciebie. Nie chcialam wierzyc, prawie sie poplakalam, ale ona nie odpuszczala i powiedziala, ze to mama Ciebie udaje. Wykrzyczala mi, ze nie ma Mikolaja ani Aniolka, a ja jestem glupia. Przelknelam to i przyjelam do wiadomosci okrutna rzeczywistosc. Chociaz w glebi mojego malego, dzieciecego srduszka, mialam taka iskierke nadziei, takie skryte marzenie, ze jednak istniejesz i kiedys moze wynagrodzisz mi ta moja dziecinna wiare.


Mikolaju, caly rok bylam grzeczna dziewczynka, gotowalam Gandalfowi obiadki, ktore nie zawsze jadlam razem z nim, bo jak wiesz nie wszystko to co on lubi, lubie i ja. Pralam mu skarpety i majty, tudziez inne fatalaszki. Mylam gary i podlogi, odkurzalam, szorowalam i wietrzylam i takie tam inne. Futrzaki karmilam i poilam, robilam wypusc i wpusc kotka i tabletki podawalam. A nawet zlozylo mi sie, swieczke mamie i tacie na grobie zapalic. Nie nawstawialam od najgorszych JM jak mnie wywalil z roboty, chociaz po prawdzie, nalezalo mu sie i to z grubej rury.


I tak Mikolaju, ja nie chce zlota i brylantow, ja chciala bym tylko, zeby moj sen sie sprawdzil. Chciala bym tak czekac, pod drzwiam na wlascicilke zeby jej klucze oddac, a potem pojechac do mojego wlasnego domu i zeby on byl z ogrodem, a w nim te male kozki o ktorych ja juz dawno …

A i o jeszcze jedno bym Cie bardzo prosila, zebym spala dobrze, tak dobrze zebym kazdego ranka wstawala wyspana i wypoczeta i pelna energi, gotowa na przyjecie wyzwan nowego, kolejnego dnia.

I to bylo by na tyle, chociaz mam jeszcze takie jedno marzenie, ale to moze inna raza.


I obiecuje Ci, ze jak juz spelnisz ta moja prozbe, to ja bede jeszcze grzeczniejsza dziewczynka i nie bede sie lenic i ugotuje Gandalfowi te kluski co je tak lubi, a ja tak nie lubie ich robic.


Dina z Londynu

wtorek, 04 grudnia 2018
POLKA i SEN

W sobote Gandalf stwierdzil, ze jak ma troche czasu to musi zrobic teraz cos w domu. Pierwsze mowil cos o skirting’ach, ale potem zlapal miarke w reke, pomierzyl kat i pojechal do sklepu, a wrocil juz z pocietymi plytami. A potem zabral sie do roboty i tak przez sobote i niedziele zrobil i pomalowal polke na ksiazki.

Teraz juz nie bedzie narzekal, ze ksiazki stoja w kartonach, a ja jeszcze lakomym okiem patrze na jakies pozycje w sklepie.

 

Polka bardzo mi sie podoba i bardzo sie z niej ciesze. Wczoraj wstepnie poukladalam ksiazki z tych pudel, kotre przywiezlismy w ubieglym roku, a bylo tego 7 kartonow po bananach. Sa to ksiazki z ojca kolekcji i jeszcze troche ich zostalo u Psoty pod lozkiem. Na polce jest jeszcze troche miejsca.


Praca w toku ... plan jest taki, ze na czwartym poziomie od dolu poukladam ksiazki Kinga.

Dzisiajszej nocy mialam piekny sen:

 

Stalam pod drzwiami wyjsciowymi, bylam ubrana w moja niebieska kurtke i czapke wiosenna. Stalam sama, nie widzialam Andrzeja, ale mialam swiadomosc, ze tam jest, ze za chwile razem wsiadziemy do auta. Na zewnatrz byla piekna pogoda, swiecilo slonce, widzialam jak pieknie jego blask rozlewa sie na  podlodze. Stalam tak, jak bym juz w tej chwili miala zlapac za klamke i wyjsc, ale jeszcze musialam chwile poczekac i w tym oczekiwaniu, patrzylam tak na mieszkanie, ktore za moment mialam opuscic na zawsze … Nie moglam uwierzyc w to, ze jest takie puste i wysprzatane. Nie bylo w nim juz, zadnych naszych rzeczy, nic. Wszystko bylo juz w naszym nowym mieszkaniu, nie wynajmowanym, ale naszym wlasnym. Nie moglam sie juz doczekac, chcialam tam juz byc, chcialam nareszcie znalezc sie u siebie. Czekalismy jeszcze tylko na wlascicielke, zeby oddac jej klucze i odebrac depozyt, miala sie pojawic lada moment.

