Blog > Komentarze do wpisu
Pozegnanie

Wczoraj rano, wczesnie rano odeszla moja kolezanka. Nie, nie bylam z nia blisko, ale i tak przykro mi. Chorowala dlugo, pierwsze miala raka piersi, byla operacja, chemia … czas … starch … bol … obawy … A potem wielka wygrana. Wygrana niestety okazala sie zluda, po niedlugim czasie chroba zaatakowala ze zwielokrotniona sila, w innym miejscu, w mzgu. Tu pojawil sie starch i zwatpienie, moze i beznadzieja zapukala do jej drzwi, bo jej matka zmarla wlasnie na raka mozgu, kiedy ona i brat byli dziecmi. Pomimo wszystko walczyla, bylo leczenie, ale wiesci ktore przekazywala mi Lucyna nie niosly nadziei … A te ostatnie byly coraz smutniejsze, utrata sil, niemoznosc przelykania, trudnosci z mowa i …

Jakos kilka miesiecy temu Lucyna doniosla mi ze, Kaski synus, nieudacznik pojechal do mamusi. Lucynie sie to nie podobalo, ale coz, mamusia przestala sponsorowac z wyspy to synus wsiadl w samolot i polecial, zerowac na mamusi chorobowym i benefitach, ktore pewnie miala w zwiazku z ciezka choroba i niezdolnoscia do pracy. A moze i dobrze, bo jak by nie bylo to syn i na koniec jednak sama nie byla. Kaska bardzo chciala wrocic do kraju, ale byla obawa, ze nie przezyje podrozy, bo samolot to zmiany cisnienia, a samochod to czas … Poza tym tu w Angli miala placone chorobowe i dobra opieke lekarska … wiec zostala do konca …

Kiedys chodzilam z nia do szkoly, do podstawowki. Ona z bratem chodzili do jednej klasy i wszyscy byli przekonani, ze Kaska i Maciek sa bliznietami, prawda byla taka, ze ona byla rok starsza. Nie wiem tez czy ktos wiedzial o tym, ze ich matka zmarla na raka mozgu. Ja wiedzialam, ze wychowywala ich babcia, bo rodzice zgineli w wypadku samochodowym. Ja nie bylam z nia blisko, bo ona byla w naszej klasowej swietej trojcy, a ja bylam na szarym koncu w tej hierarchi. Ta swieta trojaca to byly trzy dziewczyny, trzy ulubienice naszej wychowaczyni, prymuski, rodzynki. Kaske pamietam jako weslola, radosna, rozesmiana blondynke z dlugimi kucykami, siedzaca w pierwszej lawce. Nasze drogi sie rozeszly, kiedy ja po pierwszym polroczu piatej kalsy zmienilam szkole. Potem spotkalam ja moze dwa, albo trzy razy przed jej wyjazdem do UK, ona wtedy jeszcze nie wiedziala, ze wyladuje na wyspach, a ja juz tu bylam.

Nigdy bysmy sie nie spotkaly ponownie, gdyby moja przyjaciolka nie poznala jej brata. Donosila mi w SMS-ach, ze ma super faceta … Maciek to, Maciek tamto … I jednego razu kiedy ja i Lucyna akurat obie bylysmy w Polsce (ona wtedy w Norwegi pracowala), bedac u niej  spotkalam Macka, dziwne to bylo spotkanie po pobad 30 latach …Ja go nie poznalam, on mnie do strzalu i powiedzial mi, ze praktycznie nic sie nie zmienilam i poznal by mnie wszedzie. Na szczescie zwiazek ten sie rozpadl, nie mozna byc z alkocholikiem ktory bolesnie rani i niszczy bliskie sobie osoby.

