Blog > Komentarze do wpisu
Mieszkanie z ironia w tle

Ostatnia wymiana SMS-ow z przyjaciolka, natchnela mnie do przemyslenia i jako takiego poukladania sobie w glowie pewnych spraw. Nie wiem, ale moze jak to zrobie to pomoze mi to, wygrzebac sie z tego emocjonalnego dolka w jaki ostatino wpadlam.

Pisalysmy o moim gadaniu, o wolontariacie i robieniu czegos innego, oraz o moim mieszkaniu (musze sie nareszcie przyzwyczaic do tego, ze ono jest moje).

To tak jak w tytule stoi, zaczne od tego ostatniego:

Fragmenty naszych SMS-ow:

Lucna - … nawet sie poryczalam jak pomyslalam, ze kiedys przyjdzie mi sie z tad wyprowadzic. Znam sie tu z ludzmi, dobrze mi sie tu mieszka, dobra aura w mieszkaniu co nawet zauwazyla kolezanka z pracy, a byla u mnie 5min …

Ja - z tym mieszkaniem to taka ironia losu, jak nie mialam gdzie mieszkac to mama mnie zwodzila, jednego dnia dajac mi dzialke a drugiego odbierajac, a teraz mam mieszkanie i mam klopot, sprzedac nie warto a trzymac to koszty … a ja musze placic wysoki czynsz tutaj…

 Moja mama w 2006 roku wykupila swoje mieszkanie na wlasnosc i od razu przepisala je na mnie. Mieszkanie jest niewielkie, 36m kw, na osiedlu na ktorym mieszkalam przez 31 lat. Mama dostala go za opieke nad starsza osoba.

Tu taka mala dygresja: Wykupila je za pieniadze ze sprzedazy tej cholernej dzialki, ktora to cale lata mnie szntazowala, abym wziela slub koscielny. Nie dalam sie, bo po pierwsze czulam, ze nawet jak sie ugne to i tak nic z tego nie bedzie. A po drugie uwazalam, ze to bylo by poprostu nie uczciwie w stosunku do samej siebie. Niestety slub koscielny nie byl jedyna kwestia spornya miedzy mna i mama, bo druga bylo to, ze nie chodzilam do kosciola. A do kosciola przestalam chodzic jak mialam lat, chyba jakos 12-nascie i nie robie tego do dzisiaj. A dla mojej mamy kosciol i wszystko co z nim zwiazane, bylo najwyzsza wartoscia, wiec sam slub to byl by tylko poczatek. Koniec dygresji.

Wychodzi z tego, ze od 10 lat jestem wlascicelka mieszkania, ale jakos nigdy sie tak nie czylam. Pierwsze odwiedzalam mame przyjezdzajac do Bielska z Warszawy, a potem juz z Londynu. Mama kilka razy zadala mi pytanie: “co zrobisz z tym mieszkaniem jak ja umre?” Zawsze zgodnie z prawda odpowiadalam , ze nie wiem i wcale nie spieszy mi sie do jej smierci. Od kilku lat, ale jeszcze przed choroba, mama zaczela mowic i powtarzac, zebym nie sprzedawala mieszkania kiedy ona umrze. Ciagle powtarzala mi ze: “nie wiadomo jak bedzie, a tak masz mieszkanie i zawsze mozesz tu wrocic”.

A potem mama zmarla. Juz po pogrzebie, bedac sama w miszkaniu i pozadkujac rzeczy po niej, nie raz zastanawialam sie: “i co teraz?”

Jeszcze zanim pojechalam na pogrzeb, rozmawialam z A. i doszlismy do wniosku, ze najlepiej bedzie go sprzedac, mielibysmy troche kasy na wklad wlasny i moglibysmy wziac mortgage (pozyczke na mieszkanie). Niestety okazalo sie, ze akurat to nie jest dobry moment. Znajomy powiedzil mi, ze w Bielsku wybudowano sporo mieszkan i staly one puste, wiec ceny mocno spadly. Tak wiec pomysl ze sprzedaza upadl. Przed wyjazdem  z pomoca brata zaplacilam czynsz, przez internet, zeby nie tracic czasu na bieganie. Ustalilismy tez, ze on bedzie mnie informowal o oplatach, bedzie odbieral poczte i placil rachunki, a ja bede mu wysylac na to kase.