sobota, 01 grudnia 2018
PATRYCJA

Mieszkamy tu juz 9 lat i nie pamietam dokladnie kiedy, ani w jakich okolicznosciach, zaczela sie znajomosc z Patrycja. Chociaz, zanjomosc to chyba za duzo powiedziane.

 

Na nasze pierwsze swieta Bozego Narodzenia tutaj, dostalismy dwie kartki od sasiadow, pierwsza byla od pani mieszkajacej nad nami, a druga wlasnie od Patrycji.

 

Potem kiedys zaczepila Gandalfa i zapytala czy nie zaszedl by jej do sklepu, po butelke wina i tak kilka razy sie mu zdarzylo.

 

Innym razem zadzwonila do nas i Michal (jeden z naszych wspollokatorow) poszedl jej pomoc, bo nie mogla zlapac zadnego programu w telewizji. Kilka razy jeszcze pomagal jej z tym, bo ona cos ponaciskala w pilocie, a potem nie potrafila sobie z tym poradzic. Zdazylo mu sie rowniez wzywac do niej pogotowie, spadla ze schodow, poobijala sie i zlamala sobie reke. Pogotowie to on wzywal do niej chyba dwa razy, o ile pamiec mnie nie myli.

 

Kiedys wyszla na zewnatrz i drzwi sie jej zatrzasnely, byla juz pozna jesien, a na polu zimnica. Gandalf akurat wracal z pracy i zlapal ja pod domem. Zbral ja do nas, posadzil na kanapie i powiedzial zebym zrobila jej goracej herbaty, bo jest przemarznieta, a on pojedzie na robote po dluga drabine i wejdzie przez uchylone okno na gorze. To bylo trumatyczne przezycie dla mnie, nie, nie dlatego ze ona byla stara, ona strasznie smierdziala, okrotnie, jak stary nie myty kibel publiczny. Jak juz poszla do siebie, predko otworzylam drzwi na patio i okno w kuchni. Dwa razy tak ja moj Gandalf ratowal.

 

Jeden raz, albo dwa byla tez policja i drzwi jej wywazyli, bo jakas krewna zglosila, ze ona nie odbiera telefonu. Jeden raz wyszedl do nich Gandalf i powiedzial im, zeby juz jej zostawili te drzwi w spokoju, tylko wybili panel na dole przy drzwiach, a on go potem wstawi. Po tych wszystkich akcjach council wymienil jej drzwi, a ona dala nam klucz w razie “W”. Przydal sie i pomimo sklerozy pamietala, ze ma go u nas.

 

Czasem przychodzila i prosila czy mogla bym jej zajsc do sklepu, na poczatku nie zawsze chciala wino. Czasem chciala zeby jej piekarnik zapalic, bo nie miala zapalek. Kiedys przyszla i poprosila, zebym jej okno w lazience zamknela, zle przekrecila klamke i sie zablokowalo, a ona nie mogla sobie z tym poradzic. Bywalo tez, ze trzeba bylo jej smog alarm wylaczyc, bo przyjarala cos w piekarniku. To byly takie drobne sprawy, ot dwie torebki herbaty pozyczyc, bo sie jej skonczyla, zawsze dawalam jej wiecej i nie dopominalam sie o zwrot.

 

Nie od razu zauwazylismy, ze ma problem z alkocholem, to wyszlo dopiero pozniej. W zeszlym roku w wakacje dla czadu, jak codziennie sie do nas dobijala i chciala zeby jej pojsc po wino. Wkurwilam sie na maxa jak dorwala Krzyska rano i powiedziala mu, ze to nie wazne czy on sie do roboty spozni, bo jest mlody i moze jej po wino skoczyc. Przestalam jej otwierac, to znaczy nie otwieralam za kazdym razem, a jak pytala czy mogla bym pojsc do sklepu to mowilam, ze nie mam czsu. O dziwo zrozumiala aluzje i dala se na wstrzymanie. Przez jakis czas nie dzwonila, az jednego dnia kiedy jej otworzylam to okazalo sie, ze nie moze sobie piekarnika wlaczyc.