Potem wlasnie u Lucyny, jak jeszcze byla z Mackiem, spotkalam Kaske. Wymienilysmy sie numerami telefonow i odszukalay na Naszej Klasie. Wspominalysmy stare szkolne czsy, kurde jak to brzmi, jak bym wlasna babcia byla.  Niestety ten kontakt urwal sie kiedy ja zamknelam konto na Naszej Klasie, a Kaska wyjechala za praca do UK. Potem to juz tylko od Lucyny dowiadywalam sie co u Kaski. O tym kiedy byla w Polsce, ze chciala sprzedac dom, bo nie bylo jej stac na remont, ze syn nie pracuje i nic nie robi zeby to zmienic, a ptem o chorobie …

Lucyna bardzo polubila Kaske i sympatia ta byla wzajemna. Mylse, ze nic sympati z czasem przerodzila sie w przyjazn. Lucynie jest teraz ciezko, odszedl ktos, kto byl jej bardzo bliski, mi tylko smutno …

Dla mnie i pewnie dla Lucyny tez, najbardziej przykre jest to, ze odeszla w chorobie, bolu i cierpieniu, bo dlaczego tak? … Na to pytanie nie ma odpowiedzi. Tak samo jak na to, dlaczego to wlsnie ona? A jej brat alkocholik nadal chleje i rani swoich bliskich i nie tylko …

I jak zawsze w takich chwilach mowie sobie, ze tam dokad odeszla juz jej nic nie boli, nie boi sie kolejnego dnia, cierpienie sie skonczylo.

I chociaz nie byla mi bliska, to pozostanie w mojej pamieci.

czwartek, 09 lutego 2017, 4_dina

Polecane wpisy

  • WYCHODZI NA TO, ZE NA GLOWE POWINNAM SIE LECZYC

    Juz jakos przed Bozym Narodzeniem jakis pomor u nas zapanowal. Slubny jak zaczal kaszlec to tak kaszlal se, mocno i mocniej. Zadne moje znachorskie specyfiki na

  • WYPRAWA PO PACZKI

    W tlusty czwartek wymyslilam sobie, ze zrobie wszystkim niespodzianke i kupie kilka paczkow, w zalozeniu mialo byc 10 sztuk. Po 3 dla mnie i slubnego, a po 2 dl

  • SOBOTNIE POGADUSZKI

    Jak zwykle w sobote odwiedzila mnie moja stara znajoma. Przyszla z mloteczkami, kilofkami, tudziez z kafarem i zestawem perkusji. Perkusje rozlozyla na samym sr

Komentarze
2017/02/09 14:54:56
Śpieszmy się więc kochać ludzi! Tak szybko odchodzą!
[*]
-
2017/02/10 04:43:07
Smutne... może kiedyś będzie tak, że do godnego życia jak i do godnej śmierci będą mieli prawo wszyscy...? A co do alkoholizmu, to temat rzeka, ale faktycznie "nie można być z alkoholikiem, który boleśnie rani i niszczy bliskie sobie osoby". Pozdrawiam z zimnego Wrocławia.
-
2017/02/12 10:16:55
mirabelka - Ja zycze sobie smierci we snie, zasnac, snic i juz sie nie obudzic i takiej smierci zycze kazdemu i mysle, ze szczesliwi ci wszyscy ktorzy takiej smierci doswiadczyli.
A alkocholizm, hum tak temat rzeka i chyba kazda rodzina tego problemu w jakis sposob dzoswiadczyla. U mnie z tym problemem boryka sie brat, a moj jedyny wujek (brat ojca) mozna powiedziec, ze zapil sie na smierc, bo na "imprezce" dostal ataku astmy, czy zaksztusil sie, a kumple od kieliszka zamiast wezwac pogotowie wystawili go za drzwi i a potem jeden z nich poszedl do mojej cioci zeby go zabrala do domu ... wezwala pogotowie, ale bylo juz za pozno ...
-
2017/02/26 00:29:22
Zawsze przeżywam odejście rówieśników...To takie memento. Jeszcze nie my, ale też kiedys odejdziemy. Przykre, że własne dzieci moga byc takie bezduszne i obce. Ale moze Twoja znajoma była szczęśliwa, że syn był blisko. Tego nie wiemy.
-
2017/02/27 11:37:02
eks1991 - Nie bylo to moje pierwsze pozegnanie rowiesnika, bo to pierwsze bylo cale lata temu, a mialam wtedy 12 lat, a on byl rok mlodszy. Zmarl po ciezkiej chorobie, ktora zgotowali mu lekarze, faszerujac go pona miare antybiotykami, czym zniszczyli mu nerki.
A mojej kolezance na pewno bylo lzej, kiedy miala przy sobie syna w tych ostatnich chwilach, bez wzgledu na to jaki byl.