A potem dostalam SMS-a od Lucyny z zapytaniem: “czy moglabym zamieszkac u Ciebie, bo ciotka wymowila mi mieszkanie?” Moj A. kiedy przeczytalam mu ta wiadomosc powiedzial, ze od razu myslal o Lucynie. Hummm, ja tez o niej myslalam, ale jak ja wyjezdzalam to jej relacje z ciotka jeszcze byly jako takie, jako takie, bo one nigdy nie byly normalne i poprawne. A potem nagle kazala sie jej wyprowadzic, doslownie z dnia na dzien. Obie myslimy, ze kuzyneczka - kociareczka, maczala w tym palce, a ciotunia tez zagorzala wyznawczyni Jehowy posluchala coruni. I tym sposobem Lucyna zamieszkala u mnie, za czynsz, ja z przyjaciol w biedzie nie zdzieram.

A teraz sie jej odmienilo na lepsze i oby tak dalej i jeszcze lepiej, nalezy sie jej po tym wszystkim co w zyciu przeszla, a nie bylo ono uslane rozami. Tylko, ze teraz ja nie wiem jak dlugo jeszcze pomieszka u mnie, a jak sie wyprowadzi, to bede musiala placic czynsz i inne takie …

I to jest ta ironia losu, o ktorej pisalam Lucynie w SMS-sie. Cale zycie albo sie gniotlam z ojcem, znoszac jego choleryczna nature i pijanstwo brata, albo mieszkalam u kogos i placilam wysoki czynsz, zreszta nadal place komus i to nie malo. A teraz nie wiem co mam zrobic … bo sprzedac nie warto, a trzymac to koszt … I wcale nie jest tak jak mama sobie wymyslila, ze zawsze bede miala gdzie wrocic. Bo do czego ja mam wracac? Zeby wrocic trzeba miec za co zyc, a ani A. ani ja nie dostaniemy w kraju emerytury. Samo mieszkanie to nie wszystko … A ja nadal nie wiem co mam z tym fantem zrobic. 

A tak na marginesie mieszkanie ma naprawde dobra aure, gdy sie tam wchodzi od razu czuje sie taki spokoj i chce sie tam byc ... I co ja mam do cholery z tym fantem zrobic? Nadal  ie wiem ...

wtorek, 22 listopada 2016, 4_dina

Polecane wpisy

  • WYCHODZI NA TO, ZE NA GLOWE POWINNAM SIE LECZYC

    Juz jakos przed Bozym Narodzeniem jakis pomor u nas zapanowal. Slubny jak zaczal kaszlec to tak kaszlal se, mocno i mocniej. Zadne moje znachorskie specyfiki na

  • WYPRAWA PO PACZKI

    W tlusty czwartek wymyslilam sobie, ze zrobie wszystkim niespodzianke i kupie kilka paczkow, w zalozeniu mialo byc 10 sztuk. Po 3 dla mnie i slubnego, a po 2 dl

  • JESZCZE NIE DO KONCA SIE POGODZILAM …

    Zaczynam sie czuc lepiej, juz od jakiegos czasu nie sprawdzam opsesyjnie, po kilkanascie razy dziennie, mojej poczty, ani telefonu, bo moze jednak SMS. Widac, z

Komentarze
2016/11/23 06:42:48
Cos podobnego czeka i mnie. Moglabym wynajac, ale to loteria i koszty ogolne mogly by byc gigantyczne, jesli trafilabym na kogos nieuczciwego. Sprzedam na pewno, bo i tak nie mam zamiaru wracac do Polski, tu jest moja cala rodzina, moje zycie.
-
2016/11/23 09:51:53
wynająć za pieniądze, w koncu cos z tego musisz miec
-
2016/11/26 17:07:58
Też optowałabym za wynajęciem!