 

Nasza sasiadka, ktora mieszka tu nad nami, od prawie 30-stu lat, tez Polka, opowiadla nam o niej:

To cala rodzina taka byla, wszyscy tam chlali. W tym mieszkaniu umarl jej ojciec i brat. Ona cale zycie nie pracowala i zyla na koszt panstwa. Nie miala meza, ani dzieci. Teraz to sie uspokoila, bo jest stara i nie ma juz sily, ale wczesniej to dawala czadu i byly tu z nia niezle przeboje …”

 

Rok temu, jakos na poczatku grudnia, bylo pogotowie, policja i facet z councilu,  chyba znowu ze schodow spadla. Bylam na dole i uslyszalam jak wala do drzwi, wyszlam zobaczyc co sie dzieje, powiedzialam policjantowi, ze mam klucz, a on poprosil zebym ich wpuscila.  Wtedy zostalo zgloszone w councilu, ze klucz od Patrycji jest u nas. Zabrali ja do szpitala, miala wyjsc przed swietami, ale przywiezli ja dopiero pod koniec stycznia. W tym czasie council wysprzatal jej mieszkanie, dostala nowe lozko i materac, oraz ciuchy. Cos jej tam jeszcze robili w mieszkaniu, ale nie wiem co, nie bylam zainteresowana. Wtedy wlasnie poznalam tego Polaka “faceta od remontow”, z ktorym wczoraj gadalam, bo on pracowal w jej mieszkaniu i nawet pare razy przyszedl do mnie po klucz.

 

Potem council dorobil klucz i zalozyli jej specjalna skrzynke. Niestety to za dlugo nie dzialalo, bo bardzo szybko okazalo sie, ze klucz w skrzynce jest zly. Dzwonily do mnie kolejne opiekunki i prosily o otwarcie drzwi, wkurzalo mnie to, ale czulam tez, ze nie powinnam tego robic, wiec najczesciej odmawialam.

 

Tydzien temu znowu przyszla opiekunka, nie otworzylam jej drzwi i wychodzi na to, ze dobrze zrobilam. Troche pozniej przyszla kobieta z facetem, oboje z councilu i “facet od remontow”. Dalam jej klucz i okazalo sie, ze Patrycja spala. Pani zabrala  klucz i powiedziala, ze narazie wloza go do skrzynki, a potem dorobia opiekunce zeby miala wlasny, a ten mi zwroca, mialam go dostac w ten piatek.  Kiedy dowiedzialam sie, ze Patrycja nie zyje, to sie ucieszylam, ze juz nie mam tego klucza. A “facet od remontow” powiedzial, ze Patrycja chyba sama wlozyla do skrzynki swoje stare klucze, zeby jej nie wlazili do mieszkania. Mozliwe, ze tak bylo, bo jak kiedys przyszed facet zrobic jej cos w kiblu i prosil zebym go wpuscila, to okazalo sie, ze zamknala sie na lancuch.

 

W ubiegly piatek widzialam ja ostatni raz i jak zeszla na dol, taka zaspana, to jeszcze pytala mnie czy nie zajde jej do sklepu, po gazete i wino powiedzialam, ze po gazete tak, a po wino nie, zrezygnowala.

 

Wczoraj “facet od remontow” powiedzial mi, ze zaraz bede remontowac to mieszkanie i pewnie po nowym roku kogos tu zakwateruja. A jak ostatnio gadal z Gandalfem, to stwierdzil, ze on chcialby zeby Patrycja zyla jak najdluzej, bo jak umrze to on bedzie musial to mieszkanie remontowac i wachac ten smrod. A skad ten smrod? A to proste, Patrycja nie trzymala moczu, prawdopodobnie nie czula nawet kiedy .. Kiedys jak stala pod moimi drzwiami i cos chciala, a ja nie moglam jej pomoc i chwile mi zajelo zanim jej wytlumaczylam, ze nic z tego, to widzialam jak sie jej po nogach lalo, ona nawet nie zwrocila na to uwagi …

 

Ostatnio nie zawsze jej otwieralam i nie zawsze otwieralam jak dzwonila do mnie opiekunka, czailam sie pod drzwiami, teraz juz nie bede musiala sie skradac jak ktos zadzwoni.

 

Ps. Piaskowy Dziadek ominal moje lozko szerokim lukiem, dusi piasek jeden. Polozylam sie spas poltorej godziny pozniej i tak ... czekalam ... czekalam .... czekalam ... a potem 5:20 oczka szeroko otwarte, nie bylam w stanie wstac, dogorywalam do 7:20.

 


NIE SPANIE I TAKIE TAM, INNE ATRAKCJE

Znowu noce nie sa moje … Cholera jak mam ze 3 noce lepsze, to potem wczystko wraca do normy … Dzisiaj rano znowu czulam sie jak zombi, a zeby bylo zabawniej migrena pukala do mych drzwi, czytaj: napierdzielala w nie lomem. Dwa miesiece mnie nie odwiedzala, ale bylo cudnie, a dzisiaj znowu zapowiadala sie z piekna  imprezka. Taszczyla ze soba bebny, talerze i takie tam inne wiertarki udarowe i az podskakiwala z uciechy, rapujac mi, ze od kiedy JM wywalil mnie z pracy to mnie zaniedbala i teraz musimy to nadrobic. Osobiscie nie mialam ochoty nadrabiac straconych z nia spotkan, podobalo mi sie wczesniej, jak o mnie zapomniala.

 

Na dzien dobry zaparzylam sobie imbir i w  slimaczym tempie namieszalam ciasto na chleb. Potem zrobilam sobie kawe, smakowala by lepiej gdyby nie ten jednostajne walacy kafar w mojej glowie.

 

Po sniadaniu, zlapalam siatke i poszlam na Brixton, po miecho dla kotow i takie tam inne otreby.

 

A dzisiaj bylo sliczne slonko, mila odmiana, po tych kilku dniach szarych prawie jak popiol. A na dodatek, temperatura tez byla przyjemna i zadnego deszczu, no poprostu full wypas i pelnia szczescia.

 

Kiedy wracalam, zaczepil mnie policjant stojacy pod drzwiami sasiadki. Pierwsze zapytal czy mieszkam pod 126, potem kiedy widzialam ja ostatni raz i czy nie slyszalam jakichs halasow, albo nie widzialam kogos krecacego sie po jej patio. Ostatnio widzialam ja w zeszly piatek, jak rozmawialam z kobieta z councilu, nie widzialam i nie slyszalam nic podejrzanego. Na koniec powiedzialam mu, ze moze ona spi na gorze i nie slyszy, bo ma problem ze sluchem. Odpowiedzial mi na to, ze ona nie zyje. Jakos sie wcale nie zdziwilam, miala 79 lat i caly czas chlala.

 

W domu doszlam do wniosku, ze imprezka sie jednak nie udala i juz nie dochodzilam czy jednak pomogl imbir, czy szybki marsz na Brixton i spowrotem. Cieszylam sie ja dziecko z cukierka, ze migrena pozbierala swoje zabawki i sie ulotnila.

 

Po jakichs dwoch godzinach, przyszedl facet ktory wykonuje prace remontowe dla councilu i potwierdzil moje domysly, ze znalazla ja opiekunka, ktora do niej przychodzila. Gadalismy chwile o Patrycji, bo tak miala na imie moja sasiadka i o inne takie tam tematy. Przy okazji dowiedzialam sie, ze on jest w Londynie juz 18 lat i chcial by wracac do Polski, ale zona nie chce. W czasie kiedy tak gadalismy o wszystkim i o niczym, przyjechali po zwloki. Ot byla sobie pijaczka i juz jej nie ma. Czasem jej pomagalismy, czasem ratowalismy w opresji, nawet dala nam klucz do siebie, ale to dluzsza historia … Ciekawe kogo tu teraz zakwateruja, z nia byl spokoj, bo byla stara i nie miala juz sily rozrabiac … Pozyjemy, zobaczymy …

 

A potem juz spokojnie, poporcjowalam miecho dla kotow i wrzucilam w zamrazarke, podalam Gandalfowi obiad, nakarmilam futra, zrobilam wypusc, a potem wpusc kotek i inne takie …

 

A teraz boje sie isc spac … bo jak nie zasne od razu, to mam przesrane. Czytanie ksiazki przed snem nie pomaga, bo w pewnym momencie oczy odmawiaja wspolpracy, a Piaskowy Dziadek sie opierdziela i piaskiem nie sypie. Czlowiek lezy i czeka … potem prewraca sie na bok i znowu czeka, czeka, czeka i kur … mac ile mozna czekac … A jak juz nareszcie straci kontakt z rzeczywistoscia, to potem nagle sie przebudzi i nie wiadomo po jakiego grzyba, ale zeby to raz, to nie, bo musi sie tak przbudzic dwa, trzy, a czasem wiecej razy, zeby ostatecznie, jak przez ostatni tydzien, obudzic sie i stwierdzic, ze jest 5:20 i kurwa jak tu zyc … I potem nie dziw sie czlowieku, ze czujesz sie jak zombi, ze kreci Ci sie w glowie bardziej niz zwykle i ze, ogolnie nic Ci sie nie chce …

 

Piaskowy Dziadku, do cholery jasnej, nie zaluj mi dzisiaj tego piachu ze swojego woreczka, tylko sypnij nim a obficie na mnie i sie nie przejmuj, ja se z przyjemnoscia rano to pozamiatam.



wtorek, 13 listopada 2018
MISIEK PRZYTULANKA ...

Troche mnie tu nie bylo … A wczoraj ot taki impuls …

Ktos zamiesci na fejsie post:

 

Przytulanki z dziecinstwa.

Mieliscie jakas swoja przytulanke, jak byliscie dziecmi. A moze jeszcze gdzies zostala w domu i czasem wracacie do niej w wspomnieniach?

Moj syn ma dziewiec lat i do tego czasu ma swojego ulubionego misika, dzieiwec lat, wszedzie gdzie jest on, tam misiek.

Zapraszam do dyskusji.

 

Napisalam tam komentarz, ale zaraz postanowilam go rozwinac w post tutaj:

 

Kiedy bylam mala dziewczynka marzylam o misiu, mial byc duzy i mial miec miekkie i przyjemne w dotyku futerko.  

 

Moj brat mial miska i nawet ma z nim zdjecie, a ja zawsze z tesknota do niego wzdychalam, nie do brata a do jego miska. On byl duzy i szary, a ja bardzo chialam miec podobnego. Brat mial go przez jakis czas, nie pamietam jak dlugo. Niestety nie wiem co sie z nim potem stalo, poprostu byl, a potem juz go nie bylo.

 

Siostry nie pamietam z miskiem, moze miala wczesniej, ale ja nic o tym nie wiem, moja pamiec tam nie siega, bo ona jest starsza o piec lat. Za to pamietam jej lalke i to jak sie nia bawila, zawsze wtedy z fascynacja patrzylam na jej dlugie, jasne wlosy, ktore ukladaly sie w delikatne loki. Ona widzac jak gapie sie na te wlosy, zawsze podkreslala, ze to sa prawdziwe wlosy i dodawala, ze dostala ja od ciotki z niemiec. Lalka bardzo mi sie podobala, ale nie wzdychalam do niej, tak jak do miska brata. Nie robila tez na mnie specjalnego wrazenia informacja, o prawdziwosci jej wlosow i niemieckiego pochodzenia, chociaz prawdopodobnie, mialo to wzbudzic moja zazdrosc. Siostra byla bardzo zazdrosna o swoja lake i nie pozwalala mi jej dotykac, a kiedy konczyla zabawe, zawsze ja chowala.

 

Po latach poznalam historie tej lalaki, co ciekawe nie uslyszalam jej od mamy, a od mojej corki. Mama raczej ze mna nie rozmawiala i nie opowiadala mi wiele o swoim dziecinstwie i mlodosci. To potem, wlasnie moja Magda wyciagala od niej rzone ciekawostki, bo z wnuczka chetniej rozmawiala niz z wlasnymi dziecmi.

 

Mama byla gdzies na plenerze, tak w mlodosci tez malowala obrazy i a nawet jezdzila na plenery. Potem przestala robic jedno i drugie. Pod jej nieobecnosc opiekowala sie nami jej siostra, bo przeciez ojciec chodzil do pracy. Mama miala wyrzuty sumienia i kupila ta lalke Urszuli, ale tylko siostra dostala prezent, ja i brat nie. Mama nie pomyslala, ze nam moze byc przykro. Ot, cala moja mama.

 

A ja caly czas marzylam o misku i zawsze z nadzieja rozpakowywalam prezenty pod choinka, ale pluszaka uparcie w nich nie bylo. Potem, kiedy mialam chyba 8 lat i juz wiedzialam, ze to rodzice daja prezenty, a nie Aniolek, juz nie liczylam na to, ze znajde misika.

 

A potem nagle szok, kiedy mialam 12 lat znalazlam go pod choinka, to byl prezent od mamy. Byl zupelnie inny i mniejszy niz ten moj wymarzony, ale byl moj i byl zolty i sliczny. Szkoda tylko, ze pojawil sie zbyt pozno, juz nie byl mi potrzebny do przytulania przed snem. Najczesciej stal gdzies na polce, albo siedzial na moim stoliku, ale jeszcze sie nim bawilam, bo chyba jakos przez dwa lata, jeszcze bawilam sie lalkami. I co ciekawe, nie pamietam co sie z nim pozniej stalo.

 

Za to jak bylam mla, mialam miska u babci, on od zawsze byl stary i sfatygowany, ale to nie bylo dla mnie wazne. Byl maly, brazowy i mial troche zniszczone futerko. Bacia uszyla mi dla niego kilka ubranek. A kiedys na rynku kupila mi kolyske i to byla pelnia szczescia. Bawilam sie nim pod stolem, razem z kuzynka, przebieralysmy go i bujaly w kolysce. Wtedy tam pod tym stolem, to byl caly moj swiat, swiat z miskiem w kolysce, swiat w ktorym bylam sama, albo z kuzynka.

 

A potem, kiedy mialam 10 lat, juz nie zostalam na cale wakacje u babci i juz nie bawilam sie miskiem. Przypomnialam sobie o nim chyba za dwa lata i zapytalam babcie co sie z nim stalo i uslyszalam rzecz straszna, ona spalila go w piecu, bo z kazdej strony sypaly sie z niego trociny. Zrobilo mi sie wtedy strasznie przykro, a baci troche glupio, kiedy uslyszla moj wyrzut: “jak moglas tak zrobic z moim ukochanym miskiem?”

 

Z dziecinstwa pozostalo mi tylko wspomnienie o moim wymarzonym misku i milosc do nich. Uwielbiam je ogladac w sklepach z zabawkami, ale nie, nie kupuje ich obsesyjnie, zeby nadrobic braki z dziecinstwa, ja wcale ich nie kupuje, ja tylko zatrzymuje sie przy tych ktore podobaja mi sie najbardziej i sobie podziwiam i pomacam. Pozostala mi tez pamiec, milych chwil spedzonych z moim miskiem u babci.

piątek, 05 października 2018
TERAZ

Siedze i pije drinka, juz drugiego, bo pierwszego zrobilam sobie juz przed 13-sta. Zrobilam tak jak sobie to obiecalam, w ubiegly piatek kiedy wychodzilam do pracy, a maila z odpowiedzia o podwyzce nie bylo.

 

Siedze i popijam dzin z tonikiem i dobrze mi z tym.

Malo tego, na zagryske zrobilam sobie dwa kromale z maslem, swiezo upieczonego, jeszcze cieplego chleba, zamiast zagrzac sobie obiad. Jak swietowac, to swietowac na calego, a co mi tam. Kawe tez sobie zrobilam.

 

Na dodatek wydarzyl sie CUT nad Tamiza. Nie,  ow CUT nie ma nic wspolnego z drinkiem pitym przeze mnie o tak nietypowej porze. Ow CUT dotyczy tego, ze moja siostra odpowiedziala na mojego SMS-a. Nie wiem czy to moze jej corka, cos jej powiedziala, czy to dlatemu, ze prawie identyczna wiadomosc wyslalam do szfagra, ale nagle okazalo sie, ze jednak mozna i dobrze.

 

A wczoraj, ‘A’ ktory bedzie teraz nazywany Gandalfem, wykupil przejazd promem i w czwartek jedziemy do Polski.

 

 

JAK ‘A’ ZOSTAL GANDALFEM



W ubieglym roku, w sylwestrowy poranek, pstryknelam taka oto fotke i zaraz wyslalam ja Lucuynie

Po czym dostalam odpowiedz:

“Kurwa Gandalf , Ty to masz towarzystwo na sylwestra”.

 

A jak juz jestem przy pseudonimach, to moja przyjaciolka - Lucyna, od zawsze byla Psota i od teraz tak ja tu bede nazywac.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43